Amerykańscy żołnierze ośmieszeni i upokorzeni. Media ujawniły szokującą prawdę
(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Na papierze to były ćwiczenia sojuszu. W praktyce – według relacji brytyjskich mediów – miało dojść do sytuacji, która zabolała bardziej niż arktyczny mróz. Kulisy manewrów w północnej Norwegii pokazują, że w wojsku czasem wystarczy jedno nieoficjalne zdanie, by uruchomić lawinę pytań o realne przygotowanie, morale i zaufanie w NATO.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Joint Viking w cieniu polityki Trumpa i Grenlandii

„The Times” opisał zdarzenia z marca 2025 roku, kiedy NATO ćwiczyło podczas manewrów Joint Viking na północy Norwegii. W tle przewijał się wątek polityczny – wielokrotne deklaracje Donalda Trumpa o chęci „wykupienia” Grenlandii, uzasadniane rzekomym zagrożeniem ze strony Rosji i Chin.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

W tym kontekście w artykule przywołano komentarz Eda Arnolda z think tanku Royal United Services Institute, według którego twierdzenia o skali rosyjsko-chińskiego zagrożenia dla Grenlandii nie mają potwierdzenia w danych wywiadowczych, a Stany Zjednoczone nie mają też tylu jednostek wyspecjalizowanych w działaniach arktycznych, co państwa północy Europy.

„Finom trzeba było powiedzieć, żeby nie atakowali tak mocno Amerykanów”

Najmocniejsza część relacji dotyczy zachowania dowódców podczas samych ćwiczeń. Według źródła wojskowego cytowanego przez „The Times”, fińscy rezerwiści – odgrywający rolę „najeźdźców” – mieli radzić sobie na tyle dobrze, że Amerykanie zaczęli wyglądać przy nich słabo.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

W efekcie, jak podano, dowódcy mieli prosić Finów o łagodniejsze podejście.

„Finom trzeba było powiedzieć, żeby nie atakowali tak mocno Amerykanów, bo to było dla nich upokarzające i demotywujące”.

W tle pojawia się bardzo konkretna emocja – wstyd. Nie „złe warunki”, nie „błąd w planie”, tylko poczucie, że ktoś publicznie wypada gorzej od sojusznika.

Arktyka nie wybacza. Finowie ćwiczą w -30 stopniach, USA nie mają tylu wyspecjalizowanych jednostek

Interia przytacza też rozmowę z podoficerem amerykańskich sił powietrznych, który potwierdził różnice w przygotowaniu do realiów Północy. Według niego USA, w porównaniu do Norwegii, Szwecji czy Finlandii, nie mają tylu jednostek wyspecjalizowanych w terenie arktycznym.

W tekście pojawia się też mocny sygnał dotyczący nastrojów w Pentagonie:

„Nieoficjalnie wiem, że w Pentagonie ma panować wręcz przerażenie. Ta sytuacja burzy całą architekturę bezpieczeństwa transatlantyckiego. Nadszarpniętego w ten sposób zaufania nie uda się odbudować w ciągu jednej czy dwóch kadencji prezydenckich”.

To już nie jest anegdota z ćwiczeń. To opowieść o tym, jak szybko „detal z poligonu” zaczyna żyć jako argument w wielkiej polityce.

Co to mówi o NATO i o „twardości” sojuszu

Jeśli relacja jest prawdziwa, nie chodzi tylko o ambicję jednej armii. Chodzi o ryzyko, że w krytycznym momencie ktoś nie będzie gotowy na warunki, które dla innych są codziennością.

A arktyczne realia są bezlitosne: mróz, logistyka, poruszanie się, łączność, kondycja – tam nie da się „nadrobić” w weekend. Finowie budują ten rodzaj kompetencji od lat, opierając system na powszechnym poborze i ogromnej rezerwie. Dlatego w takich ćwiczeniach różnice wychodzą natychmiast i brutalnie.

I właśnie dlatego ta historia tak mocno uderza w wyobraźnię – bo nie opowiada o teorii, tylko o praktyce.