Przeżyła 18 miesięcy bez głowy! Jak to możliwe?! [FOTO]

Udostępnij:
Kury mają imponującą pamięć, a świnie są mądrzejsze od psów. Mimo to, większość ludzi wciąż postrzega te zwierzęta jedynie jako serwowane na obiad czy kolację dania. Czy słusznie? Barbara J. King w swojej książce „Osobowość na talerzu” przytacza wyniki badań naukowych i udowadnia, że wszystkie zwierzęta posiadają emocje, inteligencję i osobowość.

Poniżej fragment książki dotyczący mądrości kur – zwierząt, które większości ludzi kojarzą się głownie ze smacznymi „skrzydełkami”. Niesłusznie!

Jeśli kury mają „ptasie móżdżki”, owo szydercze określenie zasługuje na nowe, błyskotliwe skojarzenie. Kury mają bowiem imponującą pamięć. Rozróżniają ponad sto twarzy innych kur i rozpoznają znajome osobniki po miesiącach separacji.

Wybierają najlepsze rozwiązanie, gdy mają do wyboru dwa warianty: kury trenowane do dziobania kolorowych przycisków dziewięć na dziesięć razy decydują się zrezygnować z natychmiastowej (mniejszej) nagrody w zamian za nieco późniejszą (za to większą). Annie Potts zauważa, że ten wyczyn wymaga namysłu nad teraźniejszością w odniesieniu do przyszłości.

Kury, kiedy uczą swoje pisklęta odpowiednich zachowań, modyfikują własne rutynowe zachowania, wykazując elastyczność pod kątem umiejętności piskląt. Naukowcy z zakresu weterynarii Christine J. Nicol i Stuart J. Pope udowodnili to w pomysłowy sposób za pomocą eksperymentów wykorzystujących smaczne i niesmaczne pokarmy. Nicol i Pope wiedzieli już kilka kluczowych rzeczy o zwyczajach żywieniowych kur i piskląt z wcześniejszych badań: nowo wyklute pisklęta nie widzą różnicy między tym, co jest jedzeniem, a tym, co nim nie jest, więc dziobią jedno i drugie.

Kury wołają pisklęta do rzeczy jadalnych specjalnym zawołaniem i ruchami imitującymi dziobanie, a także wydają z siebie dłuższe, bardziej intensywne dźwięki, kiedy trafiają na pokarm ich zdaniem lepszej jakości. Nicol i Pope chcieli wiedzieć, jak dwanaście kur zareaguje na widok swoich piskląt popełniających błędy w wyborze pożywienia.

Kurom podano dwa rodzaje karmy, z których każda miała inny kolor i znajdowała się w misce w tym samym kolorze: karma dla kurcząt (smaczna) i karma dla kurcząt spryskana chlorowodorkiem chininy (niesmaczna). Pisklęta, karmione z dala od kur, otrzymały tylko smaczną karmę, z czego część została oznaczona kolorem smacznego jedzenia, a część kolorem niesmacznego. Kiedy kury obserwowały pisklęta jedzące to, o czym zdążyły się przekonać, że jest niesmaczne, reagowały częstszym dziobaniem i drapaniem niż podczas obserwacji piskląt jedzących kolorystycznie smaczne potrawy. Te zachowania, stwierdzili Nicol i Pope, miały na celu wywołanie u piskląt zmiany decyzji: działanie, które można uznać za uczenie.

We współpracy z J.L. Edgar i E.S. Paul profesor Nicol w późniejszym badaniu pokazała, jak kura potrafi się znakomicie zestroić ze swoimi pisklętami. Trzy naukowczynie dowiodły wcześniej, że kury, które widziały, że ich pisklęta doświadczają co trzydzieści sekund podmuchów powietrza, wykazują zwiększoną czujność, są głośniejsze i mają szybsze tętno. Prosty wniosek nasuwał się sam: kury były pobudzone, obserwując pisklęta poddawane łagodnemu stresowi. W zbieżnych badaniach Nicol i Pope’a, w których odseparowane kury reagowały na zachowanie piskląt na podstawie swojego stanu wiedzy, w tym badaniu postawiono pytanie: czy kury czuły się zestresowane, ponieważ pisklęta zachowywały się nerwowo, czy też zdobyły wiedzę o sytuacji, która wpłynęła na ich wnioski?

