Przykuta do łóżka i wyjąca z bólu. Monika Miller już nie ukrywa choroby
(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Monika Miller przez lata musiała udowadniać, że jest kimś więcej niż wnuczką byłego premiera. Zbudowała własną pozycję jako artystka, aktorka i osobowość medialna, ale za charakterystycznym wizerunkiem kryje się historia wieloletniego leczenia. Miller otwarcie mówi o chorobie afektywnej dwubiegunowej, fibromialgii i pobytach w szpitalu psychiatrycznym. W 2026 roku doszła kolejna diagnoza. Po serii omdleń badania wykazały u niej tężyczkę.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Monika Miller od dawna nie próbuje tworzyć wizerunku osoby, której życie układa się bez problemów. Wręcz przeciwnie. O zdrowiu psychicznym i fizycznym opowiada wyjątkowo otwarcie, choć część doświadczeń, do których wraca, należy do najtrudniejszych momentów jej życia.

Dzisiaj ma 31 lat. Widzowie znają ją z „Gliniarzy”, występowała w „Tańcu z Gwiazdami” i „Królowej przetrwania”, rozwijała również własne projekty muzyczne i pracowała jako modelka. Nazwisko przyciągnęło uwagę mediów, ale z czasem to ona sama zaczęła decydować, o czym chce mówić publicznie. Jednym z takich tematów stało się zdrowie psychiczne.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

W 2026 roku Miller ujawniła znacznie więcej niż wcześniej.

Monika Miller trzy razy trafiła do szpitala psychiatrycznego

W lutym 2026 roku w podcaście „Uwolnij umysł” Miller opowiedziała o doświadczeniu, o którym wcześniej mówiła znacznie mniej szczegółowo.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Przyznała, że trzykrotnie przebywała na dłuższych pobytach w szpitalu psychiatrycznym. Pierwszy raz zdecydowała się na hospitalizację, gdy miała 21 lat. Właśnie wtedy zaczęły pojawiać się u niej bardzo silne ataki lękowe. Nie rozumiała jeszcze, co się z nią dzieje i dlaczego jej stan tak gwałtownie się pogarsza.

„Miałam 21 lat i pierwszy raz zaczęłam mieć ataki lękowe. Nie wiedziałam, co się dzieje, czemu to się dzieje, jak się tego pozbyć i czy da się tego pozbyć” – wspominała.

To podczas leczenia otrzymała diagnozę choroby afektywnej dwubiegunowej. Miller podkreślała później, że pobyt w szpitalu był trudny, ale jednocześnie potrzebny. Tylko jedna z trzech hospitalizacji miała nastąpić w stanie ostrego kryzysu. Pozostałe były elementem szukania odpowiedniej pomocy i leczenia.

Choroba afektywna dwubiegunowa nie oznacza po prostu częstych zmian humoru, jak czasem błędnie przedstawia się ją w potocznym języku. Charakteryzuje się występowaniem epizodów depresyjnych oraz okresów manii lub hipomanii, przedzielanych niekiedy długimi okresami stabilnego funkcjonowania. Miller nie ukrywa, że leczenie psychiatryczne pozostaje częścią jej życia.

W kwietniu 2026 roku napisała również, że nie pamięta około 40 proc. własnego życia. Było to jej osobiste określenie problemów z pamięcią, których doświadcza.

Fibromialgia oznaczała lata bólu bez jasnej odpowiedzi

Problemy ze zdrowiem Moniki Miller nie dotyczą wyłącznie psychiki.

Kilka lat temu przeszła rozbudowaną diagnostykę z powodu dolegliwości, które bardzo utrudniały jej codzienne funkcjonowanie. Miała problemy z przewlekłym bólem, osłabieniem i innymi objawami, których długo nie potrafiono jednoznacznie wyjaśnić. Ostatecznie usłyszała diagnozę fibromialgii.

To przewlekłe schorzenie, którego jednym z podstawowych objawów jest rozległy ból. Mogą mu towarzyszyć między innymi zmęczenie, problemy ze snem, uczucie sztywności oraz trudności z koncentracją.

Dla Miller sama diagnoza miała znaczenie również psychologiczne. Po długim okresie badań otrzymała wreszcie wyjaśnienie, dlaczego jej ciało boli. Nie oznaczało to jednak końca problemów. Wiosną 2026 roku pojawiła się kolejna informacja dotycząca jej zdrowia.

Omdlenia nie dawały jej spokoju. W marcu 2026 roku przyszła kolejna diagnoza

Pod koniec marca Monika Miller poinformowała obserwatorów, że przeszła kolejne badania. Ich wynik miał wyjaśnić przynajmniej część objawów, które wcześniej budziły jej niepokój.

„Wyszło, że mam tężyczkę, co by tłumaczyło moje ataki omdlenia” – przekazała.

