Maja Chwalińska stała się jedną z największych bohaterek tegorocznego Roland Garros. Polka zachwyciła kibiców na paryskich kortach, docierając aż do wielkiego finału turnieju. Choć w decydującym meczu musiała uznać wyższość Mirry Andriejewej, jej występ przeszedł do historii polskiego tenisa.
Teraz o 24-letniej zawodniczce głośno jest nie tylko z powodu sportowego sukcesu. Kulisy jej treningów ujawnił były sparingpartner, który nie ma wątpliwości – kibice wciąż nie zobaczyli wszystkiego, na co stać Chwalińską.
Maja Chwalińska zachwyciła w Roland Garros
Jeszcze przed rozpoczęciem turnieju w Paryżu Maja Chwalińska zajmowała 114. miejsce w rankingu WTA. Aby znaleźć się w głównej drabince, musiała najpierw przebrnąć przez wymagające kwalifikacje.
Polka zrobiła jednak coś, czego nie spodziewali się nawet najwięksi optymiści. Kolejne zwycięstwa sprawiły, że znalazła się w centrum zainteresowania tenisowego świata. Pokonywała wyżej notowane rywalki, imponowała spokojem i konsekwencją, a jej nazwisko coraz częściej pojawiało się na czołówkach sportowych mediów.
Finał Roland Garros zakończył się zwycięstwem Mirry Andriejewej, ale dla Chwalińskiej był to największy sukces w dotychczasowej karierze. Efektem znakomitego występu był także gigantyczny awans w światowym rankingu. Polka przesunęła się ze 114. na 21. pozycję i została drugą najwyżej notowaną tenisistką z Polski.
Były sparingpartner ujawnił kulisy treningów
Po zakończeniu turnieju o Mai Chwalińskiej opowiedział jej były sparingpartner Jakub Jastrzębski. W rozmowie z programem „Halo tu Polsat” zdradził, że możliwości tenisistki są znacznie większe, niż mogło się wydawać kibicom oglądającym ją w Paryżu.
„Maja na pewno nie pokazała jeszcze wszystkiego, co potrafi. Niektóre te ćwiczenia to były jak sztuczki cyrkowe, z zamkniętymi oczami, ze słuchawkami na uszach, odbijanie z kozłowaniem piłki do siatkówki.”
Jakub Jastrzębski podkreślił, że wachlarz umiejętności Chwalińskiej jest bardzo szeroki, a wiele elementów jej gry pozostaje niewidocznych podczas oficjalnych meczów.
„Robiła różne układy, które, myślę, zwykłemu człowiekowi albo nawet dobremu sportowcowi by się nie udały.”
Słowa byłego sparingpartnera pokazują, że finał Roland Garros może być dopiero początkiem jeszcze większych sukcesów polskiej zawodniczki.
Rodzice od początku byli jej największym wsparciem
Sama Maja Chwalińska wielokrotnie podkreślała, że ogromną rolę w jej rozwoju odegrali rodzice. Jak przyznała, nigdy nie wywierali na niej presji związanej z wynikami sportowymi. Zamiast tego pozwolili jej rozwijać się we własnym tempie i ufali trenerom.
To podejście okazało się kluczowe w najtrudniejszych momentach kariery.
Podczas tegorocznego Roland Garros rodzice tenisistki byli obecni w Paryżu i wspierali córkę podczas najważniejszych spotkań. Jak ujawniono w reportażu programu „Uwaga! TVN”, mama zawodniczki specjalnie przedłużyła urlop, by być przy niej w trakcie turnieju. Ojciec, który jest już na emeryturze, również towarzyszył córce podczas historycznego występu.
To właśnie takie wsparcie często okazuje się bezcenne w zawodowym sporcie. W przypadku Mai Chwalińskiej rodzina nie próbowała ingerować w kwestie szkoleniowe. Była obok wtedy, gdy najbardziej tego potrzebowała.
Po sukcesie w Paryżu wiele wskazuje na to, że nazwisko Chwalińskiej będzie coraz częściej pojawiało się w gronie czołowych tenisistek świata. A jeśli wierzyć osobom, które obserwowały ją na treningach od lat, kibice dopiero poznają pełnię jej możliwości.
