Marcin Przydacz po posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego skrytykował wtorkowe zebranie ośmiorga sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Przedstawiciel Pałacu Prezydenckiego zakwestionował jego legalność i mówił o możliwej odpowiedzialności karnej, wskazując na karę do 20 lat więzienia.
Przydacz kwestionuje legalność zebrania
Szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej odniósł się do zgromadzenia zwołanego przez Annę Korwin-Piotrowską. W jego trakcie sędziowie przyjęli uchwałę dotyczącą budżetu Trybunału na przyszły rok i wylosowali składy do postępowań dyscyplinarnych dotyczących prezesa TK Bogdana Święczkowskiego oraz wiceprezesa Bartłomieja Sochańskiego.
Przydacz stwierdził, że w jego ocenie nie było to Zgromadzenie Ogólne ani prawidłowe kworum. Podważał też status części osób uczestniczących w spotkaniu. To stanowisko przedstawiciela Kancelarii Prezydenta; legalność wtorkowych obrad jest przedmiotem sporu politycznego i prawnego.
„Do 20 lat więzienia” – słowa ministra
Przydacz ocenił, że uczestnicy zebrania mogli naruszyć przepisy karne. Mówiąc o możliwej kwalifikacji czynu, wspomniał o karze pozbawienia wolności sięgającej 20 lat. Nie oznacza to, że komukolwiek postawiono w tej sprawie zarzuty ani że zapadło rozstrzygnięcie sądu. To ocena przedstawiona przez ministra podczas wypowiedzi po posiedzeniu RBN.
Spór o Trybunał pozostaje nierozstrzygnięty
Wtorkowe obrady odbyły się w czasie narastającego konfliktu o kierownictwo Trybunału, status sędziów oraz zasady podejmowania uchwał. Pałac Prezydencki kwestionuje legalność działań grupy sędziów. Uczestnicy zebrania przyjęli natomiast, że wymagane kworum zostało osiągnięte. Spór dotyczy zatem zarówno składu Trybunału, jak i interpretacji przepisów regulujących jego pracę.
Źródło: Goniec.pl; relacja z wypowiedzi po RBN: Interia.