Poinformowała również, że stwierdzono u niej problem, który sama określiła jako „uszkodzony układ przywspółczulny”. Tężyczka jest zespołem objawów wynikających z nadmiernej pobudliwości nerwowo-mięśniowej. Może powodować między innymi skurcze mięśni, mrowienie, drętwienie czy zaburzenia czucia. Przyczyny wymagają indywidualnej diagnostyki i nie powinno się na podstawie samej nazwy schorzenia wyciągać wniosków o konkretnym mechanizmie choroby u Miller.

W jej przypadku najbardziej dokuczliwe okazało się ryzyko zasłabnięcia. Miller opowiadała, że podczas wstawania musi zachowywać ostrożność, czasem podpiera się ściany i stosuje ćwiczenia oddechowe. Przyznała też, że obawia się omdlenia poza domem, gdzie nikt nie będzie w stanie w porę zareagować.

To właśnie ta informacja jest najważniejszą aktualizacją jej historii zdrowotnej w 2026 roku.

Pavlo Moskalenko jest przy niej w najtrudniejszych momentach

W wypowiedziach Miller dotyczących zdrowia regularnie pojawia się jeszcze jedna osoba – Pavlo Moskalenko. Para jest razem od ponad trzech lat. Ich znajomość rozpoczęła się w internecie, gdy Pavlo napisał do Moniki na Instagramie. Relacja szybko przeniosła się poza media społecznościowe i z czasem zaczęli wspólnie mieszkać.

Miller wielokrotnie podkreślała, że partner pomaga jej również wtedy, gdy pojawiają się problemy zdrowotne.

„Ja nie wiem, gdzie bym teraz bez niego była, naprawdę” – mówiła w rozmowie dla „halo tu polsat”.

W innym momencie przyznała:

„Nigdy nie spotkałam w życiu człowieka, który tak by się mną opiekował jak Pavlo”.

Przy nowych problemach związanych z omdleniami ta pomoc nabrała bardzo konkretnego znaczenia. Miller mówiła, że zdarzało się, iż Pavlo łapał ją podczas upadku w mieszkaniu. To właśnie dlatego szczególnie obawia się sytuacji, w której podobny atak wydarzyłby się, gdy będzie sama poza domem. Także podczas udziału w „Królowej przetrwania” podkreślała, że ogromnym wyzwaniem była dla niej rozłąka z partnerem.

Nie oznacza to oczywiście, że obecność bliskiej osoby zastępuje leczenie. Sama Miller od lat mówi coś dokładnie przeciwnego – profesjonalna pomoc pozostaje podstawą.

Za mocnym wizerunkiem kryje się znacznie trudniejsza historia

Monika Miller stała się szerzej rozpoznawalna między innymi dzięki charakterystycznemu wyglądowi. Tatuaże, alternatywny styl i bezpośredniość szybko sprawiły, że media zaczęły przedstawiać ją przede wszystkim jako barwną wnuczkę Leszka Millera. Ona sama wielokrotnie dawała jednak do zrozumienia, że słynne nazwisko potrafiło być również ciężarem.

Jej życie na długo przed wejściem do show-biznesu nie było wolne od problemów. O trudnościach psychicznych mówiła w kontekście okresu szkolnego, a diagnozę ChAD otrzymała jeszcze przed trzydziestką. W 2018 roku przeżyła również śmierć ojca. Po latach mówiła, że żałoba po nim pozostaje jednym z najtrudniejszych doświadczeń jej życia.

Nie należy jednak łączyć tego wydarzenia z początkiem jej choroby afektywnej dwubiegunowej. Miller otrzymała diagnozę wcześniej, gdy miała 21 lat. To ważne, bo jej historia jest bardziej skomplikowana niż prosta opowieść o jednej tragedii, po której pojawiły się problemy.

Monika Miller chce mówić o chorobie bez wstydu

Z czasem otwarte opowiadanie o własnych doświadczeniach stało się dla Miller czymś więcej niż elementem medialnych wywiadów. Przyznaje, że odzywają się do niej osoby, które same mierzą się z problemami psychicznymi. Niektórzy dziękują jej za mówienie o leczeniu i hospitalizacji bez udawania, że wszystko zawsze można pokonać samą „silną wolą”.

Dla niej najważniejszy przekaz jest prosty: choroba psychiczna wymaga leczenia tak samo jak choroba dotycząca ciała. To szczególnie istotne w przypadku osoby, która jednocześnie mierzy się z problemami psychicznymi i przewlekłymi dolegliwościami fizycznymi.

Na początku października 2026 roku nie ma informacji, że problemy zdrowotne Moniki Miller całkowicie ustąpiły. Przeciwnie – ostatnie miesiące przyniosły nową diagnozę i konieczność jeszcze większej ostrożności. Jednocześnie Miller nadal pracuje. Występuje w „Gliniarzach”, rozwija działalność artystyczną i pojawia się publicznie.

Nie próbuje przy tym przekonywać, że chorobę można pokonać jednym pozytywnym nastawieniem. Jej historia mówi raczej o czymś innym: o leczeniu, szukaniu pomocy, uczeniu się własnego organizmu i korzystaniu ze wsparcia bliskich wtedy, gdy jest ono naprawdę potrzebne.