Deklaracja Donalda Trumpa ws. Grenlandii: „Nadszedł czas”
(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Jeszcze niedawno Grenlandia przewijała się w geopolitycznych analizach jako odległy punkt na mapie. Dziś wraca na pierwsze strony – i to w trybie pilnym. Jedna publikacja w mediach społecznościowych wystarczyła, by napięcie między Waszyngtonem a europejskimi stolicami wyraźnie wzrosło.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

„Zostanie to zrobione!!!” – Trump ogłasza nową linię wobec Grenlandii

Donald Trump napisał, że „nadszedł czas”, by odsunąć rosyjskie zagrożenie od Grenlandii. We wpisie na Truth Social wprost wytknął Danii bezradność, twierdząc, że mimo wielokrotnych sygnałów NATO przez dwie dekady nie udało się tego skutecznie zrobić.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

W swoim komunikacie uderzył w Kopenhagę i postawił sprawę jednoznacznie, sugerując, że teraz sytuacja ma zostać „załatwiona”.

„NATO od 20 lat powtarza Danii, że 'trzeba odsunąć rosyjskie zagrożenie od Grenlandii’. Niestety Dania nie była w stanie nic z tym zrobić. Teraz nadszedł ten czas i zostanie to zrobione!!!”

Cła jako nacisk. Osiem państw na liście

Równolegle Trump ogłosił decyzję o 10-procentowych cłach na osiem europejskich państw, które wysłały na Grenlandię niewielkie grupy żołnierzy na ćwiczenia „Arctic Endurance” kierowane przez Danię. Według zapowiedzi stawka ma wzrosnąć do 25 proc. w czerwcu.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Na liście krajów wskazanych w komunikacie znalazły się: Dania, Norwegia, Szwecja, Francja, Niemcy, Holandia, Finlandia i Wielka Brytania. Trump miał też zapowiedzieć, że taryfy mają obowiązywać do czasu zawarcia umowy dotyczącej zakupu wyspy – autonomicznego terytorium Danii.

To w praktyce oznacza, że spór przestaje być wyłącznie retoryką. Wchodzi w wymiar gospodarczy i dotyka relacji transatlantyckich, które i tak są dziś wyjątkowo napięte.

Bruksela reaguje w trybie alarmowym. Najpierw ambasadorowie, potem przywódcy

Po zapowiedzi ceł w Brukseli odbyło się nadzwyczajne spotkanie ambasadorów państw członkowskich przy UE. Temat był jeden: relacje UE-USA i dalsze kroki po stronie europejskiej.

Zapowiedziano też nadzwyczajne posiedzenie unijnych przywódców, poświęcone Grenlandii – z udziałem osobistym w Brukseli, nie zdalnie. W tle padają argumenty o bezpieczeństwie Arktyki i o tym, że wspólnym interesem transatlantyckim jest utrzymanie stabilności w regionie.

„UE gotowa bronić się”. W tle NATO i presja na relacje handlowe

W europejskiej narracji pojawia się dziś powtarzany motyw: cła, którymi grozi Trump, mogą osłabić relacje transatlantyckie i być sprzeczne z dotychczasowymi ustaleniami handlowymi. Jednocześnie UE podkreśla, że jest gotowa bronić się przed przymusem, a równolegle deklaruje chęć konstruktywnej współpracy ze Stanami Zjednoczonymi – tam, gdzie to możliwe.

W tej historii Grenlandia jest czymś więcej niż wyspą. Jest testem. I dla NATO, i dla UE, i dla samej relacji z Waszyngtonem.