Biegły lekarz zszokował Polaków! Ujawnił prawdę o reanimacji Adamowicza…

Udostępnij:

– Uważam, że decyzja o przedłużającej się 40-minutowej akcji reanimacyjnej [prezydenta Gdańska – red.] była decyzją złą, która doprowadziła do szeregu nieodwracalnych zmian (…), które zadecydowały później o tym, że nie udało się po operacji przywrócić funkcji życiowych – uważa doktor Leonard Gross, biegły lekarz sądowy, patomorfolog. Rozmowę ze specjalistą, którą przeprowadził Grzegorz Armatowski, publikuje Radio Gdańsk.

Doktor Gross swoje zastrzeżenia co do poprawności przeprowadzenia akcji reanimacyjnej opisał w liście do Prokuratora Okręgowego w Gdańsku (pisaliśmy o tym tutaj). Teraz ma powstać zespół biegłych, który sprawdzi prawidłowość akcji. O sprawie jako pierwsze poinformowało Radio Gdańsk.

Zdaniem lekarza, „z dużym prawdopodobieństwem, używając języka prawniczego, graniczącym z pewnością” doszło do błędu medycznego.

Jak wyjaśnia dr Gross, mitem jest, że zranione ostrym narzędziem serce przestaje pracować. Także znany z filmów obraz tryskającej z serca krwi jest fałszywy, bo ta w takich przypadkach najczęściej się sączy.

„Przez te 40 minut dalej krew była wypompowywana z serca na obwód, czyli do worka sercowego, do jam opłucnowych” – tłumaczy specjalista i porównuje działania ratowników do pompowania przedziurawionej opony. „Opona samochodowa to jest pneumatyczny układ ciśnieniowy i jeżeli ja zadam trzy rany nożem w oponę, to niech mi pan znajdzie w kraju szaleńca, który będzie przez 40 minut uciskał oponę, żeby odtworzyć jej warunki ciśnieniowe. Tego się nie da zrobić. (…) Należy zakleić dziurę i uzupełnić powietrze. Uważam, że takie właśnie były warunki w przypadku pana prezydenta” – obrazuje.

W opinii medyka, Pawła Adamowicza należało jak najszybciej przewieźć do szpitala, tak jak zrobiono w przypadku ratowania Johna F. Kennedy’ego czy Jana Pawła II po zamachu. Doktor Gross uważa, że gdyby prezydent Gdańska niedługo po przyjeździe karetki został zabrany do szpitala, miałby szanse przeżyć. Lekarz mówi o „prawdopodobieństwie graniczącym z pewnością”. Jak szacuje, czas przejazdu do szpitala akademickiego wyniósłby 5 minut, a do wojewódzkiego 2 minuty.

„Myślę, że tak tych ludzi szkolą”

Zdaniem specjalisty, kwestia długiej reanimacji zaatakowanego prezydenta Gdańska może mieć „szerszy zakres ogólnokrajowy”. – Myślę, że tak tych ludzi szkolą. Nie wiem, co chciano osiągnąć w przypadku pana prezydenta Adamowicza. Czy chciano, aby wrócił na scenę i dokończył swój udział w Światełku do Nieba? Nie wiem. Uważam, że zespołom ratowniczym wmówiono, iż panaceum na wszystko jest reanimacja – mówi.

Doktor Gros zaznacza, że ma 30-letnie doświadczenie i wykonał tysiące sekcji zwłok, a częścią jego specjalizacji jest tanatologia, czyli nauka o mechanizmach umierania organizmu ludzkiego. Jak podkreśla, „nie może się doczekać momentu, kiedy ktoś mu wytłumaczy, na jakiej podstawie zrodziła się decyzja, żeby 40 minut reanimować”.

Prezydent Gdańska został zaatakowany nożem przez Stefana W. 13 stycznia br. podczas finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Zmarł następnego dnia w szpitalu.