Weto Karola Nawrockiego wobec ustawy o SAFE rozpędziło polityczny spór do granic możliwości. Tym razem na pierwszy plan wyszedł Przemysław Czarnek, który podczas spotkania z mieszkańcami Lubartowa na Lubelszczyźnie ostro zaatakował Donalda Tuska. Kandydat PiS na premiera przekonywał, że rząd forsował unijny mechanizm pod presją z zewnątrz i pytał premiera wprost, kto do niego dzwonił po decyzji prezydenta.
- Czytaj też: Sondaż po ruchu Kaczyńskiego. Polacy nie wierzą, że Przemysław Czarnek poprawi sytuację PiS
- Zobacz również: Tusk ostrzega przed polexitem po wecie SAFE. „Dla Polski byłaby to katastrofa”
Czarnek wrócił do tematu SAFE i uderzył w premiera
Podczas sobotniego wystąpienia w Lubartowie Przemysław Czarnek wielokrotnie wracał do sprawy programu SAFE, czyli unijnego mechanizmu finansowania obronności, z którego Polska miała otrzymać 43,7 mld euro jako największy beneficjent w Unii. Po wecie prezydenta temat stał się jednym z najostrzejszych pól konfliktu między PiS a rządem Donalda Tuska.
Czarnek próbował przekonać swoich sympatyków, że rząd nie działał tu wyłącznie z własnej inicjatywy. W jego narracji SAFE nie był projektem neutralnym, ale elementem większej politycznej gry o wpływy i suwerenność państwa.
„Kto do ciebie dzwonił, Tusku? Friedrich? Ursula?”
Najmocniej wybrzmiał fragment, w którym były minister edukacji nawiązał do wcześniejszych słów premiera o telefonach od zagranicznych liderów po wecie prezydenta. To właśnie ten wątek Czarnek wykorzystał, by zbudować polityczny atak na szefa rządu. Według relacji mediów pytał:
„Kto do ciebie dzwonił, Tusku? Friedrich? Ursula?”
I nie zatrzymał się na tym. W dalszej części wystąpienia sugerował, że to nie Polacy, lecz zagraniczne ośrodki mają dziś wywierać wpływ na decyzje rządu w sprawie obronności i finansowania zbrojeń.
PiS znów gra kartą suwerenności
Wypowiedź Czarnka wpisuje się w szerszą linię polityczną PiS po wecie Karola Nawrockiego. Sam prezydent uzasadniał swoją decyzję obawami o suwerenność, zadłużenie na dekady i możliwość uzależnienia polskiego bezpieczeństwa od mechanizmów unijnych. Reuters i AP relacjonowały, że Nawrocki przedstawiał SAFE jako rozwiązanie, które może zwiększyć zależność Polski od Brukseli, podczas gdy rząd Donalda Tuska uważa ten instrument za kluczowy dla szybkiego finansowania modernizacji armii.
Czarnek rozwinął tę narrację podczas spotkania w Lubartowie, przekonując, że ustawa została zawetowana „w imię bezpieczeństwa, przyszłości, niepodległości i suwerenności”. W jego słowach wyraźnie pobrzmiewał motyw politycznej walki z tym, co PiS przedstawia jako presję Berlina i Brukseli.
Tusk mówi o telefonach, Czarnek zamienia to w broń polityczną
Cała ta wypowiedź nie pojawiła się przypadkiem. Kilka dni wcześniej Donald Tusk mówił publicznie, że po wecie w sprawie SAFE odbierał telefony i wiadomości od europejskich przywódców, którzy nie kryli zdziwienia polską decyzją. To właśnie ten przekaz został natychmiast przechwycony przez PiS i zamieniony w dowód, że wokół sprawy toczy się międzynarodowy nacisk polityczny.
Dla obozu rządowego była to próba pokazania, jak duże znaczenie dla Europy ma polski udział w SAFE. Dla Czarnka – idealny pretekst, by postawić pytanie, czy rząd nie działa dziś bardziej pod oczekiwania zagranicy niż pod interes własnego państwa.
Lubartów stał się kolejną sceną wojny o SAFE
W praktyce sobotnie wystąpienie Czarnka nie zmienia formalnie niczego. Rząd i tak uruchomił plan awaryjny po wecie i zapowiedział dalsze działania wokół finansowania obronności. Ale politycznie takie słowa mają znaczenie, bo pokazują, że PiS chce budować wokół SAFE nie tylko spór o pieniądze, ale przede wszystkim o niepodległość decyzji państwa.
I właśnie dlatego zdanie o telefonach od „Friedricha” i „Ursuli” nie było zwykłą złośliwością. To był skrót całej strategii politycznej, w której PiS próbuje przedstawić rząd jako ekipę zbyt uległą wobec zachodnich partnerów.