Prawdopodobnie już znacie odpowiedź: kiedy kury widziały straszenie swoich piskląt, niezależnie od tego, co pisklęta robiły, i niezależnie od wysyłanych przez nie sygnałów, matki stawały się głośniejsze, szybciej chodziły i przestawały czyścić pióra. Eksperymentatorzy odkryli to poprzez warunkowanie kilkunastu kur, mające na celu powiązanie konkretnego miejsca z niebezpieczeństwem, w szczególności z emitowaniem podmuchów powietrza. Mimo że pisklęta nie znajdowały się w niebezpieczeństwie (nigdy nie dmuchano na nie powietrzem, podobnie jak we wcześniejszym eksperymencie nie podawano im niesmacznej karmy), zachowanie matek zmieniało się, gdy obserwowały, jak pisklęta wprowadza się do „niebezpiecznego” obszaru. Nie oznacza to, że sygnały piskląt nie mają znaczenia: kury okazywały objawy hipertermii spowodowanej stresem – mierzono temperaturę głowy i oka – gdy ich własne przewidywania powodowały u kurcząt reakcje stresowe. Pisklęta „częściej wydawały zaniepokojone popiskiwania i mniej czasu poświęcały na czyszczenie piór, kiedy znajdowały się w kolorowym pudełku, które kura została nauczona postrzegać jako związane z niebezpieczeństwem”, piszą eksperci.

Z etycznego punktu widzenia ważne, aby wiedzieć, że w obu eksperymentach kur nie narażono na duży stres. Niedobrze, że co jakiś czas wpadały w hipertermię, ale ten stan wydaje się stosunkowo łagodny i krótkotrwały i być może należy go zestawić z tym, czego nauczyliśmy się w zakresie procesów poznawczych kur, i w rezultacie ich empatii.

Wrażliwość na samopoczucie innych nie ogranicza się do relacji matka – pisklę.

Więź między kurą Mary i kogutem Wiecznym Chłopcem zmieniła się w monogamiczny związek; para spędzała ze sobą cały czas w Animal Place, azylu dla zwierząt gospodarskich w Kalifornii. Podobnie jak Pan Joy wyświadczający uprzejmości swoim dwóm „żonom”, Wieczny Chłopiec wołał Marię do kosztowania smakołyków, po czym zjadał, co zostało.

Kiedy siedzieli w nocy na grzędzie, Wieczny Chłopiec chronił Mary przed deszczem, całą okrywając skrzydłami. Dwie inne kury, Violet i Ziółko, rodzeństwo uratowane przez Eastern Shore Sanctuary w Marylandzie, były podobnie nierozłączne.

Kiedy Violet zmarła nagle na zakażenie, Ziółko wpadał w apatię albo się wściekał. Obserwując, jak wolontariusze grzebią jego siostrę, przez kolejnych kilka tygodni wracał na grób i stał tam nieruchomo.

Ellen Chase z New Hampshire opowiada, że gdy jedna z jej kilkunastu kur oślepła, inna przyjęła rolę jej towarzyszki.

Pomocniczka chodziła wszędzie za ślepą, siedziała obok niej na grzędzie, mimo że niewidoma kura chodziła spać o nadzwyczaj wczesnej porze, a raz upuściła tuż przed nią robaka specjalnie dla niej. Według Annie Potts zoolog Maurice Burton relacjonował podobny związek między dwiema kurami, jedną starą i niemal ślepą, i drugą młodszą o zdrowych oczach.

W tym przypadku młoda kura stała się przewodniczką dla przyjaciółki, zbierała dla niej jedzenie i podsuwała je jej. Za dnia oprowadzała ją po ogrodzie, a wieczorem kierowała do kurnika. Kiedy starsza kura umarła, młodsza nie chciała jeść. Zmarła przed upływem tygodnia.

Nie jest to rzadkość. Kiedy pisałam „How Animals Grieve, wiele się dowiedziałam o niezwykle silnych więziach między zwierzętami i o smutku tak głębokim, że ten, kto ocalał, nie mógł wyzdrowieć. Miałam wtedy niewiele do powiedzenia na temat kur, lecz podzieliłam się opowieścią usłyszaną od przyjaciółki Jeane Kraines o kurzej empatii. Do dziś to jedna z moich ulubionych historii. Kraines, która trzyma kury na przedmieściach New Jersey, powiedziała mi tak:

Pewnego dnia byłam w kuchni, kiedy usłyszałam straszny rwetes wśród moich pierzastych przyjaciół. Wrzask i pisk tak głośny, że ptaki na drzewach zaczęły się wtrącać. Kury przybiegły na taras i dziobami wściekle waliły w przesuwne drzwi.

