To miała być spokojna, podniosła ceremonia zamknięcia. A jednak wśród dziesiątek delegacji i setek flag właśnie polski moment przykuł kamery na dłużej. W amfiteatrze w Weronie, na finiszu zimowych igrzysk w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo, emocje zrobiły swoje – i wyszły bardzo naturalnie, bez żadnego scenariusza.
Polscy chorążowie na ceremonii zamknięcia w Weronie
Podczas marszu reprezentacji chorążymi byli Władimir Semirunnij i Gabriela Topolska. Kamery wielokrotnie wracały do polskiej ekipy, bo na ujęciach działo się coś, co natychmiast wybiło się ponad standardowy olimpijski rytuał.
Najpierw flagę prowadziła Topolska, ale przy trzymaniu materiał zaczął się zwijać. I właśnie wtedy wkroczył Semirunnij.
Władimir Semirunnij przejął flagę i zrobił to „na oczach świata”
W pewnym momencie panczenista chwycił końcówkę flagi i zaczął poruszać nią dynamicznie tak, by polska flaga była w pełni widoczna – dla ludzi na trybunach i dla telewidzów.
Ten gest momentalnie nabrał symboliki, bo Semirunnij ma za sobą drogę, którą wielu kibiców śledzi z bliska. To 23-latek urodzony w Rosji, który polskie obywatelstwo otrzymał dopiero w sierpniu ubiegłego roku. Dlatego dla części widzów ta scena nie była tylko „technicznym ratowaniem flagi”, ale obrazem emocji i dumy z reprezentowania kraju.
Medale Polski na igrzyskach i rola Semirunnija w tym wyniku
Loading tweet...
— AgaNiedzialek (@AgaNiedzialek) February 23, 2026
Na tych zimowych igrzyskach Polska zdobyła cztery medale. Trzy trafiły do skoczków narciarskich, a czwarty wywalczył właśnie Władimir Semirunnij. W rywalizacji na 10 000 metrów zdobył tytuł wicemistrza olimpijskiego.
W tekście podkreślono też, że zawodnik został we Włoszech do samego końca igrzysk i wziął udział w ceremonii zamknięcia. W praktyce to detal, ale taki, który kibice zauważają – bo pokazuje, że to nie była przelotna obecność, tylko realne bycie częścią drużyny i całego olimpijskiego finału.
Scena, która zostaje w pamięci
W Weronie nie padły wielkie słowa. Nikt nie wygłosił manifestu. A mimo to obraz Semirunnija z polską flagą stał się jednym z tych momentów, które ludzie zapamiętują dłużej niż oficjalne formułki z ceremonii.
Czasem właśnie tak wygląda sport – w jednej sekundzie wszystko robi się bardzo proste, bardzo ludzkie i bardzo czytelne.
