Jurata, która zwykle zaczyna dzień w rytmie szumu fal i zapachu sosnowych lasów, dziś obudziła się w cieniu ognia. Wczesnym rankiem nadmorski kurort spowił gęsty, czarny dym, a mieszkańcy przecierali oczy ze zdumienia, patrząc, jak płomienie trawią popularny lokal gastronomiczny. Świadkowie nie mają wątpliwości – „to było jak scena z katastroficznego filmu”.
Dramatyczny poranek w sercu Juraty
Około godziny 6:33 spokojny poranek przerwał widok słupa dymu unoszącego się nad ul. Międzymorze. W ciągu kilku minut stało się jasne, że ogień opanował wnętrze jednego z lokali gastronomicznych.
Ludzie wybiegali z domów, zatrzymywali się na chodnikach, dzwonili po straż. W powietrzu unosił się gryzący dym i intensywny żar, który czuć było kilka metrów od budynku.
„Najpierw usłyszałam trzask, później buchnął ogień. Tego poranka Jurata nie zapomni nigdy” – relacjonowała jedna z mieszkanek.
Płomienie w mgnieniu oka wydostały się przez okna i rozłożyły się po całym wnętrzu. Zaskoczenie, strach, niedowierzanie – te emocje przewijały się wśród mieszkańców, którzy obserwowali walkę o ich miejscowość.
Dziewięć zastępów straży w walce z żywiołem
Na miejscu natychmiast pojawiały się kolejne wozy. Strażacy ruszyli z Pucka, Jastarni, Władysławowa, Chłapowa i Helu. Łącznie dziewięć zastępów prowadziło desperacką walkę z ogniem, który zagrażał nie tylko lokalowi, ale także sąsiedniemu pensjonatowi.
Loading Facebook post...
Posted on Facebook
W gęstej, nadmorskiej zabudowie ogniu wystarczyłby jeden podmuch, by roznieść się dalej. W takich warunkach każdy błąd mógł skończyć się tragedią na znacznie większą skalę.
Strażacy podawali prądy wody zarówno do środka, jak i na elewację sąsiedniego budynku. Żar był tak intensywny, że fasada pensjonatu zaczęła już płonąć. Dopiero po kilkudziesięciu minutach udało się powstrzymać rozprzestrzenianie się ognia.
Zgliszcza i nadpalone ściany. Jurata w cieniu tragedii
Gdy ogień został opanowany, ukazał się widok pełen zniszczeń. Wnętrze lokalu spłonęło doszczętnie – ściany, strop, dach, wyposażenie. To, co zostało, to czarne, mokre od wody zgliszcza.
Sąsiedni pensjonat ocalał, ale jego elewacja nosi ślady potężnej walki: nadpalenia, osmalenia, pęknięcia.
Choć nikt nie został ranny, emocje wciąż są żywe.
„Strach, jakiego się tu nie zna” – mówią mieszkańcy, patrząc na to, co zostało z porannego dramatu.
Na miejscu nadal trwają działania dogaszające i rozbiórkowe. Policja oraz biegli będą ustalać przyczynę pożaru. Dopiero ich ustalenia odpowiedzą na pytanie, jak mogło dojść do tak gwałtownego wybuchu ognia.
Jurata – zwykle pachnąca słoną bryzą i ciepłym piaskiem – dziś pachnie dymem. I choć ulga jest ogromna, jedno wciąż nie daje mieszkańcom spokoju: jak blisko było, by ogień ogarnął cały kwartał zabudowy.
