Pilna ewakuacja szkoły w Warszawie. Dzieci schroniły się w kościele
(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Niepokojący poranek w Szkole Podstawowej nr 366 przy ul. Strumykowej 21 na warszawskiej Białołęce. Na skrzynkę mailową placówki trafiła wiadomość o rzekomym podłożeniu ładunku wybuchowego. Gdy personel odczytał ją w piątek rano, uczniowie byli już na lekcjach. Podjęto decyzję o ewakuacji całej szkoły, a budynek sprawdzili policjanci i pirotechnik. Po około dwóch godzinach służby zakończyły działania – żadnego ładunku nie znaleziono.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Wiadomość z groźbą miała zostać wysłana jeszcze przed północą, jednak pracownicy szkoły odczytali ją dopiero następnego dnia, 9 października, około godziny 10. Informacja została natychmiast przekazana policji, a dyrekcja zdecydowała o ewakuacji uczniów i pracowników.

Sytuacja wzbudziła dodatkowe emocje ze względu na ostatnie wydarzenia w polskich szkołach oraz serię gróźb publikowanych w internecie. Policja podkreśliła jednak, że w tym przypadku nie ma podstaw, by łączyć alarm bombowy z wcześniejszymi atakami.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Uczniowie opuścili szkołę. Przeniesiono ich do pobliskiego kościoła

Po otrzymaniu informacji o możliwym zagrożeniu wszystkie osoby znajdujące się w budynku opuściły placówkę. Uczniowie wraz z personelem zostali przeprowadzeni do znajdującego się niedaleko kościoła, gdzie mogli bezpiecznie oczekiwać na zakończenie działań służb.

Ze względów bezpieczeństwa i obowiązujących procedur rodzice nie mogli w trakcie ewakuacji swobodnie odbierać dzieci. Najważniejsze było w tym momencie zachowanie porządku i możliwość dokładnego sprawdzenia budynku przez policję.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Na miejscu pojawili się funkcjonariusze, w tym specjalista z zakresu pirotechniki z Komendy Rejonowej Policji Warszawa VI. Rozpoczęło się szczegółowe sprawdzanie szkoły i jej bezpośredniego otoczenia.

Pirotechnik sprawdził szkołę. Ładunku nie znaleziono

Działania trwały około dwóch godzin. Służby przeszukały teren placówki, jednak nie natrafiły na żaden materiał wybuchowy ani przedmiot wskazujący na realne zagrożenie.

Po zakończeniu kontroli uczniowie mogli wrócić do szkoły. Wszystko wskazuje więc na to, że wiadomość była fałszywym alarmem.

To jednak nie oznacza końca sprawy. Policjanci będą próbowali ustalić, kto wysłał wiadomość oraz z jakiego miejsca i urządzenia została nadana. Tego rodzaju zgłoszenia są traktowane poważnie, ponieważ każdorazowo uruchamiają działania służb, powodują ewakuację i dezorganizują funkcjonowanie placówki.

Policja: nie ma związku z ostatnimi atakami w szkołach

W ostatnich dniach atmosfera wokół bezpieczeństwa w szkołach jest szczególnie napięta. Po poważnych incydentach w kilku placówkach policja intensywnie sprawdza pojawiające się groźby, ostrzeżenia i wpisy publikowane w mediach społecznościowych.

W przypadku szkoły przy ul. Strumykowej policja nie potwierdziła jednak, aby alarm bombowy miał jakikolwiek związek z ostatnimi atakami. Nadkom. Paulina Onyszko stanowczo zaznaczyła, że na obecnym etapie nie ma podstaw do łączenia tych wydarzeń.

To istotne, ponieważ w przestrzeni internetowej pojawia się obecnie wiele spekulacji oraz niesprawdzonych informacji dotyczących rzekomych kolejnych zagrożeń. Służby apelują, by nie powielać takich doniesień bez potwierdzenia.

Fałszywy alarm może mieć poważne konsekwencje

Choć w budynku nie znaleziono ładunku, wysłanie fałszywej informacji o zagrożeniu nie jest traktowane jako niewinny żart. Takie zgłoszenie angażuje policję, pirotechników i inne służby, a w przypadku szkoły oznacza także konieczność ewakuowania dużej liczby dzieci i pracowników.

Dalsze czynności będą zmierzały do ustalenia autora wiadomości. Dopiero po jego identyfikacji będzie można ocenić, jakie dokładnie konsekwencje prawne mogą zostać wobec niego zastosowane.

Piątkowy incydent zakończył się bezpiecznie. W szkole nie znaleziono żadnego ładunku wybuchowego, a po zakończeniu działań uczniowie wrócili do placówki. Samo zgłoszenie pozostaje jednak przedmiotem dalszego zainteresowania policji.