Doda nie miała litości dla Tuska po tym co stało się w schronisku w Sobolewie. Padły mocne słowa
(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Zaraz po tym jak decyzja zapadła, a w sieci na chwilę pojawiło się poczucie, że sprawa jest domknięta. Tyle że ta ulga trwała krótko. W Sobolewie – według relacji – napięcie nie opadło, tylko weszło na nowy poziom. Właśnie wtedy Doda, od dawna zaangażowana w ochronę zwierząt, publicznie zakwestionowała to, co wydarzyło się już „po decyzji”.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Doda walczy o prawa zwierząt i nie odpuszcza, gdy robi się niewygodnie

W materiale podkreślono, że Doda od lat zajmuje w show-biznesie pozycję osobną, ale coraz wyraźniej przesuwa akcenty ze scenicznej prowokacji na sprawy społeczne. Wśród nich szczególne miejsce ma ochrona praw zwierząt.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Z opisu wynika, że wokalistka regularnie wykorzystuje swoje zasięgi w mediach społecznościowych do nagłaśniania interwencji, wspierania schronisk i wyciągania na światło dzienne przypadków zaniedbań. Jej profile mają pełnić rolę nie tylko autopromocyjną, ale też interwencyjną – pojawiają się tam relacje z miejsc wymagających pomocy, apele wolontariuszy i komentarze, w których nie brakuje emocji.

W tekście zaznaczono również, że jej zaangażowanie nie kończy się na słowach. Doda ma wspierać inicjatywy pomocowe finansowo, uczestniczyć w interwencjach i pojawiać się tam, gdzie – jej zdaniem – obecność osoby znanej może przełożyć się na większą presję społeczną.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Sobolew i dokumenty, które miały postawić sprawę w nowym świetle

W materiale opisano, że Doda – działając z prawniczką i zespołem współpracowników – dotarła do dokumentów i informacji, które w jej ocenie rodzą pytania o funkcjonowanie schroniska w gminie Sobolew. Z ustaleń ma wynikać, że wójt gminy wydzierżawił dyrektorowi placówki teren za 500 zł.

To właśnie ta kwota stała się impulsem do publicznego podważenia transparentności decyzji. W opisie pojawia się sugestia Dody o możliwym „lokalnym układzie”, który miałby sprzyjać utrzymywaniu status quo mimo narastających kontrowersji.

Wójt Sobolewa odpowiada: „ręce związane” i domniemanie niewinności

Na zarzuty Dody odpowiedział – według tekstu – wójt Sobolewa Maciej Błachnio, przedstawiając w rozmowie z reporterem „Faktu” własną wersję i zakres kompetencji gminy. Podkreślił, że schronisko ma charakter prywatny, a właściciel ustala zasady funkcjonowania.

Schronisko jest własnością prywatną, a pan Marian ma swoje zasady co do wejścia. Ziemię dzierżawi mu Gmina Sobolew. To jest dawne wysypisko śmieci, a umowa kończy się w kwietniu tego roku. Jeśli chodzi o oskarżenia, to należy je udowodnić. Toczy się postępowanie. Pan Marian jest osobą niewinną, a póki jest osobą niewinną, ja jako wójt nie widzę podstaw, żeby mu tą umowę wypowiedzieć. Proces jest długi i ciągnie się już chyba ósmy rok, w dalszym ciągu nie ma wyroku. A to, czy zarzuty są podstawne czy bezpodstawne, to nie mi to oceniać. Od tego jest prokurator i sędzia. Poczekamy na werdykt sądu. Jako wójt tak naprawdę oprócz tej umowy dzierżawy mam ręce związane, ponieważ pan Marian podlega pod instytucje państwowe, tj. lekarz weterynarii, powiatowy, wojewódzki i tak dalej. I jeżeli z protokołów tych instytucji, które kontrolują, nie wynika to, co mu się zarzuca, to tak naprawdę nie ma podstaw, żeby mu tej działalności zabronić. Uważam, że jako gmina Sobolew swoje obowiązki względem tego schroniska wykonujemy odpowiednio.

W materiale wybrzmiewa więc napięcie między formalnym podejściem opartym o procedury i instytucje kontrolne a presją społeczną i emocjami osób zaangażowanych w sprawę.

Doda po wizycie w schronisku: „nie widziałam chudych”, ale „ostra ręka” i strach

W tekście opisano też relację Dody z wizyty w schronisku. Jej słowa – choć nie wskazują na jednoznaczne zaniedbania fizyczne zwierząt – rysują obraz miejsca, które według niej budzi głęboki niepokój. Artystka mówiła o napięciu, strachu u psów i restrykcyjnym podejściu do adopcji.

