Popularny kompaktowy elektryk z 2018, sprowadzony z Norwegii, 78000 na zegarze, srebrny, wnętrze zadbane, gość na komisie pod Wrocławiem zapewniał że bateria trzyma dobrze i zasięg spokojnie na codzienne dojazdy. Cena 52000 złotych, a nowe auto elektryczne to minimum 150000 i to te najtańsze, więc kupujący się skusił, ale na szczęście zanim podpisał umowę zawiózł wóz do niezależnego serwisu, gdzie mechanik podłączył diagnostykę OBD i sprawdził tak zwany SOH, czyli state of health baterii. Wyszło 63 procent. W praktyce to znaczy, że bateria, która nowa dawała 270 kilometrów, teraz realnie ciągnęła może 140 do 150, latem, bez klimatyzacji, bez autostrady, bo jak włączysz ogrzewanie zimą to ten zasięg spada do stu i nagle auto, które miało być ekonomiczną alternatywą, staje się problemem za który zapłaciłeś ponad pięćdziesiąt tysięcy. Wymiana baterii w takim wozie to od 30000 do 50000 złotych w zależności od pojemności, czyli tyle co sam wóz albo więcej, i kupujący słusznie zrezygnował.
Polacy kupują coraz więcej używanych elektryków i ten ruch przyspiesza szybciej niż ktokolwiek przewidywał. W 2023 wjechało do Polski jakieś 3700 używanych aut elektrycznych, niby mało wobec ponad 700000 importu ogółem, ale w 2024 ta liczba się podwoiła, bo elektryki na rynku wtórnym tanieją w tempie, które nie ma odpowiednika w spalinówkach. Główne kierunki to Norwegia, Holandia i Niemcy. Norwegia, gdzie 97 procent nowych aut sprzedanych w 2025 to elektryki, generuje ogromną podaż używek, bo Norwegowie wymieniają auta co trzy cztery lata, ulgi podatkowe powoli się kończą, rząd zapowiedział likwidację zwolnień z VAT do 2027, no i nowsze modele mają baterie o większej pojemności, więc starsze lecą na eksport do krajów, gdzie ktoś szuka czegokolwiek za rozsądną cenę. Z Holandii w 2024 wyjechało ponad 6000 używanych elektryków, głównie auta po leasingach firmowych, dwu trzyletnie, z przebiegiem 80000 do 120000, i właśnie te wozy lądują na polskich komisach, gdzie 74 procent kupujących deklaruje że rozważyłoby elektryka gdyby cena nie była dużo wyższa niż spalinówki.
Tyle że przy spalinówce sprawdzasz silnik, skrzynię, zawieszenie, korozję, a przy elektryku jedynym elementem, który naprawdę decyduje o wartości wozu i o tym czy da się nim normalnie jeździć, jest bateria, i tu zaczyna się problem, bo bateria to nie jest coś co zobaczysz gołym okiem albo usłyszysz na postoju. Typowa bateria w elektryku traci jakieś dwa procent pojemności rocznie, więc po pięciu latach masz 90 procent tego co było na początku, po ośmiu jakieś 82, no ale to są średnie i w praktyce wiele zależy od tego jak auto było ładowane, bo szybkie ładowarki DC degradują baterię dużo mocniej niż wolne ładowanie w domu, i auto które przez trzy lata jeździło z firmową kartą po szybkarkach przy autostradzie będzie miało zupełnie inną baterię niż to samo auto ładowane w garażu przez prywatnego właściciela. Badanie firmy Geotab na ponad 22000 aut elektrycznych pokazało, że auta po 200000 kilometrów mają średnio 85 procent pojemności baterii, co brzmi nieźle, tyle że rozrzut jest od 70 do 95 i kupujący nie wie na który koniec tego zakresu trafi dopóki nie sprawdzi. Elektryk, który stał w norweskim garażu i ładował się wolno w domu przez pięć lat, może mieć 88 procent SOH, a identyczny wóz z Holandii, który przez dwa lata jeździł jako firmówka i ładował się wyłącznie na szybkarkach po autostradach, może mieć 72, i gołym okiem tych dwóch aut nie odróżnisz. Gadałem z analitykiem z carVertical, gość pracuje z danymi z ponad 900 źródeł, no i mówi mi wprost że SOH to jest ten parametr, którego nikt w Polsce nie sprawdza, a który powinien być pierwszym pytaniem przy zakupie używanego elektryka.

I tu jest sedno, bo w odróżnieniu od przebiegu, który przynajmniej w teorii da się zweryfikować przez historię z bazy albo raport z carVertical, stan baterii nie figuruje w żadnej publicznej bazie danych, producenci trzymają algorytmy obliczania SOH jako tajemnicę handlową, nie ma jednego standardu pomiaru, każdy liczy inaczej, a niektórzy potrafią trzymać wskaźnik na 100 procentach przez pierwsze dwa lata nawet jak realna pojemność już spada, bo używają buforów, które maskują wczesną degradację. Istnieje Aviloo, austriacka firma z certyfikatem TÜV, niezależna diagnostyka baterii przez port OBD, test trwa jakieś trzydzieści minut i daje obiektywny wynik niezależny od producenta, ale w Polsce mało kto o tym słyszał i serwisów, które to robią, jest może kilkanaście w całym kraju. Na komisach tego nie ma. Sprzedawca powie ci że bateria trzyma, że auto się wolno ładowało, że zasięg jest ok, a ty nie masz jak tego zweryfikować, bo wskaźnik na desce pokazuje procent naładowania a nie procent zdrowia baterii, i to jest kompletnie co innego, mniej więcej jak różnica między tym ile paliwa masz w baku a ile kilometrów ten bak realnie wyciągnie.
Analityk powiedział mi że ukrywanie stanu baterii to tak naprawdę następna cofka, bo schemat jest identyczny. Przy cofce ktoś zmienia cyfrę na zegarze żebyś myślał, że auto przejechało mniej, przy baterii sprzedawca po prostu nie podaje SOH i liczy na to, że kupujący nie zapyta albo nie będzie wiedział jak to sprawdzić. Różnica jest taka, że cofkę w końcu wychwyci kontrola albo raport z bazy danych, a SOH nie ma gdzie zweryfikować jeśli producent nie udostępnia danych, i w praktyce sprzedawca może ci legalnie sprzedać auto z baterią na 60 procent nie wspominając o tym ani słowem, bo żaden przepis go do tego nie zmusza. Wymiana baterii w używanym elektryku kosztuje od 30000 do 65000 złotych zależnie od pojemności, a sam wóz na komisie idzie za 40000 do 80000, więc bateria może być warta więcej niż reszta auta, no i to jest informacja, którą powinien dostać każdy kupujący zanim cokolwiek podpisze.
Rynek rośnie, w 2025 rejestracje nowych elektryków w Polsce wzrosły o ponad sto procent rok do roku, program NaszEauto napędza zainteresowanie, za dwa trzy lata te wozy masowo trafią na rynek wtórny, do tego dojdzie stały import z Norwegii i Holandii, a systemu weryfikacji baterii jak nie było tak nie ma. Dopóki ktoś nie wprowadzi obowiązkowego certyfikatu SOH przy sprzedaży używanego elektryka, kupujesz w ciemno, no i na razie nic nie wskazuje na to żeby się to miało zmienić w najbliższym czasie.
