Czy Józef Tusk przeżył katastrofę „Cap Arcony”? Dokumenty rzucają nowe światło na losy dziadka premiera
(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Jedna z największych katastrof morskich II wojny światowej, tysiące ofiar i pytanie, które po ponad 80 latach nadal pozostaje bez jednoznacznej odpowiedzi. Czy Józef Tusk, dziadek premiera Donalda Tuska, znajdował się na pokładzie statku „Cap Arcona”, gdy brytyjskie lotnictwo zaatakowało niemieckie jednostki w Zatoce Lubeckiej?

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Nowe ustalenia oparte na dokumentach z Arolsen Archives pokazują, że sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać. Istnieją dokumenty wskazujące, że Józef Tusk figuruje na liście osób uratowanych po katastrofie. Jednocześnie historycy podkreślają, że dostępne źródła nie pozwalają dziś potwierdzić tego z całkowitą pewnością.

Tragedia na Bałtyku kilka dni przed końcem wojny

3 maja 1945 roku, trzy dni po śmierci Adolfa Hitlera, alianckie lotnictwo zaatakowało niemieckie jednostki znajdujące się na wodach Zatoki Lubeckiej.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Na pokładach statków „Cap Arcona” i „Thielbek” znajdowali się więźniowie obozu koncentracyjnego Neuengamme oraz osoby ewakuowane z innych niemieckich obozów. Brytyjscy piloci nie wiedzieli jednak, że jednostki są wypełnione więźniami obozów koncentracyjnych. Według relacji zawartych w materiale osoby próbujące ratować się skokiem do lodowatej wody były ostrzeliwane z pokładowej broni maszynowej.

„Thielbek” zatonął w ciągu około piętnastu minut. „Cap Arcona” stanęła w płomieniach, przewróciła się i poszła na dno. Zginęło około sześciu do siedmiu tysięcy osób. Była to jedna z największych katastrof morskich w historii Europy.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Do dziś historycy nie są zgodni, jaki był rzeczywisty plan władz III Rzeszy wobec więźniów przetrzymywanych na statkach. Pojawiają się hipotezy o wykorzystaniu ich jako karty przetargowej wobec aliantów, próbie zatarcia śladów zbrodni poprzez zatopienie jednostek lub zwykłym chaosie końcowych dni wojny.

Nazwisko Józefa Tuska na liście uratowanych

Punktem wyjścia całej historii jest dokument przechowywany w Arolsen Archives. Na sporządzonej po wojnie liście osób uratowanych po katastrofie figuruje nazwisko Józefa Tuska.

Według odpowiedzi, jaką archiwum przesłało mu w 1976 roku, nazwisko „TUSK, Josef”, wraz z numerem obozowym 5939 z Neuengamme, znajduje się na „Wykazie imiennym więźniów obozów koncentracyjnych uratowanych z katastrofy 3 maja 1945 roku”.

Na pierwszy rzut oka mogłoby to przesądzać sprawę. Problem polega jednak na tym, że sami archiwiści z Arolsen Archives zalecają ostrożność przy interpretacji tego dokumentu.

Dlaczego lista ocalałych nie jest ostatecznym dowodem?

Kluczowe znaczenie ma instrukcja wydana pracownikom archiwum w 1972 roku. Wynika z niej, że listy osób uratowanych z „Cap Arcony” nie powinny być traktowane jako stuprocentowy dowód obecności na pokładzie statków.

Badacze zwracają uwagę, że po zakończeniu wojny w rejonie Neustadt panował ogromny chaos. W obozach dla osób przemieszczonych rejestrowano byłych więźniów obozów koncentracyjnych, uchodźców, robotników przymusowych i inne osoby odnalezione przez aliantów. Część z nich mogła zostać wpisana na listy związane z katastrofą, mimo że nigdy nie znajdowała się na „Cap Arconie”.

To właśnie dlatego współcześni badacze nie uznają samej obecności nazwiska na liście za rozstrzygający dowód.

