Kibice jeszcze świętowali kolejne sukcesy Polaków w Predazzo, a w sieci już wrzało. Tym razem nie przez odległość do skoczni ani noty sędziów. Wystarczył krótki wpis Beaty Szydło.
Kacper Tomasiak zrobił coś, czego nie da się „zagadać” polityką
Kacper Tomasiak ma 19 lat i wrócił z zimowych igrzysk 2026 we Włoszech z trzema medalami. W skokach narciarskich to wynik, który w Polsce zawsze uruchamia emocje. Te dobre, ale też te, które szukają zaczepki.
W olimpijskim dorobku młodego skoczka znalazły się:
-
srebro na skoczni normalnej,
-
brąz na dużej skoczni,
-
srebro w konkursie duetów razem z Pawłem Wąskiem.
To właśnie po tym ostatnim występie w Predazzo zaczęła się cała historia.
Wpis Beaty Szydło i moment, w którym „się zaczęło”
Była premier i europosłanka PiS opublikowała gratulacje dla Tomasiaka i Wąska. Z pozoru klasyka: sport, flaga, radość, kilka słów.
„Kacper Tomasiak i Paweł Wąsek po niesamowitym konkursie zdobywają olimpijski srebrny medal dla Polski! Gratulacje!”
I wtedy komentarze poszły w bok. Zamiast „brawo”, „duma”, „piękny wieczór” – część internetu odpaliła tryb polityczny. Wpis o medalach został potraktowany jak pretekst do rozliczeń, docinek i wyzwisk, kompletnie niezwiązanych ze skokami.
Hejt wjechał na podium. Sport znowu przegrał z wojną plemion
Najbardziej uderzające w tej historii nie jest to, że ludzie się nie zgadzają. To, że gratulacje dla sportowców stały się kolejną okazją do okładania się partyjnymi hasłami.
Wśród komentarzy pojawiały się wycieczki osobiste, złośliwości i próby „podpinania się” pod sukces. A przecież to nie polityk stał na belce. To nie polityk lądował na granicy ryzyka.
W tej całej zadymie łatwo zgubić fakt najprostszy: medal jest medalem. I ma nazwisko sportowca, nie partii.
Głosy rozsądku też wybrzmiały. I to one uratowały klimat
Na szczęście pod wpisami zaczęły przebijać się komentarze, które sprowadzały temat na ziemię. Bez krzyku. Bez jadu. W jednym zdaniu.
„Nie mieszajcie chłopaka do polityki”, „każdy może pogratulować”, „cieszmy się, że Polska ma medale” – tego typu reakcje zaczęły zbierać poparcie i studzić atmosferę.
Bo można się spierać o wszystko. Ale są momenty, kiedy naprawdę warto odpuścić. I sport jest jednym z nich.
Co ta historia mówi o nas, nie o nich
Ta sytuacja nie jest opowieścią o Beacie Szydło. I nie jest też o Kacprze Tomasiaku, który zrobił swoje na skoczni, a nie w mediach społecznościowych.
To raczej krótki, dość brutalny obraz tego, jak łatwo w Polsce wciągnąć wszystko w polityczne plemiona. Nawet olimpijską radość. Nawet młodego sportowca, który powinien mieć po prostu święty spokój i dumę z tego, co osiągnął.
A jeśli w tym całym hałasie coś zasługuje na podkreślenie, to właśnie to: Tomasiak przywiózł medale. I to jest jedyna rzecz, która powinna zostać na pierwszym planie.
