Klamka zapadła. Nawrocki nie podpisze tych ustaw – tłumaczy się dlaczego. Mówi wprost
(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Na początku 2026 roku relacje między Pałacem Prezydenckim a parlamentem znalazły się w centrum politycznej debaty. Karol Nawrocki otwarcie przyznał, że nie zgadza się na podpisanie części ustaw uchwalonych przez Sejm, a swoją decyzję uzasadnia odpowiedzialnością za państwo i obywateli. Jak podkreśla, nie jest to gest politycznej konfrontacji, lecz realizacja konstytucyjnej roli głowy państwa.

„Nie wszystko, co uchwali parlament, musi zostać podpisane”

Prezydent jasno stawia granicę. W jego ocenie urząd prezydenta nie polega wyłącznie na formalnym zatwierdzaniu decyzji większości parlamentarnej. Wręcz przeciwnie – ma być mechanizmem kontroli i bezpieczeństwa, który wstrzymuje rozwiązania budzące poważne wątpliwości.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Nawrocki zaznacza, że każda ustawa trafiająca na jego biurko jest analizowana pod kątem:

  • zgodności z konstytucją,

  • skutków społecznych,

  • realnego wpływu na obywateli,

  • jakości procesu legislacyjnego.

Jeśli którykolwiek z tych elementów zawodzi, prezydent nie zamierza udawać, że problemu nie ma.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Dobro państwa ponad presją polityczną

W swoim stanowisku Nawrocki konsekwentnie powtarza jedno hasło: dobro Polski. To ono ma być nadrzędnym kryterium przy podejmowaniu decyzji o podpisaniu lub zawetowaniu ustawy. Prezydent podkreśla, że presja polityczna, tempo prac czy oczekiwania partyjne nie mogą zastępować rzetelnej oceny prawa.

Zwraca uwagę, że część projektów trafiających do Pałacu Prezydenckiego była przygotowywana w pośpiechu, bez wystarczających konsultacji społecznych lub z lukami prawnymi, które w przyszłości mogłyby uderzyć w obywateli albo destabilizować system prawny.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Weto jako narzędzie, nie broń

Karol Nawrocki nie ukrywa, że korzystanie z prawa weta budzi emocje. Jedni widzą w nim zaporę przed chaosem legislacyjnym, inni – polityczną blokadę. Sam prezydent odpiera te zarzuty, podkreślając, że weto nie jest aktem wojny z parlamentem, lecz konstytucyjnym narzędziem równowagi władz.

Zaznacza przy tym, że znaczna większość ustaw trafiających do podpisu została przez niego zaakceptowana. Weto pojawia się tylko wtedy, gdy – jak mówi – „nie ma zgody na półśrodki i legislacyjne prowizorki”.

Dialog tak, ale nie za wszelką cenę

Prezydent deklaruje gotowość do rozmów z rządem i parlamentarzystami. Kancelaria Prezydenta uczestniczy w konsultacjach, zgłasza uwagi i rekomendacje. Jednocześnie Nawrocki podkreśla, że kompromis ma swoje granice.

Jeśli projekt ustawy:

  • osłabia bezpieczeństwo prawne,

  • narusza konstytucyjne zasady,

  • uderza w określone grupy społeczne bez jasnego uzasadnienia,

wówczas prezydent nie zamierza ustępować tylko po to, by utrzymać polityczny spokój.

Spór, który może się pogłębiać

Decyzje Nawrockiego zapowiadają, że rok 2026 może być czasem ostrych napięć na linii prezydent – parlament. Politycy większości rządzącej już sygnalizują, że część ustaw będzie ponownie procedowana z myślą o przełamaniu weta. Z kolei Pałac Prezydencki daje do zrozumienia, że nie zmieni swojej filozofii działania.

W praktyce oznacza to, że prezydentura Karola Nawrockiego będzie aktywna i wyraźnie zaznaczona – nie jako bierny urząd, lecz jako realny uczestnik procesu legislacyjnego.

Strażnik konstytucji czy hamulec zmian?

Oceny są podzielone. Jedni widzą w prezydencie strażnika konstytucji, który bierze na siebie ciężar niepopularnych decyzji. Inni uważają, że jego postawa może spowalniać reformy i prowadzić do politycznego klinczu.

Sam Karol Nawrocki odpowiada na te zarzuty krótko: prezydent nie jest od przyspieszania polityki, lecz od pilnowania państwa. I zapowiada, że nie zamierza z tej roli rezygnować.