Synowie Stoparczyk pierwszy raz po śmierci mamy zabrali głos. O tym nikt nie miał pojęcia
(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Najpierw była cisza. Taka, która zostaje po człowieku, gdy znika ktoś naprawdę ważny. A potem zaczęły wracać wspomnienia – głos z radia, uważne pytania, ciepło, które nie było grą pod publiczkę. Katarzyna Stoparczyk dla wielu była właśnie tym: bezpiecznym miejscem w mediach.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Kim była Katarzyna Stoparczyk i dlaczego ludzie jej ufali

Nie budowała kariery na hałasie. Nie szła w kontrowersje. Jej siłą była empatia i dar rozmowy, szczególnie z dziećmi i młodzieżą. W świecie, w którym dorośli często mówią za dużo i słuchają za mało, Stoparczyk potrafiła zrobić coś prostego, a jednocześnie rzadkiego: naprawdę słuchać.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Szeroka publiczność kojarzyła ją m.in. z programu „Duże dzieci”. Dla branży i współpracowników była symbolem profesjonalizmu i skromności. A dla słuchaczy – głosem zaufania, takim, który nie ocenia, tylko towarzyszy.

Tragedia, która zatrzymała branżę i słuchaczy

5 września ubiegłego roku przyszła wiadomość, która przecięła codzienność jak ostrze. Katarzyna Stoparczyk zginęła w wypadku samochodowym. Nagle, bez zapowiedzi. Zostawiając po sobie ogromną pustkę.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Wiele osób mówiło wtedy o szoku. O tym, że trudno uwierzyć w odejście kogoś, kto kojarzył się z ciepłem i spokojem. Jej śmierć była bolesna także dlatego, że osierociła dwóch synów: Maksymiliana i Fryderyka. Przez lata chroniła ich prywatność i trzymała z dala od medialnego świata, dbając, by mieli normalność.

Synowie zabrali głos. I zrobili coś, co pasuje do niej najbardziej

Wokół tegorocznego finału WOŚP pojawiła się informacja, która poruszyła wielu. Na licytację trafił Honorowy Złoty Mikrofon, nagroda przyznana Katarzynie Stoparczyk. To nie tylko wyróżnienie. To symbol jej pracy, stylu i wartości, które zostawiła po sobie.

W „Dzień Dobry TVN” synowie dziennikarki – Maksymilian i Fryderyk – zdecydowali się wystąpić publicznie szerzej po raz pierwszy. Mówili o mamie, ale też o tym, co było w niej najbardziej charakterystyczne: o odruchu pomagania.

Mama zawsze była nastawiona na drugiego człowieka, chciała pomagać. W pracy była związana z dziećmi, dlatego najwięcej pomagała dzieciom, ale miała bezwarunkowy odruch pomocy – powiedział Maksymilian.

Z ich słów wybrzmiewało coś jeszcze: że nie chodzi o wielkie gesty na pokaz. Że pomaganie było dla niej naturalne, codzienne, wpisane w życie.

Dziedzictwo, które nie zostało tylko wspomnieniem

Synowie opowiedzieli także o Pracowni Psychologiczno-Terapeutycznej dla Dzieci i Młodzieży im. Kasi Stoparczyk. Sam fakt, że placówka nosi jej imię, ma dla nich ogromną wagę. Mówili też, że próbują wspierać jej misję na tyle, na ile potrafią.

Staramy się ją wspierać. Oczywiście nigdy nie dorównamy naszej mamie, ale zrobimy to, co jesteśmy w stanie, by kontynuować misję, którą rozpoczęła – mówili.

W rozmowie wróciły też obrazy z ich dzieciństwa. Fryderyk wspominał, że mama wciągała ich w działania charytatywne od małego. Zabierała do jadłodajni dla bezdomnych, robiła reportaże społeczne, a oni pomagali – choćby piekąc ciasto dla potrzebujących. To pokazuje, że jej wartości nie kończyły się na pracy. One po prostu były częścią domu.

A dziś wracają w najbardziej symbolicznym momencie – gdy pomaganie znów staje się wspólnym językiem.