Natychmiast wyskoczyłam na zewnątrz, a one ruszyły ze mną, starając się nadążyć. Sprintem dobiegłam do basenu. Tam zobaczyłam Chmurę, ulubioną kurę wszystkich, jak młóci skrzydłami w basenie.

Wyciągnęłam ją. Tylko się mocno zmoczyła. A ocalała dzięki szybkiemu myśleniu jej kochanego stada.

Kurza opowieść Chase z New Hampshire nie kończy się równie szczęśliwie. Najmniej dominująca kura w grupie, którą Chase opisuje jako „lękliwą i odizolowaną z powodu nękania”, zyskała odwagę, gdy zrozumiała, że ślepa towarzyszka jest na słabszej pozycji. „Cały jej tłumiony gniew – pisała Chase – znalazł ujście w bezlitosnych atakach, losowych i nieprowokowanych”. Czasem inne kury w stadzie broniły niewidomą, ale przeważnie nie. W stadzie Chase znajdowały się najwidoczniej zarówno empatyczna altruistka, inteligentna, niegdyś dręczona kura, która chciała dołączyć do szeregu prześladowców, jak i ptaki stosunkowo obojętne na los ślepej koleżanki (ale niewątpliwie wyrażały odrębne osobowości na inne sposoby).

A zatem i dowody empiryczne, i anegdotyczne mówią nam o zdolności kur do przyjmowania czyjegoś punktu widzenia i działania w tym zakresie. Lecz zrozumiem każdego, kto poznawszy historię Bezgłowego Mike’a, zastanawia się, co naprawdę dzieje się w mózgach ptaków. Mike, kogut z rasy Wyandotte, 10 września 1945 roku stałby się obiadem u Olsenów z Fruity w Kolorado, gdyby wszystko poszło zgodnie z planem. Ale nie poszło. Kiedy Lloyd Olsen starał się zdekapitować Mike’a, ostrze siekiery musiało uderzyć pod szczególnym kątem. Chociaż głowa Mike’a została odrąbana, Mike nadal chodził i dziobał w poszukiwaniu jedzenia – tyle że nie przez kilka chwil, jak dzieje się zwykle, kiedy kura zalicza śmiertelny cios. Mike przeżył własną rzeź.

W tym momencie, jak zauważa Elwynjohn Johnston w filmie o Mike’u, „każdy normalny człowiek złapałby koguta, podniósł go i porządnie odrąbał mu tę cholerną głowę”. Zamiast tego Olsen postanowił opiekować się Mikiem. Karmienie Mike’a zakraplaczem do oczu, którym wprowadzało się jedzenie prosto do jego przełyku, działało całkiem nieźle. Olsen pojechał czterysta kilometrów na uniwersytet w Utah w Salt Lake City, gdzie specjaliści orzekli, że ostrze nie uszkodziło żyły szyjnej Mike’a; w miejscu uderzenia krew zakrzepła. Pień mózgu Mike’a w większości ocalał (a także jedno ucho). W zdrowiu, mimo że bez głowy, ręcznie karmiony drobnym ziarnem i pojony kroplami wody, Mike przeżył kolejne osiemnaście miesięcy.

Mike stał się gwiazdą. Pojawił się na łamach magazynów „Life” i „Time”, jeździł po całym kraju: od Los Angeles po Atlantic City, od Salt Lake City po Chicago. Pieniądze płynące z pokazów stały się siłą napędową Olsenów, którzy marzyli o spłaceniu wszystkich długów i ulepszeniu farmy. Rodacy reagowali różnie. Rodzina otrzymywała pełne nienawiści listy od ludzi, którzy uważali, że trzymanie pozbawionego głowy zwierzęcia jest aktem okrucieństwa, a nie dobrym uczynkiem. Z czasem Mike zaczął dławić się śluzem, którego nie mógł samodzielnie usunąć. Gdy tak się działo, Olsenowie szybko sięgali po strzykawkę i odsączali mu drogi oddechowe. Przez wiele miesięcy metoda się sprawdzała. Kiedy Mike nigdzie nie jeździł, przebywał z innymi kurami i prowadził coś podobnego do normalnego koguciego życia. Ale pewnej nocy w motelu gdzieś w Arizonie, gdy Lloyd wracał z występów, Mike znowu zaczął się dusić. Tym razem Olsen nie umiał odpowiednio szybko znaleźć strzykawki. Mike umarł. Dziś, siedemdziesiąt lat później, Mike ma swoją stronę na Facebooku i fanklub. Od 1999 roku miasteczko Fruita każdej wiosny organizuje festiwal na cześć woli życia Mike’a. Koncerty, bieg bezgłowego kurczaka, konkurs na najlepsze pianie oraz, jakże ironicznie, konkurs na najszybciej zjedzone skrzydełka sprawiają, że impreza tętni życiem.

