Ledwo zapowiedziano spotkanie prezydenta z premierem, a z Pałacu Prezydenckiego popłynął komunikat, który od razu podkręcił temperaturę w polityce. Karol Nawrocki ogłosił, że sięgnął po weto wobec trzech ustaw. Zrobił to w nagraniu opublikowanym w piątek, budując przekaz, który trudno odczytać inaczej niż jako mocny sygnał: będzie podpisywał tylko to, co jego zdaniem „służy Polakom”, a resztę zatrzyma.
Trzy weta ogłoszone w napiętym momencie. Prezydent mówi o „granicach”
W nagraniu Karol Nawrocki podkreślił, że w tym samym tygodniu podpisał dwanaście ustaw przekazanych przez marszałka Sejmu, a decyzję o wetach tłumaczył rolą prezydenta jako „strażnika” interesu obywateli. Wprost zasugerował, że nie zamierza być tylko końcowym przystankiem w procesie legislacyjnym, który ma przyklepywać wszystko bez pytań. I właśnie to, w połączeniu z terminem rozmowy z Donaldem Tuskiem, sprawiło, że politycy natychmiast zaczęli komentować, czy prezydent otwiera nowy etap twardej gry z rządem.
„Dziś, po raz kolejny, muszę powiedzieć: są granice, których przekroczyć nie wolno.”
„Rządzący muszą zrozumieć, że nie jestem ich notariuszem.”
To są słowa, które dobrze niosą się w sieci – bo są proste, ostre i ustawiają oś sporu: kto ma ostatnie słowo w sprawach, które budzą emocje społeczne i polityczne.
Weto dla ustawy wdrażającej DSA. „Ministerstwo Prawdy” i spór o wolność słowa
Pierwsze weto dotyczyło nowelizacji związanej z wdrażaniem unijnego Aktu o usługach cyfrowych (DSA). Prezydent przyznał, że w założeniu takie rozwiązania mają chronić obywateli, w tym dzieci, ale jednocześnie ocenił, że do „dobrych rozwiązań” dołączono przepisy, które – w jego opinii – są nie do obrony. Najmocniej wybrzmiała obawa o to, kto w praktyce miałby rozstrzygać, jakie treści w internecie są dopuszczalne.
„Sytuacja, w której o tym, co wolno w internecie, decyduje urzędnik podległy rządowi, przypomina konstrukcję Ministerstwa Prawdy z książki ‘Rok 1984’.”
Prezydent wezwał rząd do poprawienia projektu i przygotowania nowej wersji. W jego narracji to nie był spór o techniczne przepisy, tylko o granicę między ochroną użytkowników a mechanizmami, które mogą – jak twierdzi – otwierać drzwi do administracyjnej kontroli treści.
Drugie weto: Narodowe Centrum Badań i Rozwoju i lęk przed „upartyjnieniem” nauki
Drugie weto dotyczyło ustawy o Narodowym Centrum Badań i Rozwoju. Karol Nawrocki zbudował tu przekaz jeszcze prościej: nauka ma być niezależna, a państwo nie powinno dostawać narzędzi, które pozwalają przestawiać środowisko badawcze według politycznego klucza. W jego ocenie proponowane przepisy dawały rządzącym zbyt dużą swobodę w nominowaniu i odwoływaniu osób związanych z instytucjami badawczymi.
„Nauka dla naukowców, nie dla polityków.”
„To centralizacja, upartyjnienie i zastraszanie środowiska naukowego.”
To weto ma też drugi wymiar: uderza w jeden z najbardziej wrażliwych punktów każdej władzy, czyli w pytanie o niezależność instytucji, które powinny działać długofalowo, a nie pod rytm kadencji i bieżących sporów.
Trzecie weto: rynek ubezpieczeń i „przeoczony SMS” jako problem dla zwykłych ludzi
Trzecia ustawa, którą prezydent zawetował, dotyczyła rynku ubezpieczeń. Tu argumentacja była najbardziej „życiowa” i skierowana do szerokiej grupy odbiorców. Karol Nawrocki stwierdził, że nowe rozwiązania mogą wzmacniać duże podmioty kosztem obywateli, a w praktyce wystarczy drobiazg, żeby ktoś został bez pieniędzy, mimo że liczył na wypłatę świadczenia.
„Wystarczy przeoczony SMS, e-mail czy komunikat w aplikacji, by człowiek mógł stracić prawo do odszkodowania.”
„Szczególnie dotyka to osoby starsze, słabsze, mniej zaangażowane cyfrowo.”
W tej części prezydent uderzył w znany społecznie lęk: że w starciu z wielką firmą i regulaminami człowiek zostaje sam, a państwo zamiast go chronić, przerzuca na niego ryzyko. To prosty przekaz, który łatwo tłumaczyć w jednym zdaniu – i dlatego wywołuje emocje.
Co oznaczają te weta przed spotkaniem z Tuskiem
W praktyce weto oznacza jedno: ustawy wracają do Sejmu i bez odpowiedniej większości nie wejdą w życie w tej formie. Politycznie to jednak coś więcej niż techniczny zwrot dokumentów. Ogłoszenie trzech wet tuż przed rozmową z Donaldem Tuskiem sprawia, że spotkanie przestaje być „robocze” tylko z nazwy – bo w tle jest już otwarty spór o kierunek zmian i to, kto będzie nadawał ton. Prezydent pokazał, że chce być graczem, a nie tylko podpisem na końcu procesu.
Jednocześnie te trzy weta łączy wspólny mianownik, który sam prezydent nazwał wprost: wolność. Raz chodzi o wolność słowa, raz o wolność nauki, a raz o ochronę obywatela przed mechanizmem, w którym łatwo przegrać przez jeden przegapiony komunikat. To narracja, która może wracać w kolejnych tygodniach, zwłaszcza jeśli rząd spróbuje ponownie przepchnąć podobne rozwiązania w zmienionej wersji.
