Minęło pół roku od tragicznej śmierci Łukasza Litewki. Poseł Lewicy zginął 23 kwietnia podczas jazdy rowerem w Dąbrowie Górniczej. Postępowanie nadal nie zostało zakończone, a jego ojciec Zdzisław Litewka po raz pierwszy tak szeroko opowiedział o swoich wątpliwościach. Zarzuca śledczym, że zbyt szybko skoncentrowali się na jednej wersji wydarzeń i nie sprawdzili wystarczająco dokładnie wszystkich okoliczności. Prokuratura przedstawia jednak inny obraz: śledztwo trwa, wykonano kolejne ekspertyzy, a zmianę jednostki prowadzącej sprawę tłumaczy względami organizacyjnymi.
Pół roku od śmierci Łukasza Litewki. Ojciec ma pytania do śledczych
Do tragicznego wypadku doszło 23 kwietnia 2026 roku po godzinie 13 na ul. Kazimierzowskiej w Dąbrowie Górniczej. Łukasz Litewka jechał rowerem, kiedy doszło do zderzenia z Mitsubishi Coltem. Mimo podjętej reanimacji 36-letniego parlamentarzysty nie udało się uratować. Jego śmierć potwierdził tego samego dnia Sejm.
Kierujący samochodem 57-letni mężczyzna został zatrzymany. Usłyszał zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Przyznał się do zarzucanego czynu, choć jego wyjaśnienia dotyczące chwil bezpośrednio poprzedzających zderzenie budziły pytania śledczych. Mówił między innymi o możliwej utracie świadomości, rozkojarzeniu lub luce w pamięci.
Pół roku później ojciec zmarłego posła mówi jednak, że nadal nie ma poczucia, iż wszystkie możliwe wersje wydarzeń zostały dokładnie sprawdzone.
„Mam poczucie, że od początku przyjęto jedną wersję wydarzeń i wszystko jest jej podporządkowane” – powiedział Zdzisław Litewka w rozmowie z „Faktem”.
Jego zastrzeżenia dotyczą zarówno sposobu prowadzenia postępowania, jak i zabezpieczenia części dowodów.
Ojciec parlamentarzysty twierdzi między innymi, że nie odnaleziono kluczy do domu jego syna, a rodzina miała dowiedzieć się o tym dopiero później. Według jego relacji przez pewien czas bliscy nie mieli pewności, gdzie klucze się znajdują i czy ktoś niepowołany mógł mieć dostęp do nieruchomości. Jest to jednak relacja rodziny – prokuratura nie poinformowała publicznie, by ustalono, że do domu rzeczywiście weszła osoba nieuprawniona.
Zdzisław Litewka wskazuje również na zmianę biegłego zajmującego się rekonstrukcją zdarzenia i twierdzi, że pierwszy ekspert nie sporządził opinii. Chciałby także, aby śledczy dokładniej sprawdzili przeszłość kierowcy oraz wszystkie okoliczności mogące jednoznacznie wykluczyć celowe działanie.
Na obecnym etapie nie przedstawiono jednak żadnych dowodów wskazujących, że śmierć Łukasza Litewki była zaplanowana albo miała podłoże polityczne. Takie pytania pojawiają się w wypowiedziach ojca, ale nie są ustaleniami śledztwa.
Prokuratura ma wyniki części badań. Samochód był sprawny
Od kwietnia śledczy wykonali szereg czynności, które pozwoliły wykluczyć niektóre możliwe przyczyny tragedii.
Biegły badający Mitsubishi ustalił, że stan techniczny samochodu nie przyczynił się do wypadku. Wyniki badań toksykologicznych kierowcy nie wykazały również substancji, które mogłyby zaburzać jego percepcję lub zdolności motoryczne. Ustalono ponadto, że bezpośrednio przed zderzeniem nie korzystał z telefonu.
Kluczowa pozostaje natomiast rekonstrukcja samego wypadku.
Biegli ponownie pojawiali się na ul. Kazimierzowskiej, wykonywali dodatkowe pomiary i analizowali między innymi nawierzchnię, oznakowanie oraz organizację ruchu. Prokuratura informowała we wrześniu, że zakres czynności eksperckich został rozszerzony, dlatego oczekiwanie na końcową opinię się wydłużyło.
W październiku nastąpiła również zmiana jednostki prowadzącej postępowanie. Śledztwo zostało przejęte przez Prokuraturę Okręgową w Sosnowcu.
Ta decyzja może wyglądać jak reakcja na problemy ze śledztwem, ale prokuratura oficjalnie temu zaprzecza.
Według jej komunikatu powodem była długotrwała nieobecność prokuratora, który wcześniej prowadził sprawę. Prokuratura podkreśliła, że przejęcie postępowania nie wynikało z negatywnej oceny dotychczasowych czynności i nie zmienia kierunku śledztwa.
To istotne w kontekście zarzutów formułowanych przez rodzinę. Zdzisław Litewka ma prawo kwestionować sposób prowadzenia sprawy i domagać się sprawdzenia dodatkowych okoliczności, jednak na obecnym etapie nie można stwierdzić jako faktu, że śledczy dopuścili się zaniedbań.
Rodzina Łukasza Litewki jest też w sporze o fundację
Rozmowa z ojcem parlamentarzysty ujawniła jeszcze jeden konflikt, który rozwinął się już po śmierci Łukasza Litewki.
Chodzi o Fundację #TeamLitewka, stworzoną przez posła i związaną z jego wieloletnią działalnością charytatywną. Litewka był znany z organizowania pomocy dla chorych dzieci, osób znajdujących się w trudnej sytuacji i zwierząt. Sejm, informując o jego śmierci, przypominał właśnie o tej części jego działalności publicznej.
Według Zdzisława Litewki po śmierci syna doszło do konfliktu dotyczącego dalszego funkcjonowania organizacji. Rodzina uważa, że została odsunięta od wpływu na fundację i sprzeciwia się dalszemu wykorzystywaniu nazwiska oraz wizerunku Łukasza w dotychczasowej formie.
Bliscy wystosowali wezwanie dotyczące między innymi zmiany nazwy organizacji oraz zaprzestania wykorzystywania wizerunku zmarłego. Ojciec zapowiedział, że jeśli nie dojdzie do porozumienia, rodzina rozważy drogę sądową.
Również w tym przypadku konieczna jest ostrożność. Zarzuty dotyczące intencji obecnych osób związanych z fundacją są stanowiskiem rodziny i nie zostały rozstrzygnięte przez sąd.
Najważniejsza pozostaje sprawa samej śmierci parlamentarzysty. Sześć miesięcy po wypadku śledztwo nadal trwa. Jedna osoba ma przedstawiony zarzut, część możliwych przyczyn została już wykluczona, ale końcowa rekonstrukcja zdarzenia wciąż ma kluczowe znaczenie.
Dla rodziny to właśnie pełne wyjaśnienie ostatnich chwil życia Łukasza Litewki jest dziś najważniejsze. Jego ojciec nie ukrywa, że po pół roku nadal ma więcej pytań niż odpowiedzi i oczekuje od śledczych sprawdzenia także tych okoliczności, które jego zdaniem dotąd potraktowano zbyt powierzchownie.
