Zrzucili płaszcze i ratowali policjantów w Krakowie. Dwóch chirurgów jadło obiad w restauracji tuż obok
(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Mieli za sobą rodzinny obiad i zamierzali wracać do domu. Nie przypuszczali, że za kilka chwil przyjdzie im walczyć o życie ciężko rannych ludzi. Dwaj krakowscy chirurdzy zupełnym przypadkiem znaleźli się w pobliżu miejsca, w którym doszło do dramatycznej wymiany ognia. Gdy strzały ucichły, natychmiast ruszyli z pomocą. Jeden z poszkodowanych miał poważne obrażenia klatki piersiowej i gwałtownie tracił krew. Lekarze nie mieli przy sobie sprzętu medycznego, mimo to zdołali rozpocząć działania ratunkowe. Teraz ujawnili, jak wyglądały tamte minuty i dlaczego tak ważna okazała się decyzja o przewiezieniu rannego do konkretnego szpitala.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Rodzinny obiad przerwały strzały. Lekarze znaleźli się w samym środku tragedii

W sobotę, 7 listopada, w jednej z restauracji przy skrzyżowaniu ulic Dietla i Stradomskiej w Krakowie spotkały się dwie rodziny.

Przy stole siedzieli między innymi prof. Michał Pędziwiatr oraz dr Mateusz Wierdak, chirurdzy pracujący w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Obaj spędzali wolne popołudnie w towarzystwie żon i dzieci.

Po zakończeniu posiłku wyszli z lokalu. Chwilę później usłyszeli niepokojące odgłosy.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Początkowo nie mieli pewności, że w pobliżu ktoś używa broni palnej.

Sytuacja stała się jasna, kiedy dzieci zauważyły, co dzieje się po drugiej stronie ulicy.

Syn prof. Pędziwiatra zaczął alarmować, że ktoś strzela do ludzi, a kolejne osoby upadają na ziemię.

Rodziny natychmiast schroniły się w pobliskiej aptece.

Przez okna obserwowały wymianę ognia pomiędzy policjantami a napastnikiem.

Był to finał ataku, do którego wcześniej doszło na Rynku Głównym.

Uzbrojony 24-latek, który strzelał do przypadkowych przechodniów, został zatrzymany w rejonie ulic Dietla i Stradomskiej.

Podczas interwencji rannych zostało dwóch policjantów.

Gdy strzały ustały, obaj lekarze zostawili rodziny w bezpiecznym miejscu i pobiegli na ulicę.

Zastali tam kilku poszkodowanych.

Wśród nich znajdowali się dwaj funkcjonariusze, napastnik oraz kierowca samochodu uczestniczącego w zderzeniu.

Chirurdzy rozpoczęli ocenę stanu rannych, nie wiedząc jeszcze dokładnie, kto był sprawcą strzelaniny.

Jak później tłumaczył prof. Pędziwiatr, w takiej sytuacji najważniejsze jest udzielenie pomocy osobom, których życie pozostaje zagrożone.

Nie mieli sprzętu ani rękawiczek. Dr Wierdak rozpoczął walkę z krwotokiem

Najciężej ranny policjant miał poważne obrażenia klatki piersiowej.

Jego stan wymagał natychmiastowej interwencji.

Dr Mateusz Wierdak skupił się na zatamowaniu krwawienia, mimo że nie dysponował profesjonalnym wyposażeniem medycznym.

Nie miał przy sobie rękawiczek ani sprzętu, którego zwykle używa się podczas leczenia podobnych obrażeń.

Mógł jednak wykorzystać swoje doświadczenie zawodowe oraz materiały dostarczane przez obecnych na miejscu funkcjonariuszy.

Jak wynika z relacji prof. Pędziwiatra, policjanci pomagali w zabezpieczeniu ran i organizacji dalszych działań.

Dr Wierdak zdjął również swój płaszcz, aby okryć wychłodzonego funkcjonariusza.

Wszystko działo się na ulicy, w warunkach znacznie odbiegających od tych, w których chirurdzy pracują na co dzień.

Według prof. Pędziwiatra szybkie zatamowanie krwawienia miało zasadnicze znaczenie dla przeżycia rannego.

W rozmowie z Radiem Eska ocenił, że bez tej pomocy policjant mógł umrzeć jeszcze przed dotarciem do szpitala.

