W Chełmie wszystko wyglądało jak co roku. Scena w centrum, ludzie krążący między stoiskami, wolontariusze z serduszkami i puszkami. Dzieci też były na swoim miejscu, jakby ten dzień miał jeden, prosty sens: zbierać, uśmiechać się, pomagać. A potem, w jednej chwili, atmosfera zrobiła się ciężka. I to nie przez pogodę.
34. Finał WOŚP w Chełmie. Zbiórka pieniędzy w centrum miasta
34 Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy odbywał się w całej Polsce pod hasłem „Zdrowe brzuszki naszych dzieci”. Zbiórka miała wspierać diagnostykę i leczenie chorób przewodu pokarmowego u najmłodszych.
- Polecamy również: Tragedia w środku nocy. Zatonął prom pasażerski. Na pokładzie 300 osób. Mnóstwo ofiar
W Chełmie finał zorganizowano w centrum miasta, przy placu dra E. Łuczkowskiego. W tle trwały wydarzenia sceniczne, a wolontariusze zbierali datki w różnych punktach miasta. Wśród nich były także dzieci i nastolatki.
Wolontariusze WOŚP zbierali datki przy kościele. Relacja matki 10-latki
Około godziny 13.00 grupa małoletnich wolontariuszy zatrzymała się w pobliżu kościoła pw. Rozesłania Świętych Apostołów, niedaleko finałowej sceny. Dzieci czekały na wiernych wychodzących z mszy.
Matka jednej z wolontariuszek, 10-letniej dziewczynki, relacjonowała, że początkowo nic nie zapowiadało problemów. Ludzie mieli wrzucać pieniądze do puszek, a niektórzy prosili też o naklejki.
– Ludzie wychodzili po mszy świętej i wrzucali pieniądze do puszki. Upominali się nawet o naklejki
Kobieta podkreślała, że jej córka kwestuje na rzecz WOŚP już trzeci rok.
Proboszcz przegonił dzieci z puszkami. Reakcja szefa chełmskiego sztabu WOŚP
Według relacji matki wszystko zmieniło się w momencie, gdy z kościoła wyszedł proboszcz. Kobieta twierdzi, że duchowny miał zacząć wyganiać wolontariuszy sprzed świątyni, a sposób, w jaki to zrobił, dzieci odebrały jako agresywny.
– Wraz z ostatnimi wiernymi z kościoła wyszedł proboszcz parafii i zaczął wyganiać wolontariuszy
W opisie sytuacji pojawiają się także słowa, które, według kobiety, padły w stronę wolontariuszy. Miały dotyczyć zarzutu, że dzieci i młodzież „nie szanują katolików”. Matka mówiła, że dla najmłodszych było to bardzo stresujące, a reakcja grupy była natychmiastowa.
– Byłam w ciężkim szoku. Nastolatki stanęły jak wryte, a dzieci pouciekały. Nikt się nie spodziewał takiej reakcji
Kobieta twierdzi też, że duchowny miał straszyć młodych wolontariuszy konsekwencjami, mówić o kamerach i monitoringu oraz zapowiadać zgłoszenie sprawy.
Głos zabrał również Grzegorz Gorczyca, szef sztabu nr 600 WOŚP w Chełmie. Przyznał, że słyszał o zdarzeniu i że jest mu z tego powodu przykro, zwłaszcza jeśli takie słowa padają w kierunku dzieci i młodzieży.
– Słyszałem o tym. Jest mi strasznie przykro z tego powodu – tym bardziej, jeżeli ksiądz rzuca takie słowa do dzieci i młodzieży
Dodał też, że w jego ocenie postawa duchownych powinna iść w stronę wspierania młodych w działaniach charytatywnych, a nie ich podważania.
– Dla mnie to kompletnie niezrozumiałe
Według przekazanych informacji redakcja próbowała skontaktować się z proboszczem, ale duchowny nie odebrał telefonu.
