Niecodzienne sceny podczas wieczornego programu informacyjnego Telewizji Republika. Danuta Holecka nie zdołała powstrzymać łez, gdy usłyszała słowa kierowane do niej przez uczestników demonstracji przed Trybunałem Konstytucyjnym. Prezenterka przerwała na chwilę prowadzenie programu i podziękowała zgromadzonym za okazane wsparcie. Później zdecydowała się opowiedzieć o policyjnej interwencji wobec jej męża. Przedstawiła szczegóły, które jej zdaniem nie zostały dotychczas właściwie wyjaśnione.
- Zobacz też: Szokujące, jak kibice potraktowali Tuska na stadionie. Wszystko tuż po awanturze w TK
- Sprawdź także: Niespodziewany zwrot ws. Trybunału Konstytucyjnego, Pałac Prezydencki wkroczył do akcji. Jest nagły ruch, Polskę obiegły kluczowe informacje
Danuta Holecka nie wytrzymała na antenie. Protestujący zaczęli skandować jej imię
W poniedziałek, 2 listopada, widzowie Telewizji Republika byli świadkami emocjonalnego wystąpienia jednej z najbardziej rozpoznawalnych dziennikarek stacji.
Podczas wieczornego wydania programu informacyjnego nawiązano połączenie z Edytą Lewandowską, która relacjonowała sytuację przed Trybunałem Konstytucyjnym. W Warszawie nadal trwały demonstracje związane z konfliktem o kierownictwo instytucji.
Reporterka znajdowała się wśród protestujących, kiedy część zgromadzonych zaczęła wykrzykiwać imię Danuty Holeckiej.
„Danusia, Danusia!” – skandowali uczestnicy demonstracji.
Po chwili okrzyki zmieniły się w zapewnienia o solidarności z prezenterką. Z tłumu rozległo się głośne „Jesteśmy z tobą!”.
Holecka wyraźnie się wzruszyła. Próbowała kontynuować program, jednak nie była w stanie ukryć łez.
Edyta Lewandowska zwróciła się wówczas bezpośrednio do koleżanki ze studia.
„Danusiu, to jest siła ludzi, siła wsparcia i siła miłości. Pamiętaj o tym” – powiedziała reporterka.
Prezenterka podziękowała za okazane jej wsparcie. Następnie poprosiła Lewandowską o przekazanie zgromadzonym osobistej wiadomości.
„Edyta, powiedz państwu, że ich kocham. Ciebie też. Dziękuję” – odpowiedziała wzruszona Holecka.
Po tych słowach uczestnicy demonstracji zaczęli bić brawo. Na ekranie Telewizji Republika pojawił się również czerwony pasek z napisem „Jesteśmy z tobą, Danusiu!”.
Słowa wsparcia nie były przypadkowe. Od niedzieli głośno było o zdarzeniu z udziałem męża dziennikarki, do którego doszło w pobliżu jednego z warszawskich cmentarzy.
Mąż Holeckiej został skuty kajdankami. Dziennikarka opowiedziała, co wydarzyło się przed cmentarzem
W niedzielę, 1 listopada, Danuta Holecka przyjechała wraz z mężem Krzysztofem Duninem-Holeckim na cmentarz przy ulicy Fosa w Warszawie. Małżeństwo chciało odwiedzić grób zmarłego syna.
W okolicy nekropolii obowiązywała czasowa organizacja ruchu związana ze Wszystkimi Świętymi. Podczas przejazdu doszło do policyjnej interwencji.
Według funkcjonariuszy kierowca wjechał na teren objęty zakazem ruchu, a następnie nie wykonywał poleceń i odmówił podania swoich danych osobowych.
Policjanci założyli mężczyźnie kajdanki i doprowadzili go do radiowozu. Podczas czynności zgłosił dolegliwości zdrowotne, dlatego na miejsce wezwano pogotowie ratunkowe.
Telewizja Republika pokazała fragment nagrania z interwencji. Dziennikarka kwestionowała na nim sposób potraktowania jej męża.
Podczas poniedziałkowego programu postanowiła jednak przedstawić bardziej szczegółową relację.
