Kochały go miliony Polaków! Po tragicznej śmierci, nie miał go nawet kto pochować!

Udostępnij:
Z zawodu był kucharzem, z zamiłowania aktorem – pojawiał się gościnnie w rozmaitych serialach, a największą popularność zyskał bez wątpienia dzięki roli Grzesia w “Złotopolskich”.

Ci, którzy go znali, wspominali go jako człowieka serdecznego, ale też nieśmiałego, skromnego, trzymającego się na uboczu.

Dopiero później okazało się, że od dawna ciężko chorował i był niezwykle samotny. Nie miał żadnych przyjaciół ani rodziny – jego pogrzebem i zbiórką pieniędzy na pomnik zajęła się jedna z reżyserek serialu.

Grzegorz Komendarek zginął tragicznie 21 września 2014 roku.

Uwielbiał gotować, był członkiem Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szefów Kuchni i Cukierni – a o aktorstwie nawet nie marzył. Na plan filmowy trafił przez przypadek.

– Był prawdziwym kucharzem w restauracji, w której mieliśmy zdjęcia, i pewnego dnia Radosław Piwowarski dał mu prawdziwe zadanie w „Złotopolskich”. Grzesio zagrał, raz, drugi, trzeci… i grał u nas kilkanaście lat – opowiadała w “Fakcie” Małgorzata Raszek-Zaliwska, jedna z reżyserek serialu.

Przez lata wcielał się w “Złotopolskich” w kucharza Grzesia. Wystąpił też w “Na dobre i na złe” czy “Rodzinka.pl”.

I chociaż Komendarka zapamiętano jako życzliwego i uprzejmego, był też skryty i nieśmiały, rzadko wchodził z innymi aktorami w bliższe relacje.

– To człowiek, którego niesłychanie lubiłem. Był niezwykle uroczy. Nie przyjaźniliśmy się specjalnie, nie było jakoś okazji – wspominał Piotr Machalica w “Fakcie”.

Raszek-Zaliwska dodawała, że był mężczyzną bardzo samotnym i ciężko doświadczonym przez życie.

– Grześ nie miał nikogo bliskiego, kochał bardzo zwierzęta. Miał dwa pieski, mopsy. Miał siostrę, która zginęła tragicznie za granicą wiele lat temu. Jego rodzice też umarli bardzo dawno temu, leżą na cmentarzu na Wólce Węglowej – wspominała.

W dodatku Komendarek zmagał się z wieloma problemami zdrowotnymi.

– Od wielu lat chorował na…

>>>CZYTAJ DALEJ<<<

Zobacz również:

Zobacz także:

loading...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *