Ostatnie spotkanie z Bożeną Dykiel przed śmiercią. Jej słowa poruszają do głębi
(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

W lipcu, w upalnej Łodzi, Bożena Dykiel była w swoim żywiole. Wzruszona, szczęśliwa, otoczona ludźmi, którzy przyszli po wspomnienia, anegdoty i jej niepodrabialną energię. Dziś te słowa brzmią jak pożegnanie, którego nikt wtedy nie planował.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Łódź, Piotrkowska i dłoń, którą odsłaniała przed ludźmi

Prowadzący spotkanie wspomina, że to wydarzenie mogło być ostatnim publicznym spotkaniem z aktorką. Najpierw Piotrkowska i symboliczny gest odsłonięcia dłoni, potem rozmowa w EC1, później obiad na jej cześć. A wokół – komentarze, wdzięczność, fale ciepła w sieci.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

To był dzień, w którym wszystko grało: miasto, publiczność, wspomnienia i Bożena Dykiel, która potrafiła mówić o wielkich rzeczach tak, jakby opowiadała o codzienności przy stole.

„Najważniejsze, żeby rodzina była zdrowa i odżywiona”

W centrum tamtego spotkania nie było jednak ani serialowych wątków, ani wielkich nagród. Była ona – Bożena prywatna, z prostym credo, które powtarzała bez pozy.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

„Wszystko jest ważne, i role, i splendory, i Wajda, i inni, ale dla mnie najważniejsze jest to, żeby rodzina była zdrowa i odżywiona, żeby zrobić dobre jedzonko mężowi i urobić się po pachy w ogrodzie. To jest moje credo. Żeby wszystko ze wszystkim połączyć. Da się? Mnie się udało”.

To zdanie zostało w ludziach, bo było do niej podobne: konkretne, ciepłe, bez udawania.

„Moje miasto, moje ukochane miasto”. Powrót do Łodzi, która ją ukształtowała

Łódź uruchamiała w niej pamięć – tę aktorską i tę towarzyską. Wracała do ulic, planów, mieszkań, emocji sprzed lat. Mówiła o mieście jak o kimś bliskim, kogo dawno się nie widziało.

„Moje miasto, moje ukochane miasto. Połowa mojej aktorskiej młodości, to była Łódź. Tutaj się kręciło non stop, tutaj miałam wynajęte mieszkanie. Wędrując dzisiaj uliczkami, nieustannie się wzruszałam. Każda ulica przypominała mi tę młodość moją. Towarzyską również”.

Wajda, „Ziemia obiecana” i brawura, którą widać na ekranie

Gdy wracała do pracy z Adamem Wajdą, mówiła o niej jak o czasie wielkiego napięcia i wielkiej radości. Bez patosu, ale z wyraźnym szacunkiem.

„Był szczęśliwy, kiedy to kręcił. Naprawdę szczęśliwy. I ja, i my wszyscy, mieliśmy poczucie, że robimy naprawdę coś wielkiego. (…) Andrzej był w natarciu, pokazywał nam materiały, namawiał do dzikości, przełamywania oporów. Szliśmy w to z pasją. Dla Wajdy przede wszystkim. Bo potrafił nas zaczarować”.

W tych słowach jest cała prawda o jej aktorstwie: odwaga, temperament, brak półśrodków.

Hanuszkiewicz: „więcej słuchał niż mówił”

O Adamie Hanuszkiewiczu mówiła jak o kimś, kto ją ukształtował. Wspominała jego klasę, uważność i to, że był rzadkim typem reżysera – takim, który potrafił słuchać aktorów.

„On mnie aktorsko stworzył. (…) Wspominam unikalną otwartość Hanuszkiewicza na pomysły aktorów. To nie jest częste. Słuchał, potrafił słuchać i był ciekawy, co mamy do powiedzenia. (…) Hanuszkiewicz więcej słuchał niż mówił”.

To jedno z tych zdań, które pasują i do teatru, i do życia.

„Wystarczy już aktorstwa”. Gorzka diagnoza świata i spokojne domknięcie

W Łodzi padły też słowa z innego rejestru – bardziej osobiste, mocniejsze. Powiedziała wprost, że nie chce umierać na scenie, że ma dość, że zamyka sprawy zawodowe. I że najważniejsze jest życie, nie legenda.

„Uznałam niedawno, że wystarczy. Wystarczy już aktorstwa, już się nagrałam, napracowałam. Zamknęłam ostatnie sprawy zawodowe. (…) Świat się zrobił brzydki, brzydnie w oczach, a w oczach jest wszystko. A ja mam swój ogród, wnuki”.

I jeszcze ten detal, tak jej bliski – zwyczajny, a jednocześnie ogromnie wymowny:

„…żeby rosół był przyrządzony z kilku mięs, a ciasto na pierożki cieniutkie, to też jest ważne. I żeby nam smakowało”.

„Nie spodziewałam się”. Wiadomość, którą odesłała po komentarzach

Po spotkaniu prowadzący opisał ten dzień w mediach społecznościowych. Komentarzy było mnóstwo, ludzie pisali o tym, jak bardzo ją kochają. Te słowa do niej dotarły – i wróciły krótką, prostą odpowiedzią.

„Kochany Łukaszu, dzięki za tyle miłości i szczęścia! Nie spodziewałam się! To mnie zachwyciło”.

W tej odpowiedzi jest cała Bożena Dykiel: bez pozy, bez dystansu, z sercem na wierzchu.

Kariera, która dawała zaszczyt nagrodom, nie odwrotnie

W laudacji padło zdanie, które zostaje w głowie: że to ona przysparzała zaszczytu nagrodzie, a nie nagroda jej. I trudno z tym dyskutować, gdy widzi się listę ról i nazwisk reżyserów, z którymi pracowała. Film, teatr, Teatr Telewizji, seriale – dziesiątki kreacji, które zostaną.

A jednak, gdy w Łodzi mówiła o sobie, wracała do tego samego: do domu, ogrodu, rodziny, jedzenia, zwyczajności. Jakby chciała przypomnieć, że nawet największe role nie smakują dobrze, jeśli życie prywatne nie ma w sobie ciepła.