W Budapeszcie padła deklaracja, na którą czekała cała węgierska scena polityczna. Viktor Orban ogłosił, że jest gotów walczyć o kolejną kadencję i nie zamierza schodzić z pierwszej linii. Zrobił to podczas 31. kongresu Fideszu, podkreślając, że w jego ocenie to moment, w którym Węgry mają wybierać „bezpieczeństwo”, a nie „ryzyko”.
- Czytaj też: Chwile po 10:00 wielka awantura w Polsat News. Szokujące co wypalił o Nawrockim, widzów zamurowało
Orban: „nie czas na eksperymenty” i jasny sygnał do własnego obozu
Orban odwołał się do argumentu, który od lat jest jednym z filarów jego polityki: stabilność ma być ważniejsza niż zmiana. Wystąpienie miało też czytelny przekaz do wyborców – premier mówił o doświadczeniu i „niezawodnych rządach”, sugerując, że w czasach napięć międzynarodowych Węgry nie powinny testować nowych rozwiązań ani nowych ludzi.
W jego narracji nadchodzące wybory to nie tylko kwestia programów, ale wybór kierunku. Orban podkreślał, że stawką ma być „wojna albo pokój”, a opozycję przedstawiał jako stronę, która – jego zdaniem – może wciągnąć kraj w „brukselską gospodarkę wojenną”.
Ostra retoryka wobec UE i temat, który wraca jak bumerang: migracja
W przemówieniu mocno wybrzmiała krytyka Unii Europejskiej. Orban postawił na tematy migracyjne i bezpieczeństwo, przekonując, że propozycje opozycji mogłyby otworzyć Węgry na większy napływ migrantów. W jego słowach pojawiły się też ostrzeżenia przed przemocą, konfliktem kulturowym oraz agresywnym antysemityzmem.
Najmocniej wybrzmiała jednak linia „buntu” wobec Brukseli. Orban nie ukrywał, że chce kontynuować dotychczasową politykę i traktuje wybory jako decyzję o tym, czy Węgry zostaną przy obecnym kursie.
„Jedną z kwestii, o które toczy się gra w nadchodzących wyborach, jest to, czy ugniemy się przed Brukselą i zamienimy Węgry w kraj imigracyjny, czy też będziemy kontynuować bunt i odpierać wszelkie brukselskie próby” – mówił Viktor Orban.
To zdanie w praktyce streszcza jego kampanijną strategię: postawić wyborcom prostą alternatywę i utrzymać emocje wokół bezpieczeństwa oraz suwerenności.
Fidesz szykuje listy. Ważna data: 20 lutego
Władze Fideszu zapowiedziały, że lista kandydatów ma zostać przedstawiona 20 lutego. To moment, który w kampanii może być kluczowy – nie tylko ze względu na nazwiska, ale też na sygnał, jak partia ustawi priorytety i twarze na ostatniej prostej przed wyborami.
Morawiecki gratuluje Orbanowi. Poparcie płynie też z innych krajów
Po wystąpieniu Orbana pojawiły się komentarze ze strony polityków zagranicznych. Wśród nich znalazł się były premier Polski Mateusz Morawiecki, który w swoim wpisie podkreślał rolę Węgier jako ważnego filaru bezpieczeństwa i rozwoju oraz akcentował hasło „powrotu Europy do normalności”.
Podobne sygnały poparcia – według opisu sytuacji – miały płynąć również od polityków z różnych państw Europy, w tym z Niemiec, Włoch i Czech, a także z szerzej rozumianej europejskiej prawicy. To pokazuje, że Orban nadal buduje swój wizerunek jako lidera rozpoznawalnego poza granicami Węgier, nawet jeśli w UE pozostaje postacią mocno spolaryzującą.
Wybory w kwietniu 2026. Orban dominuje od lat, ale sondaże mają nową historię
Wybory parlamentarne na Węgrzech są zaplanowane na kwiecień 2026 roku. Fidesz i Orban od lat dominują na scenie politycznej, ale sytuacja przed tym głosowaniem nie wygląda już tak komfortowo jak wcześniej.
W tekście zaznaczono, że większość niezależnych sondaży wskazuje na prowadzenie opozycyjnej partii TISZA. Różnica poparcia ma się jednak stopniowo zmniejszać. To ważny szczegół, bo dla obozu Orbana oznacza jedno: kampania musi być intensywna, a mobilizacja elektoratu – pełna.
Właśnie dlatego jego przemówienie brzmiało jak otwarcie kampanii „na serio”. Mniej było świętowania, więcej ostrzeżeń. Mniej „sukcesów”, więcej stawiania alternatywy: bezpieczeństwo kontra ryzyko.
Co to oznacza na najbliższe tygodnie
Po deklaracji Orbana można spodziewać się jednego: jeszcze mocniejszego skrętu w tematy, które Fidesz zna na pamięć i potrafi nimi grać. Migracja, spór z Brukselą, bezpieczeństwo, wojna i pokój – ten zestaw wraca w jego przekazie regularnie i wszystko wskazuje na to, że będzie fundamentem kampanii do kwietnia.
Z drugiej strony opozycja dostaje jasny komunikat: Orban nie odda pola bez walki. I nie ma zamiaru zmieniać języka, którym prowadzi politykę od lat.
