Wieczór, który miał być tylko spokojnym odebraniem rzeczy po rozstaniu, zakończył się tragedią. W sprawie, o której zrobiło się głośno w październiku 2025 roku, przewijają się dwa światy – internetowej rozpoznawalności i bardzo realnej przemocy. W centrum jest 28-letni twórca znany jako „Jagodzianka” oraz 25-letnia Klaudia, która – według ustaleń śledczych – zginęła w hotelowym pokoju.
Kim był Patryk „Jagodzianka” i dlaczego znało go tylu internautów
Patryk Ł. działał w sieci na TikToku i YouTubie. Widzowie kojarzyli go też z odcinków kanału „Pan z Lombardu” i występów w „Prawdziwym Lombardzie”. W materiałach pojawiał się jako osoba z charakterem – jedni nazywali go „pozytywnie zakręconym”, inni mówili wprost o „dziwaku”.
To właśnie ta rozpoznawalność sprawiła, że kiedy media podały informację o jego śmierci i o tym, co wydarzyło się wcześniej, w sieci wybuchła burza. W jednej chwili zniknęła lekka otoczka internetowej postaci, a została opowieść o przemocy po rozstaniu.
Spotkanie w hotelu w Wolsztynie. Miała tylko odebrać swoje rzeczy
Z ustaleń opisywanych w mediach wynika, że 1 października 2025 roku Patryk Ł. zameldował się w ośrodku MOSiR w Wolsztynie w województwie wielkopolskim. Miał tam spotkać się z Klaudią, z którą – jak podawano – był w relacji przez kilka miesięcy. Kilka dni wcześniej kobieta miała zakończyć związek.
Klaudia przyjechała na miejsce około godziny 20:30. Dla bezpieczeństwa zabrała ze sobą dwie koleżanki, które zostały w samochodzie na parkingu.
To, co działo się później, uruchomiło alarm. Kobieta długo nie wracała, a telefon zaczął odbierać mężczyzna, z którym miała się spotkać. Z relacji przekazywanych mediom wynika, że koleżanki próbowały się z nią skontaktować kilkukrotnie. W końcu na miejsce została wezwana policja.
Interwencja służb i śledztwo. Prokuratura mówiła o możliwym tle „zawodu miłosnego”
Po wejściu do pokoju służby zastały dramatyczny obraz. Media opisywały, że Klaudia miała rozległe obrażenia zadane ostrym narzędziem. Ranny był również Patryk Ł., którego przewieziono do szpitala.
Z informacji przekazywanych w doniesieniach wynikało też, że badanie wykazało u niego około 2,5 promila alkoholu. 28-latka nie udało się uratować.
W 2025 roku rzecznik Prokuratury Okręgowej w Poznaniu prokurator Łukasz Wawrzyniak mówił, że dokładny motyw nie był wtedy jeszcze przesądzony, ale w grę mógł wchodzić wątek niepogodzenia się z rozstaniem.
„Dokładny motyw zdarzenia nie jest nam jeszcze znany, ale w grę wchodzi zawód miłosny, niepogodzenie się z tym, że młoda kobieta chciała zakończyć ich relację.”
Śledztwo miało objąć oględziny miejsca zbrodni, a technicy – jak opisywano – korzystali m.in. ze skanera 3D. Wstępnie przyjęto, że mężczyzna najpierw zaatakował byłą partnerkę, a następnie targnął się na własne życie.
Głos po tragedii. „Najpierw odebrał życie swojej dziewczynie, później sobie”
Po śmierci Patryka Ł. publicznie wypowiedział się m.in. Damian Iwańczuk z kanału „Pan z Lombardu”. W swoim komunikacie podkreślił przede wszystkim tragedię rodziny ofiary.
„Mam dla was smutną informację. Patryk Jagodzianka, znany z naszych filmów, nie żyje. Najpierw odebrał życie swojej dziewczynie. Później sobie. Naprawdę niewyobrażalna tragedia. Moje kondolencje dla rodziców tej dziewczyny, a jeżeli chodzi o niego to brak mi słów.”
Znajomość przez internet i relacja na odległość. Co mówiły osoby z otoczenia Klaudii
Według relacji przytaczanych w mediach Klaudia i Patryk poznali się w internecie. Dzieliło ich około 500 kilometrów – on miał mieszkać w Warszawie, ona w Wolsztynie – ale mimo to regularnie się spotykali.
W materiałach pojawiły się też wypowiedzi koleżanek ofiary, które mówiły, że mężczyzna był „dziwny”, ale nie wydawał się groźny.
„Było widać na samym początku, że ona naprawdę go kochała, że była szczęśliwa.”
Ta historia wraca jak ostrzeżenie. Przemoc po rozstaniu zaczyna się często wcześniej niż widać
W tego typu sprawach zawsze uderza jedno: punkt kulminacyjny jest głośny, ale sygnały ostrzegawcze bywają ciche i rozmyte. Kontrola, zazdrość, presja, szantaż emocjonalny, granie poczuciem winy. Czasem otoczenie widzi „dziwactwa”, a nie zagrożenie.
Jeśli kiedykolwiek czujesz, że ktoś nie respektuje twojej decyzji o odejściu, naciska, zastrasza, śledzi albo „nie odpuszcza”, to nie jest romantyczne. To może być pierwszy etap przemocy.
