Tuż przed śmiercią mąż nagrał jej wiadomość… Jej treść powala

Udostępnij:
Aktorka z nietuzinkową urodą zdobyła serca fanów kina dzięki między innymi roli w “Truman show” oraz serialu “Californication”. Konsekwentnie unika mediów, trzyma się z dala od skandali, pozostaje z dala od błysków fleszy. Wszystko przez tragedię jaka wydarzyła się 10 lat temu.
Nataschy McElhone nikomu nie trzeba przedstawiać. Zdolna i dająca się lubić aktorka blisko dekadę temu stała się głównym obiektem zainteresowania światowych mediów. Nie ze względu na swoją karierę, ale na życie prywatne, które wymierzyło jej potężny cios.

Natasha wychowywała się w rozbitej rodzinie. Rodzice byli dziennikarzami i postanowili się rozejść gdy miała 2 latka. W dzieciństwie pobierała lekcje tańca, ale nie kryła, że bardziej ciągnie ją do na scenę. W 1993 roku ukończyła London Academy of Music and Dramatic Art.

Debiutowała w 1990 roku w serialu “Ruth Rendell Mysteries”. Po raz pierwszy na dużym ekranie pojawiła się dopiero 6 lat później – dzięki roli Françoise Gilot w filmie „Picasso – Twórca i Niszczyciel”. Ten film otworzył jej szeroko drzwi do kariery, posypały się propozycje. Później zagrała w “Zdradzie” Alana Pakuli, “Pani Dalloway”, “Truman Show”, “Roninie” czy “Solaris”. Warto również wspomnieć o serialu”Californication”, w którym występowała u boku Davida Duchovny’ego. Potem pojawiła się się w “Mr. Church” i “Londyn Town”, a obecnie można ją oglądać w “Designated Survivor”, w którym gra z Kieferem Sutherlandem.

Jej życie prywatne przypominało sielankę. Poślubiła chirurga plastycznego w 1998 roku.

Na poważnie zaczęli spotykać się w 1996 roku – byli dla siebie bardzo wyrozumiali; on nie protestował, kiedy McElhone wyjeżdżała kręcić film, ona zaś cierpliwie czekała, kiedy Kelly podróżował, między innymi w ramach organizacji “Lekarze Bez Granic”. Zachwycała się jego wrażliwością i dobrym sercem; planowali nawet, że kiedyś zamieszkają w jednym z ubogich krajów i założą tam szkołę.

Po dwóch latach po ślubie urodził się ich syn Theodore, a po kolejnych trzech – Otis. Wydawało się, że nic nie jest w stanie zepsuć tej wiecznej sielanki.

20 maja 2008 roku, dzień po ich dziesiątej rocznicy ślubu, Kelly, po ciężkim dniu w pracy, wrócił do swojego domu w Londynie. Od razu chwycił za telefon, by zadzwonić do żony, która przebywała wtedy w Los Angeles, gdzie brała udział w zdjęciach do drugiego sezonu “Californication”. Niestety, nie udało mu się połączyć; McElhone była zajęta i trafił na jej automatyczną sekretarkę. Nagrał małżonce wiadomość, w której informował, że nie może się doczekać swojego przylotu do Stanów (mieli tam, z niewielkim opóźnieniem, świętować rocznicę) i podkreślał, jak bardzo cieszy się na myśl o kolejnym dziecku – McElhone była bowiem wówczas w czwartym miesiącu ciąży.

– To była bardzo radosna wiadomość. Dziękuję za nią Bogu – mówiła później aktorka. Nie spodziewała się, że będą to ostatnie słowa, jakie usłyszy od swojego męża.

Kilkanaście minut po rozmowie był już martwy. Znajomi lekarza zaniepokoili się faktem, że nie odbiera telefonu i nie ma z nim kompletnie żadnego kontaktu. Pojechali do jego domu i zobaczyli go leżącego w korytarzu. Zadzwonili po pogotowie. Jednak na pomoc było już za późno. Przyczyną śmierci była kardiomiopatia rozstrzeniowa.

Usiłowali skontaktować się z Natashą, która jednak była nieuchwytna z powodu ciągłego przebywania na planie. Gdy miała przerwę, chwyciła za telefon i odsłuchała najpierw radosną wiadomość od męża, następnie od jej przyjaciela, który prosił o pilny kontakt. Nie zmartwiła się.

– Zadzwoniłam, a on zapytał, czy jestem sama. Pewnie bał się przekazać mi wieści. Powtarzał, że zrobili, co w ich mocy, a ja nieustannie się zastanawiałam, o co mu chodzi. To było bardzo absurdalne. Uznałam nawet, że skoro w Londynie jest pierwsza w nocy, to może Neil bełkocze przez sen.

Dopiero po dłuższej chwili dotarło do niej co właśnie się wydarzyło. Jej świat się zawalił w ułamku sekundy. Wiedziała, że musi o tym powiedzieć synom, którzy bawili się w sali naprzeciwko.

– Chciałam z tym zaczekać chociaż jeden dzień, ale uznałam, że będzie gorzej, jeśli usłyszą o tym od kogoś innego. Patrzyłam na nich, takich szczęśliwych, i wiedziałam, że zaraz zniszczę ich świat. To było okropne – wspominała.

McElhone już jest pogodzona z tą tragedią.  Dzięki pomocy przyjaciół udało jej się nagrać film o życiu jej ukochanego. Produkcja miała pomóc synom otrząsnąć się z tragedii i wyjść z żałoby. Pisała listy do męża, które wraz z innymi zapiskami zostały wydane w książce “After You: Letters of Love, and Loss, to a Husband and Father”.

– Czuję, że Martin jest wciąż obecny w moim życiu – zapewnia. – I niezmiernie mnie to cieszy.