Aresztowanie już pierwszego dnia wojny

Historia Józefa Tuska rozpoczyna się 1 września 1939 roku w Gdańsku. Według jego relacji do mieszkania wtargnęli niemieccy funkcjonariusze. Udało mu się uciec, lecz później sam zgłosił się na policję, obawiając się o los swojej rodziny. Został zatrzymany przez Niemców.

Najpierw trafił do więzienia przy ulicy Kurkowej w Gdańsku, następnie do obozu w Nowym Porcie. Później został skierowany do pracy przymusowej na Żuławach, a następnie do Stutthofu. Po kilku dniach został jednak skierowany do pracy w stoczni Schichaua w Elblągu.

W zbiorach Muzeum Stutthof znajdują się nawet drewniane deski z wyrytym napisem „J. Tusk” oraz datą 25 września 1939 roku. Muzeum podkreśla jednak, że nie ma możliwości stuprocentowego potwierdzenia, iż napisy wykonał właśnie Józef Tusk.

Neuengamme i numer 5939

Według własnej relacji Józef Tusk został ponownie aresztowany przez Gestapo w 1941 roku jako „fanatyczny Polak zagrażający bezpieczeństwu Rzeszy” i przewieziony do obozu Neuengamme. W swoim liście do Arolsen Archives podał numer więźniarski 5939.

Historycy potwierdzają, że taki numer rzeczywiście funkcjonował w odpowiednim przedziale numeracji więźniów przyjmowanych do obozu w sierpniu 1941 roku. Jednocześnie nie zachował się żaden dokument, który bezpośrednio przypisywałby ten numer właśnie Józefowi Tuskowi.

Podobne stanowisko zajęło archiwum Miejsca Pamięci Neuengamme. Jego przedstawiciele przyznali, że dostępne dokumenty nie pozwalają jednoznacznie stwierdzić, iż więzień numer 5939 był Józefem Tuskiem.

Przymusowe wcielenie do Wehrmachtu

Jednym z najlepiej udokumentowanych fragmentów biografii Józefa Tuska jest jego przymusowe wcielenie do Wehrmachtu.

Między sierpniem a październikiem 1944 roku został skierowany do 328. batalionu rezerwowo-szkoleniowego grenadierów Wehrmachtu. Zachowały się dokumenty niemieckie potwierdzające ten fakt, a także numer nieśmiertelnika przypisany Józefowi Tuskowi.

Badacze podkreślają jednak, że podobny los spotkał wielu mieszkańców Pomorza i Kaszub, których III Rzesza uznała za potencjalnych rekrutów.

Biała plama między 1944 a 1945 rokiem

Największa zagadka dotyczy miesięcy pomiędzy jesienią 1944 a latem 1945 roku.

Istnieje dokument sugerujący, że już w listopadzie 1944 roku Józef Tusk mógł znaleźć się po stronie polskich sił zbrojnych współpracujących z aliantami. Jednocześnie archiwa brytyjskie nie zawierają potwierdzenia jego służby w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie.

W innych życiorysach sam Józef Tusk podawał natomiast, że pracował przy kopaniu okopów i budowie umocnień wojskowych. To właśnie ten okres pozostaje dziś najbardziej niejasny.

Co wiadomo na pewno?

Historycy nie mają wątpliwości, że latem 1945 roku Józef Tusk znajdował się w Neustadt nad Zatoką Lubecką jako osoba przemieszczona po wojnie. Potwierdzają to zachowane alianckie dokumenty rejestracyjne.

Nie wiadomo jednak, jak dokładnie tam trafił, nie ma dowodu potwierdzającego jego obecność na pokładzie „Cap Arcony”. Nie istnieje też dokument, który definitywnie wykluczałby taki scenariusz.

Dlatego po dekadach badań historycy formułują bardzo ostrożny wniosek. Józef Tusk mógł przeżyć katastrofę „Cap Arcony”, ale dostępne dokumenty nie pozwalają dziś rozstrzygnąć tego z całkowitą pewnością. To jedna z tych historii II wojny światowej, w których zachowane źródła rzucają światło na przeszłość, lecz nie dają wszystkich odpowiedzi.