Publiczność widziała w niej przede wszystkim temperament i humor. Hanka Bielicka przez lata rozśmieszała Polaków, a na scenie sprawiała wrażenie kobiety niezależnej i silnej. Prywatnie jednak przeżyła miłość, która – jak się później okazało – była najważniejszym uczuciem w jej życiu.
Choć twierdziła, że nie stworzono jej do roli żony, przez pewien czas wierzyła, że ułoży życie u boku jednego mężczyzny.
- Sprawdź również: Marta Nawrocka wyznała kto tak naprawdę jest ojcem Daniela. Plotki okazały się prawdą
Spotkanie, które wszystko zmieniło
Pod koniec lat 50. aktorka była już po rozwodzie z Jerzym Duszyńskim. Jej małżeństwo rozpadło się szybko i – jak sama przyznawała – nie było relacją spełnioną. Właśnie wtedy w jej życiu pojawił się Jerzy Baranowski, satyryk i radiowiec związany z Polskim Radiem.
Przy pracy nad reaktywowanym „Podwieczorkiem przy mikrofonie” ich drogi zaczęły się splatać. To wtedy – według relacji przyjaciół – Bielicka zakochała się bez reszty.
Zbigniew Korpolewski, który znał kulisy tej relacji, napisał po latach:
„Z nim po raz pierwszy doznała pełnej satysfakcji. Odkrył przed nią zupełnie jej wcześniej nieznane tajniki miłości”.
Uczucie w cieniu cudzej przysięgi
Problem polegał na tym, że Baranowski był żonaty. Związek z Bielicką od początku miał charakter dyskretny. Spotykali się w ukryciu, korzystali z pomocy znajomych, by uniknąć rozgłosu.
Aktorka po latach wspominała:
„Byłam zbyt dumna, by pogodzić się z rolą tej trzeciej”.
Choć uczucie było silne, relacja oparta na tajemnicy zaczęła ją wyczerpywać. Marzyła o tym, by ukochany zakończył swoje małżeństwo i oficjalnie związał się z nią.
Rozczarowanie, którego się nie spodziewała
Baranowski rzeczywiście rozwiódł się z żoną. Jednak nie po to, by ułożyć sobie życie z Bielicką. W jego życiu pojawiła się młodsza kobieta, z którą postanowił się ożenić.
Dla aktorki był to moment przełomowy. Według relacji Korpolewskiego przeżyła załamanie i próbowała odebrać sobie życie. Zdarzenie zakończyło się interwencją lekarzy.
O całej historii opowiedziała jedynie najbliższemu przyjacielowi.
Samotność jako wybór
Po rozstaniu Bielicka zamknęła ten rozdział. W późniejszych wywiadach nie wspominała nazwiska ukochanego. Skupiła się na pracy i scenie.
Pod koniec życia przyznała:
„To moja wina, że jestem sama, a raczej osamotniona”.
Choć była ikoną estrady i uwielbiały ją kolejne pokolenia widzów, w sferze prywatnej już nigdy nie pozwoliła sobie na podobne zaangażowanie.
9 marca minie kolejna rocznica jej śmierci. Zmarła w warszawskim szpitalu na Banacha w wyniku powikłań po operacji tętniaka aorty.
Jej publiczny wizerunek budził podziw. Jej największe uczucie – pozostało niespełnione.
