Tragiczne wieści gruchnęły nagle. Nie żyje wielka Polka. Cała Polska w żałobie
(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Są wiadomości, które nie krzyczą, a i tak zatrzymują człowieka w pół kroku. Kolejny raz ubyło kogoś, kto pamiętał sierpień 1944 roku nie z książek i rocznic, tylko z piwnic, dymu i prowizorycznych opatrunków. Początek 2026 roku przyniósł takie pożegnanie.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Nie żyje Anna Kurek ps. „Anka”. Była uczestniczką Powstania Warszawskiego

Zmarła Anna Kurek, w konspiracji znana jako „Anka” – jedna z najmłodszych uczestniczek Powstania Warszawskiego. Informację o jej śmierci przekazały organizacje zajmujące się pielęgnowaniem pamięci o Powstaniu. Odeszła 2 stycznia 2026 roku, dożywszy 96 lat.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Miała 15 lat, gdy zaczęła ratować rannych na Starym Mieście

Anna Kurek urodziła się we wrześniu 1929 roku w Warszawie. Kiedy wybuchło Powstanie, miała zaledwie 15 lat. W pierwszych dniach sierpnia 1944 roku przedostała się na Stare Miasto i rozpoczęła służbę jako sanitariuszka w Centralnym Szpitalu Chirurgicznym nr 1 przy ulicy Długiej.

To tam jej codziennością było opatrywanie ciężko rannych, asystowanie przy zabiegach oraz bycie obok ludzi w momentach, w których słowa często nic nie znaczyły. Wszystko w warunkach ostrzału, niedoborów i improwizacji – w piwnicach oraz prowizorycznych salach.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Wojna, obietnica i życie po 1945 roku

W relacjach o jej losie wraca też wątek prywatny – obietnica z dnia wybuchu Powstania, którą usłyszała od narzeczonego: jeśli przeżyją, spróbują zbudować życie po wojnie.

Po zakończeniu wojny ta obietnica się spełniła. W maju 1945 roku Anna i Ryszard Kurek zawarli związek małżeński. Przez kolejne lata – jak podkreślano – żyła skromnie, rzadko mówiąc o sobie, ale kiedy pytano ją o Powstanie, potrafiła dzielić się wspomnieniami, które dla młodszych pokoleń były bezcenną, osobistą lekcją historii.

„Bohaterstwo to nie zawsze broń w ręku” – tak ją dziś wspominają

W pożegnalnych słowach podkreślano oddanie, odwagę i gotowość do niesienia pomocy od pierwszych dni walk. Jej odejście przypomina też o czymś, co co roku staje się coraz bardziej widoczne – odchodzi pokolenie bezpośrednich świadków II wojny światowej.

W tym pożegnaniu wybrzmiewał też prosty sens jej historii: że bohaterstwo nie musi mieć munduru i karabinu. Czasem jest nim cicha, codzienna praca przy rannych, wykonywana mimo strachu i chaosu.