Jeszcze jako dziecko był w Polsce rozpoznawalny. Miał twarz, którą kojarzyły całe rodziny, i role, które do dziś wracają w powtórkach. Potem wszystko zaczęło się rozsypywać – po cichu, bez kamer i bez braw. A kiedy po latach ktoś go odnalazł, sam nie próbował już niczego wybielać.
Edward Dymek – dziecięca gwiazda, którą pamiętają miliony
Edward Dymek zagrał Mandarynę w serialu „Wakacje z duchami”, Papuasa w „Podróży za jeden uśmiech” i Waldka Pacuchę w filmie „Abel, twój brat”. To były role, które dały mu popularność, jakiej jego rówieśnicy mogli tylko zazdrościć. Wydawało się, że droga jest prosta: szkoła, aktorstwo, kolejne propozycje.
On sam długo wierzył, że zostanie zawodowym aktorem. Problem w tym, że życie poza planem nie układało się tak, jak scena.
Zrezygnował z nauki, poszedł do wojska i szybko zderzył się ze ścianą
Dymek miał ambicje, ale – jak wynika z opowieści – w szkole nie wiodło mu się. Gdy tylko osiągnął pełnoletność, zrezygnował z nauki. Później wstąpił do wojska. Nie ukrywał po latach, że nie był typem człowieka, który łatwo wykonuje rozkazy bez dyskusji.
Wspominał tamten czas ostro.
W Orzyszu chciano mnie upodlić, stłamsić. Nie dałem się
Rodzina, a potem „procenty”. „Przegrałem życie”
Po wojsku ułożył sobie życie po swojemu. Ożenił się. Doczekał córki Marzeny. Z zewnątrz mogło wyglądać, że wychodzi na prostą. W pewnym momencie w jego historii pojawił się jednak alkohol – i został na długo.
Dymek mówił wprost, że stracił kontrolę. A kiedy „procenty” zaczęły prowadzić jego życie, wszystko zaczęło znikać jedno po drugim: praca, dom, relacje, rodzina.
Nie byłem odpowiednim mężem i ojcem. Tylko do siebie mogę mieć pretensje. Za wszystko winię siebie. Stoczyłem się na dno
I jeszcze krócej, bez ratunkowej puenty:
Przegrałem życie
Ruderę na Brochowie we Wrocławiu nazywał swoim adresem
Ostatnie lata życia Edward Dymek spędził w rozpadającej się ruderze na Brochowie we Wrocławiu. Bez prądu i bez podstawowych wygód. W wywiadzie opowiadał o tułaczce, spaniu na klatkach schodowych i w altankach na działkach. Mówił też, że ludzie z okolicy go kojarzą, ale nie wszyscy wierzą, że kiedyś był aktorem.
To nie była opowieść o chwilowym kryzysie. To był obraz człowieka, który spadł bardzo nisko i już nie udawał, że to przypadek.
List do Henryka Gołębiewskiego. Przeprosiny i prośba o rozmowę
Po latach, kiedy media znów na moment zainteresowały się jego losem, Dymek zniknął z pola widzenia. Zanim to się stało, zdążył jeszcze wysłać poruszający list do kolegi z dzieciństwa, z którym grał w serialach. Henryk Gołębiewski potwierdził później, że taką wiadomość dostał.
Heniu, przepraszam, że nie dawałem przez lata znaku. Moje losy potoczyły się inaczej, niż bym chciał. Wiem, że ty też miałeś problemy, może podobne do moich. Jeżeli mi wybaczysz, porozmawiamy o wszystkim jak starzy kumple
To nie brzmi jak tekst pisany pod publikę. Raczej jak ostatnia próba złapania kontaktu z kimś, kto pamiętał go sprzed upadku.
Śmierć w zapomnieniu. Odeszedł, a bliscy długo o tym nie wiedzieli
Edward Dymek zmarł 29 lipca 2010 roku. Miał 53 lata. Według relacji odszedł w kompletnym zapomnieniu – do tego stopnia, że nawet jego córka i była żona nie wiedziały o śmierci.
Ciało przez wiele miesięcy pozostawało we wrocławskiej kostnicy. Dopiero w marcu 2011 roku, na wniosek jednego z urzędników Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, zostało złożone w kwaterze dla bezdomnych na cmentarzu komunalnym Wrocław-Pawłowice.
„Mogłem mieć wszystko, a nie mam nic”. Gorzka puenta na koniec
Pod koniec życia Dymek nie udawał, że to świat mu coś zabrał. Powtarzał, że winę widzi w sobie. Że sława go zachłysnęła. Że stracił kontrolę.
Mogłem mieć wszystko, a nie mam nic
I że gdyby mógł cofnąć czas, zrobiłby wiele, by nie stoczyć się na dno.
