Do finału WOŚP zostało już tylko kilkadziesiąt dni i jak zawsze w tym czasie robi się głośniej – w sieci, w telewizji, w rozmowach między znajomymi. Jedni odliczają z ekscytacją, inni przewracają oczami, bo znów zaczyna się coroczna dyskusja „za” i „przeciw”. Na tym tle pojawiają się też gesty, które potrafią przykryć cały szum jednym prostym ruchem. Tym razem taki ruch zrobiła Katarzyna Dowbor. I nie chodzi o kolejny podpis na plakacie, tylko o zaproszenie, które brzmi jak coś bardzo prywatnego, prawie „nie-celebryckiego”.
- Czytaj też: Do finału została chwila, a tu takie wieści. Owsiak nagle pilnie przekazał – poruszenie w całej Polsce
Finał WOŚP 25 stycznia, a emocje rosną szybciej niż zwykle
Tegoroczny finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy odbędzie się 25 stycznia. Wraz z datą wróciło też wszystko, co znamy z poprzednich lat: zbiórki, aukcje, sztaby, wolontariusze i to charakterystyczne poczucie, że w jeden dzień dzieje się w Polsce coś wspólnego, niezależnie od tego, kto na co dzień stoi po której stronie sporu. W tle są również słowa Jerzego Owsiaka o zmianach w sposobie działania fundacji – zapowiedział, że chce mocniej „usunąć się w cień”, bo zespół ma się uniezależniać, a on sam mówi wprost, że czuje moment podsumowania. To ważny kontekst, bo pokazuje, że WOŚP wchodzi w nowy etap, ale finały nadal mają mieć swoją energię i charakter.
Owsiak mówi o zmianach, a gwiazdy jak zwykle dorzucają swoje aukcje
Kiedy zbliża się finał, licytacje zaczynają żyć własnym życiem. To już trochę tradycja: jedni wystawiają rzeczy, inni doświadczenia, jeszcze inni obietnice, które brzmią tak nieprawdopodobnie, że właśnie dlatego ludzie je kochają. W poprzednich latach internet długo żył między innymi akcją Macieja Musiała, który obiecał zwycięzcy konkret – po prostu sprzątanie mieszkania, bez nadęcia i bez „pozowania na dobroczynność”. Były też licytacje z półki luksusowej, jak wyjazd na wydarzenie czy spotkanie, które w normalnych warunkach jest poza zasięgiem przeciętnej osoby. To wszystko buduje atmosferę finału, ale też sprawia, że naprawdę trudno czymś zaskoczyć.
I wtedy wchodzi Katarzyna Dowbor – i robi to po swojemu.
Katarzyna Dowbor zaprasza do swojej rezydencji. „Odwiedzicie mnie w domu i poznacie mój zwierzyniec”
Dowbor nie zaproponowała kolejnego lunchu w restauracji ani zdjęcia z planu programu. Poszła w stronę, która dla znanych osób bywa najtrudniejsza: wpuścić kogoś do swojego świata. Wystawiła na aukcję zaproszenie do swojego domu, a do tego dorzuciła obietnicę, że zwycięzca pozna jej „zwierzyniec” – czyli tę część życia, którą wiele gwiazd pokazuje tylko urywkami, jeśli w ogóle.
W jej komunikacie nie było sztucznego patosu, raczej proste „chodźcie, zróbmy coś dobrego, a przy okazji będzie fajnie”. Dokładnie w tym stylu:
„Kochani, jeśli chcecie zrobić dobry uczynek to zapraszam Was do mojego domu. Ale najpierw trzeba to zaproszenie wylicytować. Cel jest przepiękny i słuszny, bo to licytacja na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Odwiedzicie mnie w moim domu i poznacie mój zwierzyniec. Będzie się działo! Serdecznie zapraszam!”
I tu chyba jest sedno całej historii: w świecie, w którym gwiazdy bardzo pilnują granic, taka propozycja brzmi jak coś, czego wiele osób się nie spodziewa. Bo to już nie jest „spotkajmy się gdzieś w miejscu publicznym”, tylko zaproszenie, które ma w sobie normalność i odrobinę ryzyka – a przez to wydaje się bardziej szczere.
Dlaczego ta aukcja może narobić szumu
Licytacje WOŚP często wygrywają te rzeczy, które dają emocję i historię do opowiadania dalej. A tu historia jest gotowa: nie tylko spotkanie z Katarzyną Dowbor, ale też wejście do przestrzeni, której zwykle się nie ogląda. Do tego dochodzi motyw zwierząt, który działa na ludzi natychmiast – bo zwierzyniec, dom, prywatne miejsce, to są słowa, które brzmią jak obietnica czegoś ciepłego i prawdziwego, a nie jak event pod zdjęcia.
Czy „nawet Owsiak się nie spodziewał”? Tego nikt nie udowodni, ale łatwo zrozumieć, dlaczego ta aukcja wywołuje takie reakcje. Właśnie dlatego, że jest nietypowa. I że w gruncie rzeczy nie krzyczy: „patrzcie na mnie”, tylko mówi: „chodźcie, zróbmy razem coś dobrego”.
