Są takie momenty, kiedy celebryckie życie i serialowa fabuła zaczynają się niebezpiecznie ocierać o siebie. Niby przypadek. Niby scenariusz pisany miesiącami. A jednak widz włącza telewizor i ma wrażenie, że ktoś właśnie mrugnął do niego okiem. Agnieszka Kaczorowska w ostatnim czasie była na świeczniku nie tylko zawodowo. Jej prywatne zawirowania – rozstanie z mężem, plotki o tajemniczych spotkaniach na planie „Królowej przetrwania”, a potem głośny związek z Marcinem Rogacewiczem – rozgrzewały emocje w całym kraju. Gdy wydawało się, że temat wreszcie przycichnie, wyskoczył kolejny. Tym razem… z „Klanu”.
Kaczorowska mówiła wprost: „Klan” zawsze będzie w jej życiu
Przez lata Agnieszka Kaczorowska pokazywała, że potrafi łączyć różne projekty, a „Klan” traktuje jak stały element zawodowej codzienności. W jednej z rozmów podkreślała, że jest w serialu od 1999 roku i że plan nie jest aż tak intensywny, by blokował jej inne pomysły.
To brzmiało rozsądnie: kilka dni zdjęciowych w miesiącu, a obok spektakle, wywiady, nowe biznesy. Tylko że teraz wątek Bożenki zaczął żyć własnym życiem – i to bardzo głośno.
„Para numer siedem” i nerwy po „Tańcu z gwiazdami”
W międzyczasie Kaczorowska i Marcin Rogacewicz pojawili się razem w „Tańcu z gwiazdami”. Oficjalnie przyznali, że są parą także prywatnie dopiero w trakcie programu, mniej więcej w połowie emisji. Ich odpadnięcie przed finałem miało wywołać spore emocje – a w mediach przewinął się obrazek, że po odcinku wyszli bez rozmów i bez komentarzy.
Po kilku dniach ton złagodniał: podziękowania, zapowiedź, że będą tańczyć dalej „na własnych zasadach”, plus informacje o planowanym tanecznym projekcie.
Do tego doszły perfumy, kolejne wywiady i narzekania na hejt. Czyli klasyka życia w świetle reflektorów: raz oklaski, raz fala krytyki.
I nagle „Klan” odpala wątek, który wygląda… zbyt znajomo
Teraz uwagę przyciągnęło to, co scenarzyści zrobili z Bożenką. Według zapowiedzi i opisów, serialowy mąż Bożenki ma dopuścić się zdrady. Co więcej – z kochanką ma mieć dziecko.
Bożenka dowiaduje się o wszystkim i wpada w szał. Jest wściekłość, rzucanie rzeczami, nerwowe komentarze i moralne oburzenie wobec kobiet, które „biorą się za cudzego męża”. Potem wychodzi z domu, idzie „w miasto” – scena ma być mocno podkreślona.
I tu wchodzi internet, cały na biało, z jednym pytaniem: czy to naprawdę tylko przypadek?
Widzowie robią swoje: porównania i domysły poszły w ruch
W sieci takie zestawienia powstają natychmiast. Bo kiedy aktorka ma za sobą medialne zamieszanie związane z rozstaniem i nowym związkiem, a jej bohaterka nagle dostaje wątek zdrady i „rozgrzaną” moralną tyradę, wielu odbiera to jako celową aluzję.
Nie trzeba nawet mówić wprost. Wystarczy, że dialog brzmi „za dobrze”, a sytuacja pojawia się w tym samym czasie, gdy życie prywatne aktorki było na tapecie. I już zaczyna się dyskusja, czy to „przypadek”, czy raczej serialowy ukłon w stronę plotkarskiej narracji.
Może to zwykła telenowelowa klasyka. Ale timing jest bezlitosny
Oczywiście – zdrada w telenoweli to żadna nowość. To jeden z najbardziej ogranych motywów. Problem w tym, że w takim przypadku liczy się nie sam wątek, tylko moment, w którym on wpada na ekran.
A ten moment jest dla Kaczorowskiej szczególny. Z jednej strony próba pokazania, że jest w zawodowym biegu, że tworzy nowe rzeczy, że nie zamierza zniknąć. Z drugiej – cały czas przypięta łatka „tej od zamieszania”, która wraca w komentarzach przy każdej okazji.
I nagle „Klan” dorzuca cegiełkę, która idealnie pasuje do memów.
Czy to może jej zaszkodzić? Bożenka zaczyna być lustrem, którego nikt nie prosił
Największy problem jest taki, że widzowie przestają oddzielać postać od aktorki. Bożenka zaczyna działać jak ekran, na który rzutuje się wszystko, co ludzie myślą o życiu prywatnym Kaczorowskiej – nawet jeśli to nie ma żadnego sensu i żadnego związku z faktami.
I w tym sensie decyzja „zostaję w Klanie, bo mi nie przeszkadza” może rzeczywiście obrócić się przeciwko niej. Nie zawodowo, bo to stabilny projekt. Tylko wizerunkowo – bo każda scena będzie teraz czytana „pod nią”.
A internet nie zna litości, kiedy wyczuje okazję do ironii.
