Nie żyje uwielbiany komik. Tragiczne wieści obiegły media
(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Świt po świętowaniu zwykle bywa cichy. Tym razem przyniósł wiadomość, która mocno uderzyła w środowisko stand-upu i ludzi, którzy kochają scenę za jej bezpośredniość. Nie żyje John Mulrooney – komik, aktor telewizyjny i radiowa osobowość, kojarzony przede wszystkim z energią „na żywo” i wyjątkowym kontaktem z publicznością.

Nie żyje John Mulrooney. Miał 67 lat

John Mulrooney zmarł 29 grudnia 2025 roku. Miał 67 lat. Informacja szybko obiegła media, a w sieci ruszyła fala wspomnień. Nie tych oficjalnych, gładkich. Raczej krótkich, osobistych, pisanych z niedowierzaniem.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Mulrooney był komikiem z krwi i kości – takim, który nie musiał „grać” luzu. On po prostu miał go w sobie.

Zanim telewizja, były kluby i scena, która nie wybacza

Urodził się i wychował w Nowym Jorku, a karierę komika stand-upowego zaczynał dokładnie tam, gdzie wszystko weryfikuje się bez filtra: w klubach. Występował m.in. w The Improv, The Comedy Store i The Comic Strip. To są miejsca, w których widownia nie klaszcze „z grzeczności”. Albo cię kupuje, albo nie.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Później pojawiał się również w telewizji – raczej epizodycznie, w mniejszych rolach, m.in. w serialach „The Good Life” i „Ellen”.

Andrew Dice Clay: jego siłą była publiczność

Jednym z tych, którzy publicznie pożegnali Mulrooneya, był komik i aktor Andrew Dice Clay. Wspominał go jako człowieka, który potrafił zrobić z widowni część występu – zanim w ogóle stało się to modne.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

„Praca z publicznością była jego specjalnością na długo, zanim stała się popularna.”

Clay pisał też wprost, że do dziś nie rozumie, dlaczego Mulrooney nie został jednym z wielkich nazwisk stand-upu – bo, jego zdaniem, miał wszystko, czego potrzeba, by „wejść na szczyt”.

„Johnny był wysoki, przystojny, był kiedyś bokserem… Miał wszystko, co było potrzebne. Dyscyplinę, by pojawić się na scenie każdej nocy, chęć i motywację…”

Adam Sandler: „po nim nie chciałbyś występować”

Wspomnienie, które najmocniej wybrzmiało wśród fanów, padło z ust Adama Sandlera. Aktor mówił o Mulrooneyu podczas swojej wizyty w podcaście Joe Rogana, nazywając go komikiem, po którym trudno było wejść na scenę – bo „zostawiał po sobie czysto”.

„Komika, po którym nie chciałbyś występować.”

I dodał obrazowo, w swoim stylu, że Mulrooney potrafił „pozamiatać” – wyglądał na scenie swobodnie, jakby wszystko przychodziło mu naturalnie.

„Mulrooney pozamiatał. Czuł się na scenie tak swobodnie, robił to z łatwością.”

Co dziś zostaje po Johnie Mulrooneyu

W takich momentach wraca prosty wniosek: czasem w pamięci środowiska najmocniej zostają nie ci, których nazwiska świecą na największych plakatach, tylko ci, którzy robili robotę na scenie bez kalkulacji. Mulrooney miał reputację człowieka, który potrafił rozkręcić salę, złapać rytm i nie wypuścić go do końca występu.

I chyba dlatego jego śmierć poruszyła tylu ludzi. Bo to nie jest opowieść o „gwiazdorze z okładek”. To jest opowieść o kimś, kto był prawdziwy w tym, co robił.