Dantejskie sceny w Sejmie! Kowalski do wszystkiego się przyznał…
Screenshot
(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

W Sejmie doszło do burzliwego incydentu podczas głosowań. Janusz Kowalski przyznał z mównicy, że w dwóch głosowaniach omyłkowo użył innej karty niż swojej. Poseł tłumaczył, że była to zwykła pomyłka, ale sprawa wywołała gwałtowne reakcje na sali. Krzysztof Paszyk zapowiedział zawiadomienie prokuratury i Komisji Etyki, a Włodzimierz Czarzasty ostrzegł, że konsekwencje mogą wyciągnąć właściwe służby.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Janusz Kowalski użył nie swojej karty

Do incydentu doszło podczas piątkowych głosowań w Sejmie. Janusz Kowalski wszedł na mównicę i formalnie poinformował, że w głosowaniach numer 9 i 10 użył karty, która nie należała do niego.

„Zgłaszam formalnie, że w głosowaniu numer dziewięć i 10 omyłkowo użyłem innej karty niż swojej. Czasami się zdarza” — powiedział Janusz Kowalski.

Poseł przekonywał, że nie doszło do celowego działania, lecz do pomyłki. Schodząc z mównicy, określił sytuację jako „zwykłą pomyłkę” i przeprosił za swoje zachowanie. Jego słowa wywołały jednak poruszenie na sali obrad. Po wystąpieniu Kowalskiego w Sejmie rozległy się krzyki.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Janusz Kowalski przypomniał również, że w przypadku wątpliwości dotyczących głosowania regulamin Sejmu przewiduje możliwość reasumpcji.

„Jeżeli są jakiekolwiek wątpliwości co do głosowania, zgodnie z artykułem 189. może być dokonana reasumpcja” — mówił poseł.

Głosowanie numer 9 dotyczyło zarządzenia przerwy w obradach Sejmu. Wzięło w nim udział 421 posłów. Za zarządzeniem przerwy zagłosowało 182 parlamentarzystów, przeciw było 233, a sześciu wstrzymało się od głosu. Wniosek został odrzucony. Następnie przeprowadzono sprawdzenie kworum, które wykazało obecność 424 posłów.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Krzysztof Paszyk zapowiada zawiadomienie prokuratury

Sytuacja szybko przerodziła się w polityczną awanturę. Na mównicę wszedł Krzysztof Paszyk z Klubu Parlamentarnego Polskie Stronnictwo Ludowe — Trzecia Droga. Polityk ocenił, że sprawa jest bardzo poważna i zapowiedział podjęcie kroków prawnych.

Według Paszyka karta, której miał użyć Janusz Kowalski, należała do posła Jarosława Rzepy. Przedstawiciel PSL stwierdził, że mogło dojść nie tylko do pozbawienia posła karty, ale również do oddania głosu przy jej użyciu.

„Doszło przed chwilą do poważnego przestępstwa na tej sali. Poseł Janusz Kowalski mało tego, że pozbawił karty posła Jarosława Rzepę, to również mamy podejrzenie, że posłużył się tą kartą, głosując, więc zgłaszam tę sprawę” — powiedział Krzysztof Paszyk.

Polityk zapowiedział, że sprawa nie zakończy się wyłącznie na wymianie zdań w Sejmie. Klub ma skierować zawiadomienie zarówno do prokuratury, jak i do sejmowej Komisji Etyki.

„Będziemy jako klub kierować to do prokuratury, jak również do komisji etyki sejmowej” — dodał Paszyk.

Włodzimierz Czarzasty ostrzega przed konsekwencjami

Do sprawy odniósł się również prowadzący obrady Włodzimierz Czarzasty. Marszałek Sejmu nie bagatelizował incydentu i zapowiedział, że zdarzenie zostanie wyjaśnione przez właściwe instytucje.

„Konsekwencje w tej sprawie zostaną przez właściwe służby i może prokuraturę wyciągnięte” — ostrzegł Włodzimierz Czarzasty.

Sprawa odbiła się szerokim echem także poza salą sejmową. Do incydentu odniósł się w mediach społecznościowych poseł Koalicji Obywatelskiej Adrian Witczak. Wskazał, że sytuacja wymaga wyjaśnienia pod kątem odpowiedzialności regulaminowej oraz ewentualnej odpowiedzialności karnej.

Na tym etapie Janusz Kowalski utrzymuje, że doszło do omyłki. Jego polityczni przeciwnicy przekonują jednak, że sprawa jest zbyt poważna, by zakończyć ją jedynie na przeprosinach. Teraz incydentem mają zająć się odpowiednie organy, a dalszy bieg sprawy będzie zależał od tego, czy potwierdzą się zarzuty dotyczące użycia cudzej karty do głosowania.

Piątkowe wydarzenia w Sejmie pokazały, jak duże znaczenie mają procedury podczas głosowań. Każdy głos oddany w imieniu posła powinien być przypisany wyłącznie do osoby uprawnionej, dlatego użycie cudzej karty, nawet tłumaczone pomyłką, wywołało natychmiastową reakcję parlamentarzystów.