„Powinniście się do tego przyzwyczaić”. Szokująca deklaracja gabinetu Trumpa – brutalna decyzja
(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Nie stoi na scenie, nie zbiera braw, nie wygłasza długich przemówień z telepromptera. A jednak w Waszyngtonie coraz częściej słychać jedno nazwisko, kiedy rozmowa schodzi na najtwardsze decyzje administracji Donalda Trumpa. Stephen Miller. Czterdziestoletni doradca, który niemal codziennie ma być w bezpośrednim otoczeniu prezydenta – i którego język bywa brutalniejszy niż słowa samego Trumpa.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

„Supermocarstwo” i polityka siły. Miller mówi to wprost

W publicznych wystąpieniach Miller nie owija w bawełnę. W rozmowie telewizyjnej miał streścić amerykańską politykę jednym zdaniem: USA są supermocarstwem i mają zachowywać się jak supermocarstwo. Dalej już nie było „międzynarodowych uprzejmości”, tylko logika siły – taka, która w świecie polityki zawsze wywołuje dreszcz, bo sugeruje gotowość do działań poza klasycznymi ramami dyplomacji.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

To właśnie ta bezpośredniość – bez pudrowania i bez miękkich sformułowań – sprawia, że Miller nie jest dziś tylko urzędnikiem z tytułem. W opowieściach o obecnej administracji pojawia się jako człowiek od decyzji „na twardo”.

Wenezuela i Grenlandia. Dlaczego jego nazwisko wraca jak refren

W ostatnich tygodniach i miesiącach trzy tematy mają szczególnie rozgrzewać amerykańską opinię publiczną: działania antyimigracyjne, wątek Wenezueli oraz dyskusja o Grenlandii. Według relacji, w każdym z nich widać „odciski palców” Millera.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

W przypadku Wenezueli – opisywany jest jako jeden z tych, którzy mieli nadawać ton narracji: nie tylko „akcja policyjna”, ale też pokaz siły i komunikat do całego regionu, że zasady gry się zmieniają. W podobnym stylu ma wracać temat Grenlandii – nie jako luźny żart, tylko element większej układanki o rozszerzaniu wpływów.

Zawsze pod prąd. Co ukształtowało Millera

W opisie Millera powtarza się jedno słowo: kontrarianizm. Potrzeba, by zawsze stać w opozycji do dominujących poglądów. Ma się to zaczynać już w czasach szkolnych – od wystąpień i prowokacji, które dawały mu rozgłos i budowały pozycję „tego, który powie, co inni przemilczą”.

Dorastał w liberalnym otoczeniu Kalifornii, co – jak sam miał podkreślać – pchnęło go w stronę konserwatyzmu. Z tamtych lat przywoływane są jego ostre opinie o sprawach obyczajowych, migracyjnych i tożsamościowych. W skrócie: Miller szybko zbudował sobie język polityki, który jest zaczepny, wyrazisty i nastawiony na konflikt.

Duke University i moment, który dał mu ogólnokrajową widoczność

W jego biografii jako przełom opisywany jest czas studiów na Duke University. W tle – głośna sprawa oskarżeń wobec zawodników drużyny lacrosse’a. Młody Miller stanął w obronie oskarżonych, a jego bezkompromisowość miała zwrócić uwagę konserwatywnych mediów. To miał być moment, kiedy przestał być tylko studentem z poglądami, a zaczął być politycznym graczem, którego zaprasza się do studia i którego cytuje się w debatach.

Waszyngton, Sessions i wejście do świata twardej prawicy

Po studiach przeniósł się do Waszyngtonu. Zaczynał od pracy u polityków Partii Republikańskiej, a potem związał się z Jeffem Sessionsem. W tym okresie pojawia się też wątek relacji ze Stevem Bannonem i środowiskami, które budowały nową, agresywną narrację amerykańskiej prawicy.

Kiedy ruszyła kampania Trumpa w 2016 roku, Miller miał trafić do sztabu jako człowiek od słów. Od pisania przemówień był już krok do realnego wpływu.

„Amerykańska rzeź” i twarde pomysły: wojsko, zakazy wjazdu, ulica

Z opowieści o tamtym czasie wynika, że Miller był jednym z autorów najmocniejszych pomysłów pierwszej administracji Trumpa. Wojsko na granicy, zakaz wjazdu dla obywateli wybranych krajów muzułmańskich, a w momentach napięć społecznych – sugestie użycia siły państwa na ulicach.

Nie wszystkie te koncepcje przechodziły bez oporu. Część blokowały sądy, część hamowali inni członkowie administracji. Ale Miller miał zapamiętać jedno: władza prezydencka może sięgać dalej, jeśli odpowiednio dobierze narzędzia.

„Afera signalowa” i dowód, że siedzi przy kluczowym stole

W tle jego obecnej pozycji przewija się historia prywatnej konwersacji, która miała ujawnić kulisy rozmów o działaniach zbrojnych w Jemenie. Sam fakt obecności Millera w takim gronie miał być dla wielu sygnałem, że jego rola nie kończy się na polityce krajowej i tematach migracyjnych.

To ważny szczegół, bo pokazuje coś więcej niż tytuł na wizytówce. Pokazuje dostęp.

ICE, deportacje, strach jako narzędzie polityki

Miller bywa przedstawiany jako architekt najbardziej radykalnych działań antyimigracyjnych: od pokazowych zatrzymań po deportacje i rozwiązania, które mają działać odstraszająco. W tym ujęciu chodzi nie tylko o „prawo i porządek”, ale też o teatr – demonstrację, która ma wywołać lęk i zatrzymać kolejnych.

To styl, który nie próbuje być lubiany. On ma działać.

Dlaczego to właśnie Miller może być najważniejszym człowiekiem obok Trumpa

Jeśli zebrać te wątki w jedną całość, wyłania się portret polityka zza kulis, który ma konsekwentny cel: rozszerzać realną władzę prezydenta – w kraju i na zewnątrz. I robi to językiem, który nie szuka zgody, tylko przewagi.

Miller nie jest postacią, którą ocenia się neutralnie. Albo budzi fascynację, albo gniew. Ale w jednej sprawie nawet krytycy zwykle są zgodni: jeśli chodzi o kierunek administracji, jego wpływ przestał być domysłem. Stał się elementem opowieści o tym, jak dziś działa Biały Dom.