Na lotnisku było widać emocje. Władimir Semirunnij, świeżo po zimowych igrzyskach olimpijskich, wrócił do Polski ze srebrnym medalem na 10 000 metrów i szybko dał do zrozumienia, że to dla niego dopiero początek. Nie chodzi tylko o sport. Panczenista, który pochodzi z Rosji, mówi o kolejnym kroku, który ma być jasnym sygnałem dla kibiców.
Powrót z igrzysk i temat, który wraca: czy „to” srebro cieszy tak samo?
Semirunnij leciał do Włoch jako jedna z największych polskich nadziei medalowych. Wraca jako wicemistrz olimpijski. A jednak, jak przyznał, docierały do niego opinie, że jego sukces „nie smakuje” części widzów tak, jak medal zawodnika urodzonego w Polsce.
Na Okęciu, w rozmowach z dziennikarzami, nie uciekł od tego wątku. Zamiast tłumaczeń było osobiste wyznanie i bardzo konkretna deklaracja.
„Mieszkam tutaj trzy lata, przez cały czas rozmawiam po polsku, myślę po polsku, w trakcie zawodów śpiewam polski hymn i chcę tutaj mieszkać do końca życia. Niedługo zrobię kolejny krok, by udowodnić, że jestem stuprocentowym Polakiem”.
„Zamierzam zmienić nazwisko”. Symboliczny gest po olimpijskim srebrze
Ten „kolejny krok” ma mieć formę urzędową. Semirunnij zapowiedział, że chce zaktualizować nazwisko, bo obecna pisownia jest dla wielu Polaków trudna, a do tego – jak sam ocenił – nie została najlepiej przełożona z cyrylicy.
Wprost powiedział, jak ma brzmieć nowa wersja.
„Będę nazywał się Władimir Semirunni”.
W tle jest jeszcze jedna ciekawostka: w materiałach PKOl pojawiała się wcześniej inna pisownia, a w mediach i wśród kibiców funkcjonowała ta, którą znamy dziś. Teraz sportowiec chce to uporządkować i, jak sugeruje, domknąć temat raz na zawsze.
Medal nie dla szuflady. Semirunnij myśli o miejscu, gdzie zobaczą go młodzi
To nie jedyna deklaracja, która wybrzmiała po powrocie. Semirunnij już wcześniej mówił, że nie chce zatrzymać srebra „dla siebie”. Chce pokazać medal bliskim, a później przekazać go do placówki publicznej.
Rozważał kilka opcji. Wskazywał m.in. muzeum sportu w Warszawie, ale z drugiej strony kusi go też Tomaszów Mazowiecki, żeby młodzi trenujący w tamtejszym ośrodku mogli zobaczyć dowód, że droga na olimpijskie podium jest realna.
Chorąży na oczach świata i świeży symbol kadry
W pamięci kibiców zostało jeszcze jedno: Semirunnij był chorążym podczas ceremonii zamknięcia igrzysk. Gesty, emocje, widoczna duma – to wszystko sprawiło, że jego obecność stała się czymś więcej niż sportowym epizodem.
Teraz, już po powrocie, panczenista wyraźnie daje sygnał: chce być kojarzony z Polską nie tylko przez medal, ale też przez wybory, które podejmuje poza lodem.
