Spór o program SAFE wchodzi w decydującą fazę. W centrum jest podpis prezydenta Karola Nawrockiego, a w tle ogromne pieniądze na obronność. Rząd nie ukrywa już, że przygotowuje wariant awaryjny na wypadek weta. Eksperci i politycy mówią wprost, że decyzja głowy państwa może mieć nie tylko polityczne, ale też finansowe skutki dla Polski.
Możliwe weto prezydenta wobec programu SAFE budzi kontrowersje
W ostatnich dniach temat ustawy wdrażającej unijny program SAFE stał się jednym z najgorętszych w polskiej polityce. Premier Donald Tusk publicznie mówił, że spodziewa się weta prezydenta wobec przepisów, które mają umożliwić Polsce sięgnięcie po środki z europejskiego instrumentu obronnego. Sam prezydent nie ogłosił jeszcze oficjalnej decyzji, ale z relacji medialnych wynika, że pozostaje sceptyczny wobec tego rozwiązania.
Stawka jest bardzo duża. Z programu SAFE cała Unia ma do rozdysponowania 150 mld euro, a Polska ma być największym beneficjentem, z pulą sięgającą 43,7 mld euro. Rząd argumentuje, że to szybkie i relatywnie tanie finansowanie modernizacji armii w czasie rosnącego zagrożenia ze strony Rosji.
Eksperci krytykują polityczny wymiar decyzji prezydenta
W debacie publicznej pojawiają się głosy, że ewentualne weto miałoby przede wszystkim charakter polityczny. TVN24 cytował politolożkę Renatę Mieńkowską-Norkiene, która określiła taki ruch jako „czysto polityczne weto, czysto polityczną decyzję”. W tym samym materiale pułkownik Andrzej Derlatka oceniał, że zawetowanie ustawy mogłoby uderzyć w wizerunek prezydenta jako zwierzchnika sił zbrojnych.
Równolegle trwa spór o alternatywę proponowaną przez Pałac Prezydencki i NBP. Prezes banku centralnego Adam Glapiński przekonywał, że Polska mogłaby oprzeć dodatkowe finansowanie obronności na zyskach z operacji na rezerwach złota. Według niego mechanizm ten mógłby wygenerować około 197 mld zł, ale rząd podchodzi do tej koncepcji z dużą ostrożnością.
Rząd przygotowuje plan B na wypadek odrzucenia ustawy
Najważniejsza zmiana jest taka, że rząd już otwarcie mówi o wariancie awaryjnym. Pełnomocniczka rządu ds. SAFE Magdalena Sobkowiak-Czarnecka poinformowała, że jeśli prezydent zawetuje ustawę, gotowy jest plan B. Z dotychczasowych wypowiedzi wynika, że chodzi o wykorzystanie istniejącego Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych, tak aby mimo politycznego sporu nie stracić pieniędzy z europejskiego programu.
Tu pojawia się jednak problem. Bez nowej ustawy środki z SAFE można byłoby kierować przede wszystkim na armię. To oznaczałoby ryzyko utraty części pieniędzy na inne obszary bezpieczeństwa, takie jak Straż Graniczna, policja, SOP czy infrastruktura. Według relacji medialnych skala tej potencjalnej straty może sięgać około 2,5 mld euro.
O co dokładnie chodzi w planie B
Plan B nie oznacza porzucenia SAFE, tylko próbę uratowania jak największej części środków mimo ewentualnego weta. Rząd chce zachować dostęp do europejskiego finansowania, nawet jeśli nie uda się wdrożyć pełnej, szerszej wersji programu. W praktyce oznacza to przesunięcie pieniędzy do już istniejącego mechanizmu finansowania zbrojeń i ograniczenie ich wykorzystania głównie do potrzeb wojska.
To rozwiązanie ma zmniejszyć straty, ale nie daje rządowi pełnej swobody, jaką dawałaby podpisana ustawa. I właśnie dlatego decyzja prezydenta jest tak istotna. Nie chodzi tylko o symboliczny konflikt z rządem, ale o realny zakres wydatków na bezpieczeństwo państwa.
Co dalej z ustawą SAFE
Na dziś najważniejsze pozostaje to, że Karol Nawrocki wciąż nie ogłosił ostatecznej decyzji. Jeśli podpisze ustawę, Polska będzie mogła skorzystać z pełniejszej formuły finansowania. Jeśli ją zawetuje, rząd uruchomi wariant awaryjny i spróbuje ograniczyć straty. Reuters podkreślał, że właśnie ten ruch prezydenta może przesądzić, czy Polska wykorzysta pełnię korzyści z europejskiego programu obronnego.