Co zatem dzieje się w mózgu kury, skoro Mike żył i funkcjonował tylko z pniem mózgu? Całkiem sporo. Badania neurolożki Lesley Rogers pokazują, że ptasie mózgi, w tym mózgi kur, są tak samo podzielone jak nasze, co oznacza, że prawa i lewa półkula dzielą się niektórymi zadaniami, a nie dublują ich, aby osiągnąć cel. Rogers jako pierwsza odkryła podział w kresomózgowiu kur i zrobiła to w czasach, gdy sądzono, że podział zadań w zależności od półkuli mózgu uznawano za typowo ludzki (a jest, teraz to wiemy, typowy dla kręgowców). Poprzez porównywanie kur patrzących dwojgiem oczu z kurami, którym zasłaniano jedno z nich, Rogers wykazała, że podział mózgu pozwala kurom na równoczesne znajdowanie pokarmu (zadanie lewej półkuli) i uważanie na drapieżniki (zadanie prawej półkuli). Prawa półkula mózgu ptaków odpowiada za strach i reagowanie ucieczką, lewa zaś zajmuje się szczegółami.

Międzynarodowa grupa naukowców, która przyjęła bajeczną nazwę Konsorcjum Nomenklatury Ptasiego Mózgu (Avian Brain Nomenclature Consortium), ogłosiła w 2005 roku, że nadszedł czas na uaktualnienie terminów od stu lat używanych do opisu mózgu ptaków, aby odzwierciedlić nowe rozumienie funkcji jednej szczególnej części mózgu ptaka, działającej podobnie do kory nowej.

Ten obszar, płaszcz mózgu zwany z łacińska pallium, jak napisali członkowie konsorcjum, „wspomaga zdolności poznawcze analogiczne – a w przypadku niektórych gatunków znacznie je przewyższając – do tych występujących u wielu ssaków”.

Oklepana stara dychotomia, że ssaki myślą dzięki korze nowej, a ptaki działają poprzez instynkty zapisane w jądrach podstawnych, jest niepoprawna. Zmiana nazwy dokonana przez grupę jest wymagająca w lekturze („Zmieniliśmy nazwę ptasiego palaeostriatum augmentatum i LPO na boczne i środkowe części prążkowia grzbietowego” i tak dalej), ale dwa główne punkty są jasne: ptaki przejawiają złożoność zachowań, która jest możliwa dzięki ich mózgom, a domniemana przepaść między ssakami i ptakami w zakresie rozumowania jest iluzoryczna.

Przykłady procesów poznawczych ptaków opisywane przez wielu autorów dotyczą i świetnej pamięci modrowronki kalifornijskiej, i używania narzędzi przez wrony. Kwestia, czy te gwiazdy światowej ornitologii przechytrzą kury, nie została jeszcze dobrze zbadana.

Podejrzewam istnienie tendencyjnych sądów o kurach domowych w kontekście ptaków w ogóle, podobnych do tych, o których mówią członkowie konsorcjum, gdy idzie o różnice między ptakami a ssakami.

Każdy Amerykanin zjada obecnie średnio dwadzieścia siedem kilogramów kurzego mięsa rocznie, choć w latach pięćdziesiątych XX wieku było to siedem kilogramów. Mało prawdopodobne, aby ludzie – delektując się potrawami z kurczaka – myśleli o architekturze ptasiego mózgu lub wynikach eksperymentów behawioralnych dotyczących interakcji między kwokami i pisklętami. Dla wielu ludzi „kurczak” oznacza po prostu „pychota”.