Najpierw Linde-Lubaszenko, a teraz on. Nie żyje legenda polskiego kina. Tragiczne wieści obiegły kraj
(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

W polskim teatrze i kinie zostaje po nim charakterystyczna obecność – spokojna, wyrazista, zawsze na miejscu. Wojciech Wiliński zmarł w wieku 86 lat. Informację o jego odejściu przekazał Teatr Żydowski, z którym artysta współpracował przez ostatnie lata.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Teatr Żydowski żegna Wojciecha Wilińskiego

Wiliński od 2004 roku był związany z Teatrem Żydowskim. W pożegnaniu podkreślono jego talent i wrażliwość, a także to, jak mocno był „człowiekiem sceny”.

„Odszedł człowiek teatru, którego talent i wrażliwość pozostaną w pamięci publiczności i współpracowników”.

Warszawa, aktorska rodzina i sceniczny debiut

Wojciech Wiliński urodził się 1 lutego 1940 roku w Warszawie. Pochodził z aktorskiej rodziny – jego rodzicami byli Kazimierz Pawłowski i Nina Wilińska.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Po maturze zdanej w Grójcu zadebiutował na scenie już jako bardzo młody człowiek. W kolejnych latach pracował m.in. w Teatrze Muzycznym im. Danuty Baduszkowej w Gdyni oraz w Teatrze Syrena w Warszawie.

Role teatralne, które budowały jego pozycję

Publiczność Teatru Żydowskiego zapamiętała go z wielu tytułów, w których był aktorem precyzyjnym i oddanym scenie. Wiliński pojawiał się m.in. w spektaklach takich jak „Marzec ’68. Dobrze żyjcie – to najlepsza zemsta”, „Noc całego życia”, „Ach! Odessa – Mama…”, „Księga raju”, „Dla mnie bomba” czy „Kamienica na Nalewkach”.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

„Czterdziestolatek”, „Miś” i telewizyjna rozpoznawalność

Choć teatr był jego naturalnym światem, widzowie masowi kojarzą go także z produkcji, które na stałe weszły do popkultury. Zagrał m.in. w „Czterdziestolatku” i „Misiu”, a później pojawiał się również w tytułach takich jak „Pitbull” czy „Tygrysy Europy”.

Odejście, które przypomina, jak wiele znaczy aktor „od opowieści”

Są artyści, których nazwiska widzowie poznają dopiero wtedy, gdy ich zabraknie. A potem – przy kolejnym seansie, przy kolejnej powtórce – nagle widać, ile wnosili do sceny. Wojciech Wiliński był właśnie takim aktorem: nie robił hałasu, ale zostawiał ślad.