Donald Tusk oskarżył poprzednią władzę o dopuszczenie do sytuacji, w której wrażliwe dane polskich obywateli mogły znaleźć się poza kontrolą krajowych służb. W opublikowanym w poniedziałek nagraniu premier przedstawił nowe informacje dotyczące zakupu i wykorzystywania systemu Pegasus. Powołał się na ustalenia Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i wskazał na zapisy umowy z izraelskim producentem oprogramowania. Szczególne kontrowersje wzbudziła kwestia dostępu do danych oraz ograniczeń dotyczących inwigilowania numerów telefonicznych z Rosji, Białorusi i Korei Północnej.
W poniedziałek, 12 października, sprawa Pegasusa ponownie znalazła się w centrum politycznej debaty. Tego samego dnia sejmowa komisja śledcza miała przedstawić jawną część raportu podsumowującego ponad dwa lata pracy. Równolegle Prokuratura Krajowa poinformowała o wynikach opinii biegłych ABW. Wynika z nich, że Centralne Biuro Antykorupcyjne nie miało pełnej kontroli nad wykorzystywanym systemem, a dane przesyłane przez oprogramowanie opuszczały terytorium Polski. Donald Tusk uznał te ustalenia za dowód wyjątkowo poważnych zaniedbań poprzedniego kierownictwa państwa.
Donald Tusk o aferze Pegasusa. Ponad 60 mln zł na system inwigilacji
Premier rozpoczął swoje wystąpienie od przypomnienia okoliczności zakupu Pegasusa. Oprogramowanie opracowane przez izraelską firmę NSO Group miało służyć służbom do prowadzenia zaawansowanych działań operacyjnych, w tym pozyskiwania informacji z telefonów osób objętych kontrolą.
Według Donalda Tuska na zakup i obsługę systemu przeznaczono ponad 60 mln zł. Szczególnie istotny jest sposób sfinansowania części wydatków. 25 mln zł pochodziło z Funduszu Sprawiedliwości, którego środki miały być wykorzystywane między innymi do pomocy osobom pokrzywdzonym przestępstwami.
– Pamiętacie, miały iść te pieniądze na ofiary przestępstw, a wydano je na totalne oprzyrządowanie cybernetycznej inwigilacji – powiedział premier.
Najpoważniejsze zastrzeżenia szefa rządu dotyczą jednak nie samego kosztu zakupu, ale warunków umowy zawartej z izraelską firmą. Tusk przekonywał, że polskie służby zapłaciły ogromne pieniądze za narzędzie, którego działania nie mogły w pełni nadzorować.
– Oni podpisali umowę, w której zapłacili Izraelowi (to znaczy firmie z Izraela) ponad 30 milionów złotych za system i narzędzie inwigilacji, śledzenia, podsłuchiwania oraz podglądania, nad którym de facto nie mieli kontroli – oświadczył.
Wypowiedź premiera zbiegła się z publikacją ustaleń biegłych ABW. Prokuratura Krajowa potwierdziła, że producent systemu miał techniczną możliwość uzyskania dostępu do infrastruktury, na której przetwarzano materiały pochodzące z kontroli operacyjnych.
Oznacza to, że pojawił się poważny problem dotyczący bezpieczeństwa informacji gromadzonych przez polskie służby. Samo istnienie technicznej możliwości dostępu nie jest jednak równoznaczne z potwierdzeniem, że producent rzeczywiście odczytywał wszystkie przechwycone dane. To rozróżnienie pozostaje istotne dla oceny skali sprawy.
Dane Polaków mogły trafiać za granicę. Premier wskazuje na zapisy umowy
W dalszej części nagrania Donald Tusk zwrócił uwagę na konsekwencje wykorzystywania oprogramowania, nad którym polskie instytucje nie miały pełnej kontroli.
Według szefa rządu zakupiony system umożliwiał przekazywanie za granicę informacji dotyczących osób inwigilowanych w Polsce. Premier wymienił wśród nich polityków opozycji oraz niezależnych prokuratorów.
