Informacja o śmierci Bożeny Dykiel dotarła w piątkowy poranek i natychmiast poruszyła środowisko artystyczne. Uwielbiana aktorka zmarła w wieku 77 lat. Przez miesiące była nieobecna na planie „Na Wspólnej”, a jej serialowa Maria Zięba została „wysłana” do Hiszpanii, bo – jak mówiło się w branży – zdrowie nie pozwalało już na regularną pracę.
Jeszcze dzień wcześniej wrócił temat jej nieobecności i problemów scenarzystów z kontynuowaniem wątku postaci. Nikt nie spodziewał się, że następnego dnia pojawi się wiadomość o jej odejściu.
Dykiel nie było na planie od dawna. Plotki o powrocie ucichły
Widzowie od dłuższego czasu widzieli, że Maria Zięba zniknęła z ekranu. Z czasem zaczęły pojawiać się informacje, że powrót może być trudny albo wręcz niemożliwy. Przebijały też doniesienia o problemach zdrowotnych aktorki – wspominano, że zdarzało jej się słabnąć na planie.
- Zobacz także: Bożena Dykiel przed śmiercią wyznała. Tak chciała umrzeć
Wielu liczyło jednak, że odpoczynek pomoże. W praktyce – jak pokazują ostatnie wydarzenia – stało się inaczej.
Tomasz Stockinger przerwał milczenie na antenie TVN24
Na antenie TVN24 Tomasz Stockinger, który znał Bożenę Dykiel również prywatnie, mówił o niej z wyraźnym poruszeniem. Zwrócił uwagę na coś, co dla wielu widzów było bardzo charakterystyczne: Dykiel przez lata pokazywała, że można mieć w sobie energię, dbać o formę i „iść do przodu”, niezależnie od wieku.
„Pokazywała z pięknym rezultatem wszystkim, jak można o siebie dbać, jak można w późniejszym wieku pięknie się prezentować, mieć znakomitą figurę, dobry humor, dobre samopoczucie, żeby było ciągle do przodu. I ona była takim wzorem. Dlatego ta wiadomość, która do mnie dociera dzisiaj, jest w ogóle w takiej sprzeczności z tym, co nam Bożena pokazywała przez tyle lat” – powiedział Tomasz Stockinger.
W tych słowach nie było patosu. Raczej niedowierzanie, że ktoś, kto sprawiał wrażenie tak silnego i „nie do ruszenia”, odszedł nagle.
„Wiedziałem więcej”. Stockinger przyznał, że docierały do niego wcześniejsze sygnały
Aktor ujawnił też, że do niego informacje o pogarszającym się samopoczuciu Bożeny Dykiel docierały już wcześniej. Mimo to – jak podkreślił – tempo wydarzeń było dla niego szokiem.
„Na pewno Bożena byłaby jedną z ostatnich osób, z którymi spodziewałbym się żegnać tego wczesnego poranka dzisiejszego” – wyjawił.
Później mówił już wprost, że nie potrafi tego poukładać w głowie.
„Nie rozumiem tego, jak osoba, która przecież tak pięknie się prezentowała przez ostatnie lata właśnie jako wzór, taka pani w starszym wieku, ale ciągle jeszcze dziewczyna… Nie rozumiem tego, jak to się stało” – dodał zdruzgotany.
Na koniec wrócił do tego, co wielu wspomina o Dykiel od razu: temperament, energia, radość, którą wnosiła do ludzi.
„Będziemy ją w ogóle pamiętać i kochać, i ona miała tyle energii, tyle radości w sobie” – powiedział Stockinger, wyraźnie łamiącym się głosem.
Pożegnanie, które przyszło za szybko
Wypowiedź Stockingera pokazuje bardzo ludzki wymiar tej historii. Z jednej strony wszyscy wiedzieli, że zdrowie Bożeny Dykiel nie jest już takie jak dawniej. Z drugiej – jej obraz w oczach ludzi był zupełnie inny: aktorka, która „ciągle jeszcze dziewczyna”, z humorem, z formą, z pazurem.
I właśnie dlatego ta informacja uderzyła tak mocno.
