W Sejmie temat wracał jak bumerang: dlaczego marszałek Włodzimierz Czarzasty nie wypełnił ankiety bezpieczeństwa i czy druga osoba w państwie podlega innym zasadom niż reszta polityków. Kancelaria Sejmu postanowiła przeciąć spekulacje i wydała stanowcze oświadczenie, w którym tłumaczy, że cała dyskusja opiera się na błędnym założeniu.
Status prawny i proceduralne nieporozumienia
Kancelaria Sejmu wprost podkreśliła, że oczekiwanie, by marszałek Sejmu wypełniał ankietę bezpieczeństwa, wynika albo z niewiedzy, albo z celowego wprowadzania opinii publicznej w błąd. W ich ocenie problem polega na pomieszaniu różnych trybów dostępu do informacji niejawnych.
W oświadczeniu wskazano, że marszałek Sejmu ma dostęp do informacji o klauzuli ściśle tajne z mocy ustawy. To kluczowy punkt, bo oznacza, że jego sytuacja prawna jest inna niż urzędników czy parlamentarzystów, którzy muszą przechodzić standardową procedurę sprawdzającą i ankietową.
Innymi słowy: według Kancelarii Sejmu ankieta bezpieczeństwa nie jest tu „pominiętym obowiązkiem”, tylko narzędziem, które w tym przypadku nie stanowi właściwej ścieżki.
Stały nadzór kontrwywiadowczy w czasie rzeczywistym
Najmocniej wybrzmiewa argument, że brak ankiety nie oznacza braku kontroli, a wręcz przeciwnie – marszałek ma podlegać kontroli bardziej rygorystycznej. Kancelaria Sejmu zaznaczyła, że w przypadku marszałka mechanizmy ochrony nie opierają się na jednorazowym formularzu, tylko na stałej osłonie i bieżącej ocenie ryzyk.
W komunikacie padło stwierdzenie, że kontrola dotycząca marszałka jest „stała i ostrzejsza” niż ta wynikająca z procedur ankietowych. Podkreślono też, że druga osoba w państwie ma być kontrolowana w innych trybach, na bieżąco, w czasie rzeczywistym, a służby mają ją informować o potencjalnych zagrożeniach kontrwywiadowczych.
To ma być odpowiedź na najczęstszy zarzut: „skoro nie ma ankiety, to nikt go nie sprawdza”.
Echa przeszłości i polityczne zarzuty opozycji
Kancelaria Sejmu odniosła się również do kontekstu politycznego, bo spór nie wziął się znikąd. W tle przewijają się zarzuty przypominające czas, gdy Czarzasty jako wicemarszałek zasiadał w komisji ds. służb specjalnych i nie miał poświadczenia bezpieczeństwa, a przy wątkach o klauzuli ściśle tajne miał opuszczać salę.
To właśnie te stare historie stały się paliwem dla dzisiejszych ataków – pojawiają się sugestie, że marszałek unikał weryfikacji, a niektóre media i politycy opozycji łączą temat z publikacjami o rzekomych „wschodnich kontaktach” towarzysko-biznesowych w tle działalności jego rodziny.
W komunikacie Sejmu widać próbę ustawienia granicy: spór o przepisy i procedury ma nie być wykorzystywany jako narzędzie politycznej nagonki.
Dobrowolna weryfikacja i potwierdzenie służb
W oświadczeniu podkreślono też element, który ma domknąć sprawę: marszałek miał sam poprosić o dodatkową weryfikację kontrwywiadowczą swoich kontaktów. Według komunikatu uzyskał jasną informację, że nie ma żadnych zastrzeżeń.
W przestrzeni publicznej padło również potwierdzenie ze strony koordynatora ds. służb specjalnych Tomasza Siemoniaka. Przekaz ma być prosty: gdyby służby widziały realny problem, nie byłoby publicznego zapewnienia o braku zastrzeżeń, a dostęp do informacji niejawnych zostałby ograniczony.