– Te dane trafiały na stronę izraelską, a polska strona nie miała nad tym żadnej kontroli – stwierdził.
Ustalenia biegłych ABW potwierdzają, że dane przesyłane przez Pegasusa opuszczały terytorium Polski. Jednocześnie wskazują, że CBA nie posiadało pełnej wiedzy i kontroli nad wszystkimi elementami infrastruktury wykorzystywanej do obsługi systemu.
Jeszcze większe kontrowersje wywołała kolejna informacja przedstawiona przez premiera. Tusk powołał się na zapisy kontraktu, które miały ograniczać możliwość używania Pegasusa wobec określonych zagranicznych numerów telefonicznych.
– Z tej umowy jednoznacznie wynikało, że Polska nie może tego narzędzia inwigilacji stosować wobec numerów telefonicznych z Rosji, Białorusi, Korei Północnej – mówił Donald Tusk.
Premier zestawił te ograniczenia z informacjami o wykorzystywaniu systemu wobec polskich obywateli. Zwrócił również uwagę na możliwość obejmowania kontrolą numerów należących do osób z innych państw europejskich, między innymi Francji i Niemiec.
W ocenie szefa rządu rodzi to zasadnicze pytanie o cel zakupu oprogramowania. Narzędzie, które miało wspierać bezpieczeństwo państwa, zostało bowiem wykorzystane także w sprawach budzących poważne wątpliwości dotyczące zasadności inwigilacji.
Twierdzenia premiera o konkretnych ograniczeniach umownych wymagają jednak odróżnienia od oficjalnie opublikowanych wniosków biegłych ABW. Przedstawione przez prokuraturę ustalenia potwierdzają problemy z bezpieczeństwem systemu, ale nie rozstrzygają samodzielnie wszystkich kwestii podniesionych w nagraniu Tuska.
Zarzuty dla byłych szefów służb. Tusk zapowiada odpowiedzialność
Sprawa Pegasusa nie ogranicza się już do politycznych oskarżeń. Od marca 2024 roku Prokuratura Krajowa prowadzi śledztwo dotyczące wykorzystywania oprogramowania przez polskie służby. Postępowanie obejmuje zarówno okoliczności zakupu systemu, jak i sposób prowadzenia kontroli operacyjnych.
Zarzuty usłyszeli między innymi byli funkcjonariusze i przedstawiciele kierownictwa CBA, ABW oraz Służby Kontrwywiadu Wojskowego. W lutym 2026 roku prokuratura poinformowała o postawieniu zarzutów byłym szefom ABW i SKW. Dotyczyły one niedopełnienia obowiązków związanych z użytkowaniem systemu bez wymaganej akredytacji bezpieczeństwa teleinformatycznego.
Donald Tusk przypomniał również o odpowiedzialności osób związanych z Ministerstwem Sprawiedliwości, w tym byłego wiceministra Michała Wosia. Premier podkreślił, że śledztwo zbliża się do finału, a sprawa powinna zakończyć się rozliczeniem osób odpowiedzialnych za podjęte decyzje.
Najmocniejsze słowa padły pod koniec nagrania. Szef rządu stwierdził, że osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo państwa dopuściły do sytuacji, w której wrażliwe informacje dotyczące Polaków mogły znaleźć się poza kontrolą krajowych instytucji.
– To już nie jest skandal. Tak naprawdę – i chyba dla każdego to jest jasne – mówimy o zbrodni stanu i za to będą odpowiadać – podsumował Donald Tusk.
Określenie „zbrodnia stanu” jest w tym przypadku polityczną oceną premiera, a nie informacją o prawomocnym rozstrzygnięciu sądu. Postawienie zarzutów nie oznacza również stwierdzenia winy podejrzanych.
Najnowsze opinie biegłych ABW stanowią istotny element materiału dowodowego w sprawie Pegasusa. Ich znaczenie wykracza poza spór o zasadność stosowania inwigilacji. Dotyczy również bezpieczeństwa informacji pozyskiwanych przez polskie służby oraz odpowiedzialności instytucji państwowych za ich ochronę.
