Noworoczne orędzie zwykle ma jedną misję – uspokoić emocje i zamknąć rok w kilku zdaniach, które brzmią jak wspólny mianownik. Tym razem wyszło inaczej. Jedno sformułowanie z wystąpienia prezydenta zaczęło żyć własnym życiem, a w sieci pojawił się komentarz, który wielu uznało za zimny prysznic.
Orędzie noworoczne i zdanie, które uruchomiło dyskusję
Karol Nawrocki w swoim pierwszym orędziu noworocznym podkreślał, że urząd prezydenta nie jest wyróżnieniem, tylko zobowiązaniem.
To moje pierwsze prezydenckie orędzie noworoczne. Wypowiadam te słowa z poczuciem wielkiego zaszczytu i wdzięczności, ale i odpowiedzialności – bo ten urząd nie jest nagrodą, jest przede wszystkim zobowiązaniem.
Chwilę później padł fragment, który stał się osią sporu. Prezydent mówił o wyborze Polaków i o potrzebie zmiany.
W mijającym roku swoim wyborem Polacy powiedzieli jasno: nie podoba nam się to, co jest. Wyraźnie pokazali, że sprawy państwa nie idą w dobrą stronę, że potrzebna jest zmiana, że głos obywateli musi znów być głosem decydującym. Wskazaliście Państwo kierunek, w którym powinniśmy zmierzać. Ten nowy dobry kierunek w 2026 roku musi więc oznaczać: rozwój, bezpieczeństwo i lepsze życie obywateli.
To właśnie zdanie o tym, że „Polacy powiedzieli jasno”, dla części odbiorców zabrzmiało jak postawienie kropki nad „i” w imieniu całego społeczeństwa.
Joanna Szczepkowska: „Gdyby słuchał tego ktoś z zewnątrz…”
Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Joanna Szczepkowska skupiła się na tym, jak zabrzmiała prezydencka teza o jednoznacznym komunikacie z wyborów. W jej komentarzu wybrzmiała jedna myśl: taki skrót myślowy nie oddaje realnej skali podziału.
Jasno powiedzieli Polacy? Gdyby słuchał tego ktoś z zewnątrz, pomyślałby, że drugi kandydat na prezydenta, zdobył jakieś marne 5 %, reszta zgodnie zagłosowała na tego, który przemawia.
W tym miejscu aktorka przestała mówić o stylu, a przeszła do liczb. I to one mają robić różnicę.
1,19 punktu procentowego. „Najmniejsza różnica od 1990 roku”
Szczepkowska podkreśliła, że wynik wyborów nie wyglądał jak miażdżący werdykt, tylko jak napięty finisz. Wprost wskazała margines, który jej zdaniem zmienia sens prezydenckiego „jasno”.
Tymczasem wynik wyborów, jaki podano, to różnica o 1,19 punktu procentowego. Najmniejsza różnica głosów między kandydatami od 1990 roku.
W praktyce to argument o języku. O tym, czy prezydent w pierwszym dużym wystąpieniu powinien mówić tak, jakby miał za sobą jednolity mandat, czy raczej tak, jakby stał na środku mocno podzielonej sali.
„Nie zdane”. Ocena, która zostaje w głowie
W opisie komentarza aktorki mocno wybrzmiewa też finał. Szczepkowska miała zakończyć całość krótką, jednoznaczną oceną, że pierwsze orędzie było „niezdane”. To już nie jest polemika o jednym zdaniu, tylko sygnał: tu nie chodzi o literówki ani o emocje chwili, tylko o sposób opowiadania państwa.
I właśnie dlatego ta reakcja poniosła się dalej. Jedni traktują ją jak potrzebną korektę, inni jak przesadę. Ale niezależnie od sympatii politycznych, spór dotknął czegoś podstawowego: czy prezydenckie „my” naprawdę obejmuje wszystkich.
