Nowy rok dopiero się zaczął, a w internecie już krąży temat, który zawsze wraca falą – przewidywania Krzysztofa Jackowskiego. Jedni traktują je jak rozrywkę i paliwo do dyskusji, inni słuchają z niepokojem, bo w jego wypowiedziach często pojawia się ten sam motyw: „nadchodzi coś trudnego”. Tym razem jasnowidz z Człuchowa mówi wprost o 2026 roku. I nie jest to optymistyczny obraz.
- Czytaj też: Nie żyje ceniony dziennikarz. Wszyscy Polacy doskonale go znali. Tragiczne wieści obiegły media
„To będzie smutny rok dla Warszawy”. Najmocniejszy fragment o Polsce
W swojej najnowszej wypowiedzi Jackowski kreśli wizję, która brzmi jak ostrzeżenie – nie tyle przed jednym konkretnym wydarzeniem, co przed ogólnym „klimatem” nadchodzących miesięcy. W jego słowach pojawia się Warszawa i inne miasta.
To będzie smutny rok dla Warszawy oraz innych polskich miast, ponieważ idzie smutny czas. To będzie zły rok, który nas obedrze z wielu rzeczy.
To zdanie od razu zostało podchwycone w komentarzach, bo jest szerokie, emocjonalne i łatwe do interpretowania – każdy może dopisać do niego własny lęk albo doświadczenie.
„Kończy się dobrobyt”. Jackowski mówi o gospodarce i zmianie reguł
W tym samym tonie pojawia się wątek finansów i stabilności. Jackowski sugeruje, że 2026 rok ma być momentem przełomu – końca pewnego etapu.
Dzisiaj mogę powiedzieć, że żyjemy w fajnym dobrobycie, który się kończy, a 2026 rok będzie rokiem, w którym zaczną się walić stare układy.
W tym ujęciu nie chodzi o pojedynczą „katastrofę”, tylko o proces. Coś ma się kruszyć, coś ma przestać działać tak jak wcześniej. I to właśnie taka narracja zwykle najmocniej działa na wyobraźnię.
Wschód, wojna i niepokój. „Los Polski jest bardzo niepewny”
W kolejnej części pojawia się temat sytuacji międzynarodowej. Jackowski odnosi się do tego, co dzieje się na Wschodzie i sugeruje, że napięcie może wpływać na region.
Los Polski jest bardzo niepewny. Podobnie jak dwóch, trzech innych europejskich państw na południe od Polski.
To zdanie – znów ogólne, bez dat i nazw – jest jednym z tych, które w sieci rozchodzą się najszybciej, bo dotykają zbiorowego poczucia zagrożenia.
Kontrowersyjna wizja „niepolskich wojsk”. „Nie padł żaden strzał”
Najbardziej dyskutowany fragment dotyczy obrazu, który brzmi jak scenariusz z filmu politycznego. Jackowski mówi o „niepolskich wojskach”, które miałyby pojawić się na terytorium Polski.
Widzę coś takiego, że wyszły wojska, są to niepolskie wojska. I one zajęły kawałek Polski, ale nie padł żaden strzał.
To właśnie takie zdania zawsze dzielą odbiorców na dwie grupy: tych, którzy uznają to za celowe budowanie napięcia, i tych, którzy próbują doszukiwać się w tym „ostrzeżenia”.
Dlaczego te wypowiedzi wracają co roku
Mechanizm jest prosty. Jackowski nie operuje liczbami ani terminami. Mówi obrazami i emocjami: „smutny czas”, „koniec dobrobytu”, „niepewny los”. A to daje ludziom przestrzeń, by dopasować jego słowa do własnych obaw.
To też powód, dla którego jego wypowiedzi mają taką żywotność – jedni je wyśmiewają, inni cytują, a dyskusja i tak się kręci.
