Ta kontrola budzi nerwy i kosztuje coraz więcej
W ostatnich tygodniach coraz więcej mieszkańców zgłasza wizyty specjalistów, którzy pojawiają się bez wcześniejszej zapowiedzi. Dla wielu osób to zaskoczenie, bo kontrola dotyczy prywatnych lokali i odbywa się cyklicznie, niezależnie od wieku budynku czy miejsca zamieszkania. W praktyce oznacza to obowiązek wpuszczenia fachowca oraz konieczność poniesienia kosztów, których wiele osób w ogóle nie uwzględnia w domowym budżecie.
- Przeczytaj także: Pilna narada wszystkich służb tuż po zmroku. Wszyscy postawieni na równe nogi. Wiemy, co się dzieje
Część właścicieli mieszkań traktuje taką wizytę jak rutynową formalność, inni odkładają ją w czasie, licząc, że nikt się nie upomni. Tymczasem kontrole są prowadzone regularnie, a ich brak może prowadzić do poważnych konsekwencji finansowych i prawnych. Co więcej, nie chodzi wyłącznie o bezpieczeństwo techniczne, ale także o dokumentację, która w razie problemów staje się kluczowa.
Jak często musi pojawić się kontrola i kogo obejmuje obowiązek
Przepisy nie pozostawiają tu dowolności. Kontrola obejmuje zarówno domy jednorodzinne, jak i mieszkania w blokach oraz kamienicach, a obowiązek spoczywa na właścicielach lub zarządcach nieruchomości. W praktyce oznacza to, że nawet osoby, które nie korzystają intensywnie z instalacji grzewczych, muszą liczyć się z wizytą specjalisty.
Różnice pojawiają się jedynie w częstotliwości dodatkowych czynności, które zależą od rodzaju używanego ogrzewania. Instalacje na paliwa stałe wymagają częstszych działań niż systemy gazowe lub olejowe, a w większych budynkach kontrole odbywają się nawet dwa razy w roku.
Nie każdy może to zrobić. Liczą się uprawnienia
Choć wiele osób próbuje ograniczyć koszty, korzystając z pomocy przypadkowych fachowców, przepisy są w tej kwestii jednoznaczne. Kontrolę może przeprowadzić wyłącznie osoba posiadająca odpowiednie kwalifikacje. Tylko wtedy wydany dokument ma wartość prawną i może być wykorzystany w razie kontroli lub sporu z ubezpieczycielem.
Samodzielne działania właściciela mogą dotyczyć jedynie części czynności eksploatacyjnych, jednak nie zastępują obowiązkowego przeglądu. Brak oficjalnego potwierdzenia oznacza, że z punktu widzenia prawa kontrola po prostu się nie odbyła.
Ile trzeba zapłacić za wizytę fachowca
Koszt wizyty zależy od wielu czynników, takich jak lokalizacja, liczba kondygnacji czy stan instalacji. Najczęściej podstawowa kontrola mieści się w przedziale od 100 do 150 zł, jednak w większych miastach kwoty te potrafią być wyższe. Dodatkowe usługi, takie jak inwentaryzacja instalacji lub prace modernizacyjne, znacząco podnoszą końcowy rachunek.
Właściciele starszych budynków muszą liczyć się z dodatkowymi kosztami, zwłaszcza gdy instalacja wymaga dostosowania do aktualnych norm technicznych.
Co grozi za zignorowanie obowiązku
Odkładanie kontroli nie jest rozwiązaniem. W przypadku stwierdzenia uchybień właściciel może zostać ukarany grzywną, a brak aktualnego protokołu staje się szczególnie dotkliwy po pożarze lub innym zdarzeniu losowym. Wtedy dokumentacja bywa jedyną linią obrony przed poważnymi stratami finansowymi.
I właśnie tu pojawia się sedno sprawy. Nie chodzi tylko o samą wizytę ani nawet o koszt usługi, lecz o to, że bez ważnej kontroli właściciel może stracić prawo do odszkodowania, a obowiązkowy przegląd, o którym wielu zapomina, w praktyce decyduje o tym, czy po pożarze dostanie jakiekolwiek pieniądze.
