To miała być noc świętowania, światła, muzyki i toastów. Zamiast tego – ogień, krzyk i panika. W szwajcarskim kurorcie Crans-Montana doszło do jednej z najtragiczniejszych katastrof sylwestrowych ostatnich lat. Zginęło 47 osób, około 100 zostało rannych. Świadkowie mówią wprost: ludzie płonęli żywcem.
Zimne ognie i kilka sekund, które zmieniły wszystko
Francuska telewizja BFM TV poinformowała, że przyczyną pożaru były zimne ognie umieszczone na butelkach szampana, niesione przez obsługę lokalu. Według relacji świadków kelnerzy prezentowali alkohol w tłumie gości, a płonące race znajdowały się zaledwie kilkanaście centymetrów od sufitu.
Wystarczyła chwila.
Jedna z osób obecnych na miejscu opisała, że sufit zapalił się niemal natychmiast, a w ciągu około 10 sekund cały lokal stanął w płomieniach. W środku miało przebywać co najmniej 200 osób.
„Uciekaliśmy jak z piekła”. Chaos i brak drogi ewakuacji
Świadkowie cytowani przez szwajcarski dziennik Blick oraz rumuński portal Digi24 mówią o scenach, które trudno opisać bez emocji.
– To było jak ucieczka z piekła. Ludzie tratowali się nawzajem, krzyczeli, nie było gdzie uciekać – relacjonował jeden z ocalałych.
Wskazywano na brak widocznych drzwi ewakuacyjnych oraz zbyt wąskie wyjścia. Pojawiły się porównania do tragedii w klubie Colectiv w Bukareszcie, gdzie w 2015 roku zginęły 64 osoby.
Bilans rośnie. Ofiary z kilku krajów
Prokurator generalna regionu Valais Beatrice Pilloud potwierdziła, że zginęło 47 osób, a około 100 zostało rannych. Część poszkodowanych walczy o życie w szpitalach.
Agencja Reuters podała, że 16 obywateli Włoch uznano za zaginionych, a kolejny Włoch trafił do szpitala. Włoski minister spraw zagranicznych Antonio Tajani przyznał, że sytuacja jest dynamiczna i „nie można niczego wykluczyć”.
Reakcja polskiego MSZ. Ambasada monitoruje sytuację
Do tragedii odniósł się również polski resort dyplomacji. Rzecznik MSZ Maciej Wewiór poinformował, że Ambasada RP w Bernie pozostaje w stałym kontakcie z lokalnymi służbami.
Na ten moment nie ma informacji o poszkodowanych obywatelach Polski, jednak – jak podkreślono – sytuacja jest monitorowana na bieżąco.
Sylwester, który zapisał się czarnymi literami
Crans-Montana to jeden z najbardziej znanych alpejskich kurortów, kojarzony z luksusem, sportami zimowymi i bezpiecznym wypoczynkiem. Tegoroczny sylwester brutalnie zerwał ten wizerunek.
Katastrofa rodzi pytania o bezpieczeństwo imprez masowych, używanie pirotechniki w zamkniętych przestrzeniach oraz procedury ewakuacyjne w obiektach rozrywkowych. Śledztwo dopiero się rozpoczyna, ale już teraz wiadomo jedno – to noc, która dla dziesiątek rodzin zakończyła się niewyobrażalną tragedią.
