Tegoroczna Wielkanoc będzie dla Marcina Millera zupełnie inna niż wszystkie poprzednie. Lider zespołu Boys, kojarzony od lat z energią, sceną i tanecznymi przebojami, tym razem mówi o świętach w dużo bardziej osobistym tonie. W jego domu to będzie czas wspomnień, ciszy i trudnych emocji.
- Zobacz również: Maryla Rodowicz pilnie ogłosiła. TVN właśnie to potwierdził
Marcin Miller mówi wprost o stracie mamy
Choć Marcin Miller od lat pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiego disco polo, tym razem nie chodzi o koncerty ani nowe występy. Artysta ujawnił, że niedawno zmarła jego mama.
„Mamy już nie ma, ale nikt o tym nie wiedział. Nie wysprzęglałem się z tego, bo mama zmarła mi, powiedzmy, na moich ramionach. Trochę tamto przeżyłem, ale życie toczyło się dalej”
To właśnie ta strata sprawia, że tegoroczne święta będą dla niego pierwszymi tak trudnymi. Jak przyznał, przez lata rodzinne spotkania wielkanocne miały swój stały rytm i zawsze prowadziły do jednego miejsca.
„Wszystkie święta były spędzane u mamy. Wszystkie dania, które robiła, były najlepsze. Teraz trochę święta się zmieniły, trochę dużo się zmieniło w naszym domu”
W tych słowach jest więcej niż zwykłe wspomnienie. To obraz domu, który nagle przestał wyglądać tak samo.
Między planem programu a domem pełnym wspomnień
W tym roku Marcin Miller będzie musiał pogodzić świąteczny czas z pracą. Artysta bierze udział w nagraniach do jesiennej edycji programu „Twoja Twarz Brzmi Znajomo”, dlatego nie wyklucza, że Wielkanoc spędzi częściowo na planie, a częściowo w domu.
„Albo tutaj na planie, albo trochę w domu. Może być też tak, że połączymy. Od razu z planu pojadę do domu podzielić się jajeczkiem i przyjadę znowu na plan”
To pokazuje, jak bardzo jego codzienność została rozpięta między obowiązkami zawodowymi a prywatnym przeżywaniem żałoby. Z jednej strony kamera, światła i plan zdjęciowy. Z drugiej dom, w którym wszystko przypomina o nieobecności najbliższej osoby.
Za scenicznym uśmiechem kryją się prawdziwe emocje
Lider zespołu Boys przyznał też, że w ostatnich tygodniach życia mamy próbował łączyć opiekę nad nią z zawodowymi zobowiązaniami. To był czas, w którym musiał funkcjonować na dwóch zupełnie różnych poziomach.
„Jeździłem, wiesz, na różne programy i potem musiałem wracać do mieszkania i pomagałem mamie”
Takie wyznania pokazują Marcina Millera z innej strony. Nie jako estradową gwiazdę, ale jako syna, który próbował być blisko do samego końca. I właśnie dlatego ta Wielkanoc nie będzie dla niego zwykłym świątecznym przystankiem, ale momentem oswajania nowej rzeczywistości.
To również przypomnienie, że nawet za najbardziej rozpoznawalnymi twarzami show-biznesu stoją zwyczajne, bolesne doświadczenia. A święta, które dla wielu kojarzą się z radością i spotkaniem, czasem stają się przede wszystkim próbą przejścia przez pustkę po kimś ważnym.
