Śmierć „najmilszego aktora w Polsce” wstrząsnęła wszystkimi. Tydzień przed śmiercią jeszcze stał na scenie
(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

To jedna z tych dat, które wracają nagle i ściskają w gardle. 13 stycznia 2025 roku zmarł Stanisław Brudny – aktor, którego wiele osób kojarzy z kina, telewizji i teatru, nawet jeśli nie zawsze pamiętało nazwisko. Miał 94 lata, ale do ostatnich tygodni pozostawał aktywny. Dla środowiska była to wiadomość, która zamknęła pewien rozdział. Dla widzów – po prostu cisza po kimś, kto był obecny „od zawsze”.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Stanisław Brudny nie zwalniał tempa mimo wieku

Brudny urodził się 16 maja 1930 roku w Pilźnie. Zawód aktora wybrał wcześnie, po ukończeniu Studium Aktorskiego przy Teatrze Śląskim im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach. I to właśnie scena była jego naturalnym środowiskiem – tam czuł się jak u siebie, tam budował rolę po roli, bez fajerwerków, za to z rzemiosłem, które dziś spotyka się coraz rzadziej.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Przez lata był związany z Teatrem Śląskim, a od 1972 roku jego artystycznym domem stał się warszawski Teatr Studio im. Stanisława Ignacego Witkiewicza. To tam powstawały kolejne role, spektakle, spotkania z widzami – i to tam, jak wynika z przekazywanych relacji, pojawiał się także w ostatnim okresie życia.

Film i telewizja. Brudny miał role, które pamięta się latami

Choć teatr był dla niego ważny, szeroka publiczność kojarzyła go przede wszystkim z ekranu. W jego filmografii widzowie zapamiętali m.in. takie tytuły jak „Znachor”, „Akademia Pana Kleksa”, „Katyń”, „Pokłosie” czy „Listy do M.”.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Był aktorem, który potrafił zrobić wrażenie nawet w krótszej roli – bez przesady, bez „grania pod publiczkę”. Do tego dochodziła praca radiowa i dubbingowa, bo jego charakterystyczny głos był jedną z tych rzeczy, które zostają w pamięci.

Ostatnie miesiące. W teatrze zastąpił zmarłego kolegę

W końcowym czasie Brudny – jak podawano – miał podjąć się jeszcze jednego ważnego zadania: zastąpił zmarłego Zygmunta Malanowicza w spektaklu „Odyseja” w reżyserii Krzysztofa Warlikowskiego. To jedna z tych historii, które mówią o nim więcej niż biografia – bo pokazują, że do końca traktował scenę serio.

Wspomnienie kolegi z teatru, Zbigniewa Wróbla, brzmi dziś szczególnie mocno:

„Jeszcze tydzień temu był na scenie. Zdawał sobie sprawę z tego, że coś jest z nim nie dobrze, ale nie był tego pewien, że tak bardzo jest z nim nie dobrze. Powiedział, że nie ma siły. […] Liczył pewnie na to, że odpocznie i będzie grał dalej. Niestety kilka dni później już go wśród nas nie ma.”

To zdanie zostaje w głowie, bo jest zwyczajne. Nie ma w nim patosu. Jest zmęczenie, próba złapania oddechu i ta nadzieja, że „jeszcze się wróci”. W teatrze takie plany robi się do końca.

Rocznica, która przypomina, jak wiele zostawił Stanisław Brudny

To jedna z dat, które wracają nagle i ściskają w gardle. 13 stycznia 2025 roku zmarł Stanisław Brudny - aktor, którego wiele osób zna z kina
Stanisław Brudny, Wikipedia, Ja Fryta, Uploaded by Dudek1337

Dziś mija rok od jego śmierci. W takich momentach ludzie wracają do ulubionych scen, ról, dialogów. Ktoś przypomina sobie odcinek serialu sprzed lat. Ktoś inny wraca do filmu, w którym Brudny pojawił się na chwilę, ale „zrobił robotę”.

I może właśnie tak najuczciwiej go wspominać: jako aktora pracowitego, wiernego scenie i ludziom, z którymi grał. Takiego, który nie musiał niczego udowadniać, a i tak zostawił po sobie ślad.