Najpierw odeszła, a teraz to. Wstrząsające słowa o przemocy w rządzie. Tego się nikt nie spodziewał
(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz w rozmowie z Grzegorzem Sroczyńskim przedstawiła swoją relację o napięciach wewnątrz rządu. Była minister mówiła o osobistej presji, lekceważeniu mniejszych koalicjantów i groźbie utraty stanowiska. Przywołała również sytuację, do której miało dojść podczas jej zagranicznej delegacji.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Wywiad na antenie Kanału Zero dotyczył między innymi sposobu sprawowania władzy przez Donalda Tuska. Pełczyńska-Nałęcz krytycznie oceniła relacje między największą partią koalicji a jej mniejszymi partnerami. Jej zdaniem polityczna przewaga służy nie tylko forsowaniu decyzji, lecz także wywieraniu presji na konkretnych ludzi.

To oceny i zarzuty byłej minister, która w rozmowie opisała własne doświadczenia oraz informacje otrzymane od innych osób.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Pełczyńska-Nałęcz zarzuca premierowi wywieranie presji

Pytana o funkcjonowanie rządu, była szefowa resortu funduszy i polityki regionalnej nie szczędziła mocnych słów. Zarzuciła największemu koalicjantowi wykorzystywanie swojej pozycji kosztem pozostałych ugrupowań.

„To jest przemocowość informacyjna, przemocowość personalna, osobista, poniżanie, takie lekceważenie, wykorzystywanie siły dużego koalicjanta do tego, żeby grozić i niszczyć wizerunkowo, ludzko i politycznie ludzi” – oceniła w Kanale Zero.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Grzegorz Sroczyński zapytał wówczas, czy zachowanie premiera można określić mianem mobbingu. Pełczyńska-Nałęcz nie przyjęła tego określenia. Podkreśliła jednak, że stanowczość w polityce nie usprawiedliwia każdego sposobu traktowania współpracowników.

„Ja nie czuję się ofiarą. Wiem, że polityka jest twardą grą. Osobiście uważam, że bycie twardym nie oznacza bycia przemocowym” – zaznaczyła.

Następnie podtrzymała swoją ocenę relacji wewnątrz obozu rządzącego.

„Zarządzanie tą koalicją jest przemocowe” – stwierdziła.

Według byłej minister strach dotyczy zarówno mniejszych partnerów koalicyjnych, jak i wielu osób działających w polityce. W tym kontekście użyła określenia „małe przystawki”, opisując pozycję słabszych ugrupowań.

W rozmowie pojawił się także wątek przesłuchania w prokuraturze. Pełczyńska-Nałęcz przekazała, że trwało ono trzy i pół godziny i dotyczyło zwrotu 700 zł podatku VAT sprzed około dekady.

„Ja wiedziałam, że szukają na mnie. Po prostu z wielu źródeł dochodziły do mnie sygnały” – powiedziała.

Polityczka przedstawiła tę sytuację w kontekście odczuwanej presji. Sama jej relacja nie rozstrzyga jednak, jakie były motywy działań prokuratury ani czy miały one związek z konfliktem politycznym.

Żarty pod nieobecność minister. „Dziaderskie zachowanie”

Kolejny fragment wywiadu dotyczył posiedzenia Rady Ministrów, w którym Pełczyńska-Nałęcz nie uczestniczyła. Jak wyjaśniała, przebywała wtedy w Rumunii, gdzie prowadziła rozmowy dotyczące unijnego budżetu.

Podkreśliła, że wyjazd miał charakter służbowy. Tymczasem podczas jej nieobecności na posiedzeniu rządu miały paść prześmiewcze uwagi.

„To nie były żadne wakacje, tylko poważne negocjacje nad wspólnym stanowiskiem do budżetu unijnego. I pod moją nieobecność na Radzie Ministrów były prześmiewcze, cięte, w cudzysłowie, dowcipy, głównie panów” – relacjonowała.

Sroczyński przytoczył słowa, które Donald Tusk miał wypowiedzieć pod adresem nieobecnej minister. Według relacji dziennikarza premier miał zażartować: „może by już w tej Rumunii została”.

Pełczyńska-Nałęcz nie potwierdziła, że premier użył dokładnie takich słów. Krytycznie odniosła się natomiast do samej opisanej sytuacji.

„To jest dziaderskie zachowanie i wystawia świadectwo temu, kto tak się zachował” – odpowiedziała.

Zaznaczyła również, że przebieg spotkania znała z relacji innych osób. Sama przebywała wówczas za granicą, dlatego nie słyszała tych wypowiedzi bezpośrednio.

Była minister skrytykowała ponadto przekazywanie informacji z zamkniętego posiedzenia. W jej ocenie ujawnienie tej historii miało postawić ją w niekorzystnym świetle.

„Z Rady Ministrów w ogóle nie należy niczego wynosić. Ktoś uważał, że wyniesienie tego z Rady Ministrów mnie upokorzy” – stwierdziła.

Spór o „Kredyt 0%”. Była minister mówi o groźbie dymisji

Pełczyńska-Nałęcz wróciła także do konfliktu wokół programu „Kredyt 0%”. Według jej relacji spór o to rozwiązanie wiązał się z bezpośrednią presją dotyczącą dalszej pracy w rządzie.

Była minister twierdzi, że podczas nieformalnego posiedzenia zagrożono jej utratą stanowiska. Jak opowiadała, odpowiedziała wtedy, że nie weszła do polityki po to, aby jedynie sprawować urząd. W jej relacji konflikt wokół programu mieszkaniowego był więc również przykładem sposobu rozwiązywania sporów wewnątrz koalicji. Polityczka przekonywała, że różnice zdań nie powinny prowadzić do osobistych nacisków i upokarzania partnerów.

Na zakończenie ponownie odwołała się do granicy między stanowczą walką polityczną a metodami, których nie akceptuje.

„Polityka to jest twarda gra, ale to nie musi być gra podła” – podsumowała.