Jeszcze kilka godzin wcześniej to była zwykła, spokojna ulica. Taka, na której ludzie wracają z pracy, robią herbatę i zamykają dzień. W poniedziałek wieczorem w Ustce ten rytm pękł nagle. I już nie wrócił. Z klatki schodowej, która zwykle nie budzi emocji, zrobiło się miejsce akcji służb, krzyków i chaosu.
Tragedia w Ustce wstrząsnęła mieszkańcami
W poniedziałkowy wieczór, około godziny 21:30, na numer alarmowy wpłynęło zgłoszenie dotyczące awantury domowej w rejonie ul. Bałtyckiej w Ustce. Na miejsce skierowano policję i służby ratunkowe. Interwencja była natychmiastowa, a świadkowie z okolicznych bloków obserwowali sytuację z narastającym niedowierzaniem.
Dla wielu mieszkańców to był szok sam w sobie: spokojna okolica, znane twarze, osiedlowa codzienność. I nagle – zdarzenie, które zostawia po sobie strach i pytania.
Atak nożem w domu funkcjonariusza SOP
W jednym z mieszkań doszło do dramatycznego ataku. Życia 4-letniej dziewczynki nie udało się uratować. Z relacji świadków wynika, że napastnikiem był 44-letni funkcjonariusz Służby Ochrony Państwa. Mężczyzna miał zaatakować członków swojej rodziny nożem.
Sąsiedzi, którzy znali rodzinę, mówią o niedowierzaniu i o tym, że nic nie zapowiadało tragedii. Jeden z mieszkańców, Jerzy Mentelis, cytowany przez PAP, opisał rodzinę jako spokojną i zgraną.
„To była spokojna rodzina, zawsze razem. Razem na grzybach spotkaliśmy się w lesie, akurat byli z wnukami. Miła, sympatyczna rodzina. Żeby z nożem na rodzinę się rzucić, na dzieci zwłaszcza? Dzieci się ratuje, a nie krzywdę się robi” – przekazał PAP Jerzy Mentelis.
To zdanie, wypowiedziane w emocjach, dobrze oddaje atmosferę, jaka po wszystkim została na osiedlu. Ludzie próbują poukładać w głowie coś, co nie chce się zmieścić w żadnym logicznym schemacie.
Reakcja służb i wstrząs społeczności lokalnej
Na miejsce przyjechali ratownicy medyczni, strażacy i policja. Funkcjonariusze obezwładnili agresora. W przekazanych informacjach pojawia się też wątek tego, że mężczyzna zranił nie tylko członków rodziny, ale również siebie.
Mimo szybkiej interwencji i prowadzonej reanimacji, życia dziewczynki nie udało się uratować.
Po zdarzeniu mieszkańcy ul. Bałtyckiej zostali z ciszą, która jest inna niż zwykle. W rozmowach powtarza się jedno: pytanie, jak mogło dojść do tak brutalnego ataku w miejscu, które do tej pory kojarzyło się wyłącznie z codziennością.