Sam profesor zajmował się w tym czasie oceną pozostałych rannych oraz organizacją ich transportu.

Jednym z najważniejszych zadań było ustalenie, do której placówki powinien trafić ciężej poszkodowany funkcjonariusz.

Lekarze uznali, że odpowiednim miejscem będzie Krakowski Szpital Specjalistyczny im. św. Jana Pawła II.

Placówka dysponuje specjalistami chirurgii klatki piersiowej oraz kardiochirurgii.

Prof. Pędziwiatr skontaktował się ze szpitalem, aby uprzedzić personel o przewiezieniu ciężko rannego pacjenta.

Kiedy na miejsce dotarły zespoły ratownictwa medycznego, lekarze przekazali informacje o stanie poszkodowanych i wskazali potrzebę transportu funkcjonariusza do wyspecjalizowanej placówki.

Chirurg podkreślił później, że nie przeprowadzali na ulicy operacji.

Ich zadaniem było zabezpieczenie rannych, opanowanie bezpośredniego zagrożenia oraz przekazanie pacjentów ratownikom.

Profesor zwrócił również uwagę na postawę pozostałych służb.

Wbrew pojawiającym się w internecie zarzutom na miejscu szybko pojawiło się wielu policjantów i strażników miejskich.

Pomagali lekarzom, dostarczali materiały opatrunkowe i zabezpieczali teren.

W działania ratunkowe zaangażowanych było znacznie więcej osób niż tylko dwóch przypadkowo obecnych chirurgów.

„Nie czuję się bohaterem”. Są nowe informacje o stanie rannych policjantów

Prof. Michał Pędziwiatr w rozmowie z Wirtualną Polską podkreślił, że nie uważa swojego zachowania za coś nadzwyczajnego.

Jego zdaniem szczególne uznanie należy się przede wszystkim policjantowi, który mimo odniesionych obrażeń kontynuował działania zmierzające do zatrzymania napastnika.

Wskazał również na ogromne zaangażowanie dr. Mateusza Wierdaka oraz personelu medycznego, który w wolnym czasie zgłosił się do pracy po informacji o strzelaninie.

Profesor podziękował lekarzom, pielęgniarkom, anestezjologom i wszystkim osobom, które pomogły poszkodowanym.

W niedzielę pojawiły się także nowe wiadomości dotyczące stanu rannych funkcjonariuszy.

Chodzi o starszych posterunkowych Jakuba Kulika i Artura Morańskiego.

Obaj zostali poważnie ranni podczas zatrzymywania uzbrojonego mężczyzny.

W sobotę stan jednego z policjantów określano jako bardzo ciężki. Funkcjonariusz odniósł trzy rany postrzałowe i wymagał pilnej operacji.

W niedzielę, 8 listopada, prokuratura potwierdziła, że obaj policjanci zostali już wybudzeni ze śpiączki farmakologicznej.

Informację przekazał rzecznik Prokuratury Okręgowej w Krakowie Tomasz Waszczuk.

Rzeczniczka MSWiA Karolina Gałecka poinformowała ponadto, że stan Jakuba Kulika pozostaje ciężki, ale stabilny.

To ważna zmiana względem pierwszych komunikatów przekazywanych bezpośrednio po sobotnim ataku.

Policja wystosowała również apel o oddawanie krwi dla ciężko rannego funkcjonariusza.

Potrzebna jest krew grupy AB Rh+.

Osoby, które mogą zostać dawcami, proszone są o zgłaszanie się do stacji krwiodawstwa i wskazanie, że chcą oddać krew dla starszego posterunkowego Jakuba Kulika.

Zdarzenia z sobotniego popołudnia zakończyły się śmiercią sześciu osób. Kilkanaście kolejnych odniosło obrażenia.

W obliczu tej tragedii historia dwóch chirurgów pokazuje, jak duże znaczenie może mieć szybka pomoc udzielona jeszcze przed przewiezieniem poszkodowanego do szpitala.

Prof. Pędziwiatr i dr Wierdak znaleźli się w odpowiednim miejscu zupełnym przypadkiem. O tym, co zrobili później, zadecydowały już ich doświadczenie, wiedza i natychmiastowa reakcja.