Holecka przekonywała, że samochód został pozostawiony w miejscu, z którego od dawna korzystają osoby odwiedzające cmentarz. Według jej słów parkowanie nie wymagało żadnego specjalnego zezwolenia.
„Parkują tam wszyscy, codziennie” – tłumaczyła.
Dziennikarka zaznaczyła, że od ponad dwóch lat regularnie odwiedza grób syna i wcześniej nie spotkała się z podobną sytuacją.
Następnie opisała rozmowę męża z policjantami. Jak twierdziła, kiedy okazało się, że doszło do naruszenia przepisów, proponowała zawrócenie samochodu.
Według jej relacji mąż poinformował funkcjonariusza, że nie ma przy sobie dokumentów. Chciał jednak udać się na cmentarz.
Holecka zarzuciła policjantowi, że próbował zmusić mężczyznę do ponownego wejścia do samochodu, a następnie zastosował wobec niego kajdanki.
Prezenterka przekonywała również, że podawała funkcjonariuszom dane osobowe swoje i męża, ale nie doprowadziło to do zakończenia czynności.
Na miejscu pojawił się także ich syn, który miał przy sobie dokumenty. Mimo tego, według dziennikarki, jej mąż nadal pozostawał skuty.
Pod koniec wypowiedzi Holecka ponownie zwróciła się do widzów.
„Nie mam powodów, żeby kłamać. Żadnych” – zapewniła.
Przeprosiła również za osobiste wyjaśnienia, podkreślając, że chciała przedstawić swoją wersję wydarzeń.
Policja nie zgadza się z relacją Holeckiej. Sprawa trafi do sądu
Stanowisko Danuty Holeckiej różni się od informacji przekazanych przez policję.
Komenda Stołeczna Policji wyjaśniła, że samochód, którym podróżowało małżeństwo, wjechał za znak B-1 oznaczający zakaz ruchu w obu kierunkach. Ograniczenie obowiązywało w związku ze zmianami organizacji ruchu na Wszystkich Świętych.
Według funkcjonariuszy podczas kontroli kierowca nie wykonywał wydawanych poleceń oraz nie chciał podać swoich danych osobowych.
Policja utrzymuje, że kajdanek użyto, aby zapobiec samowolnemu oddaleniu się mężczyzny podczas prowadzonych czynności.
Funkcjonariusze zapewnili również, że interwencja nie miała żadnego związku z działalnością zawodową Danuty Holeckiej ani z tożsamością osób podróżujących samochodem.
Podobne stanowisko przedstawiła Karolina Gałecka, rzeczniczka Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji.
„Prawo obowiązuje każdego, również rodzinę pracownika Telewizji Republika” – podkreśliła.
Przedstawicielka resortu zakwestionowała sugestie, że policja podjęła działania z powodów politycznych.
Pojawiły się także nowe informacje dotyczące dalszego przebiegu sprawy.
Jak ustaliła Wirtualna Polska, policjanci przygotowali wniosek o ukaranie Krzysztofa Dunina-Holeckiego. Dotyczy on dwóch zarzucanych wykroczeń: niezastosowania się do znaku drogowego oraz odmowy podania danych osobowych funkcjonariuszom.
Mężczyzna miał również nanieść własne uwagi do sporządzonego protokołu.
Ostateczna ocena odpowiedzialności za zarzucane wykroczenia będzie należała do sądu. Osobną kwestią pozostaje ocena sposobu przeprowadzenia interwencji.
Według informacji uzyskanych przez media policjanci uczestniczący w zdarzeniu nie byli wyposażeni w kamery nasobne. Nagranie wyemitowane przez Telewizję Republika nie dokumentuje natomiast całej sytuacji od początku.
Nie pozwala więc samodzielnie rozstrzygnąć sprzecznych relacji dotyczących zachowania funkcjonariuszy i męża dziennikarki.
Tymczasem poniedziałkowe wystąpienie Holeckiej pokazało, jak silne emocje wywołała w niej sytuacja przed cmentarzem. Prezenterka podziękowała za wsparcie, ale podtrzymała swoje zastrzeżenia dotyczące działań policji.