Chciałam wziąć trzy psy, nie pozwolił mi. Jakieś absurdalne preteksty. Powiedział, żebym przyjechała w poniedziałek. (…) Psy są bardzo agresywne. To nie są psy tak jak w schroniskach, że możesz podejść, ubrać je, że człowieka lubią i człowiek chce dobrze. Większość z tych psów… Jak on na nich huknie, to widać, że te psy się od razu wycofują. No tam jest ostra ręka. (…) Powiedział mi, że mogę zaadoptować tego, tego i tego, i żadnego innego. (…) Nie ma tam chudych psów, budy są słabe, nie wyglądają na ocieplone, ale widziałam gorsze. Nie widziałam żadnych chudych, poranionych psów, tylko bardzo zlęknione i agresywne. (…) Przyznam, że jestem w szoku, bo w życiu nie byłam w schronisku, w którym słyszałam: bierze pani czy nie bierze?! Taka była rozmowa – tak albo nie, koniec – mówiła cytowana przez “Fakt”.

Ta relacja stała się – według opisu – jednym z mocniejszych elementów debaty, bo zderza formalne argumenty o procedurach z osobistym doświadczeniem osoby publicznej.

„Powiatowy Lekarz Weterynarii zamknął dziś to schronisko”. Decyzja i natychmiastowa reakcja Dody

W materiale wskazano, że w sobotę pod bramą schroniska w Sobolewie zgromadzili się protestujący, domagając się reakcji instytucji państwowych. Tego samego dnia Donald Tusk poinformował o decyzji służb weterynaryjnych.

„Powiatowy Lekarz Weterynarii zamknął dziś to schronisko. Nie będzie taryfy ulgowej dla tych, którzy skazują zwierzęta na cierpienie” – przekazał premier.

Doda udostępniła ten wpis i dopisała krótki, emocjonalny komentarz:

„Sobolew zamknięty! Zrobiliśmy to!” – napisała artystka.

W tekście zaznaczono też, że pod postem premiera pojawiło się wiele komentarzy ze strony osób znanych, które popierały decyzję, widząc w niej efekt presji społecznej.

Doda ostro o Tusku: „kwit jest, a co dalej?”

Po ogłoszeniu zamknięcia schroniska emocje – według materiału – nie opadły. Doda miała bardzo ostro skomentować działania państwa już po formalnej decyzji o wstrzymaniu działalności placówki. W jej wypowiedziach wybrzmiały frustracja i poczucie chaosu.

„Jak to jest, że premier wystawia kwit, że schronisko jest zamknięte, a Marian nie ma prawa już nic robić ze zwierzętami. I co dalej? Co dalej się dzieje? Ludzie tam stoją, nie mogą tam wejść, on nie może prowadzić schroniska, psy stoją w takim samym g****e, jak stały. Nikt nie jest wysłany od góry – ważny, ważniejszy, z ramienia premiera.”

Jej zarzut dotyczył tego, że komunikat o zamknięciu nie rozwiązuje natychmiast kluczowej kwestii, czyli losu zwierząt i realnego nadzoru nad tym, co dzieje się na miejscu.

„Nie ma procedur?”. W tle pretensje do wójta i obraz instytucjonalnego chaosu

Doda miała podkreślać, że decyzja administracyjna bez działań wykonawczych prowadzi do absurdu. Wprost pytała, kto ma nadzorować obiekt i kto ma podejmować decyzje w praktyce.

„Nie ma nikogo. Żadnej decyzji. Zgodnie z prawem, skoro schronisko jest zamknięte, to powinny być wysłane jakieś ważne osoby, które po pierwsze tym obiektem będą nadzorować, a po drugie jakieś dadzą decyzje. Nie rozumiem – tłum ma się wdzierać do schroniska, które zostało zamknięte? Fundacje mają rozcinać kłódki i wjeżdżać do schroniska, które i tak i tak ma zdać te psy?”

W kolejnych słowach ostro uderzyła także w wątek lokalny, oburzając się, że – mimo zamknięcia – to wójt miał stawiać warunki dotyczące tego, kto i na jakich zasadach może pomóc.

„Wójt se przychodzi, jak król i rozdaje warunki na prawo i lewo, kto i pod jakim warunkiem może te psy wziąć. Takie rzeczy dzieją się tylko w Polsce. (…) Jak to się może dziać, że osoba, która dopuściła do tej sytuacji, stawia warunki? Dlaczego nie ma procedur? Chcę wiedzieć, jak ma to wyglądać w przyszłości, przy innych schroniskach. (…) Czy to jest taki bajzel zawsze?”

W materiale postawiono tezę, że zamknięcie schroniska nie zakończyło sporu, tylko otworzyło kolejny etap – pytania o odpowiedzialność państwa, brak mechanizmów kryzysowych i realne zabezpieczenie dobrostanu zwierząt.