Pojawiły się nowe informacje dotyczące interwencji służb w mieszkaniu rodziny prezydenta Karola Nawrockiego w Gdańsku. Wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Czesław Mroczek ujawnił, że zgłoszenie dotyczyło pożaru oraz zagrożenia życia dzieci. Jak przekazano, do służb wpłynęły dwa alarmowe telefony.
Czesław Mroczek ujawnia szczegóły zgłoszenia
W niedzielę rano odbyła się odprawa z udziałem premiera Donalda Tuska, ministrów oraz przedstawicieli służb. Spotkanie było związane z sobotnią interwencją w mieszkaniu rodziny Karola Nawrockiego.
Po zakończeniu odprawy głos zabrał wiceszef MSWiA Czesław Mroczek, który przedstawił szczegóły zgłoszeń otrzymanych przez służby.
- To zgłoszenie dotyczyło pożaru i zagrożenia życia dzieci w lokalu. Zgłoszenie otrzymały trzy służby: państwowy system ratownictwa medycznego, straż pożarna i policja. Wszystkie trzy służby zadysponowały swoje siły na to miejsce – powiedział Czesław Mroczek.
Jak ujawniono, pierwszy alarm wpłynął o godzinie 19:33.
Do służb wpłynęły dwa alarmowe telefony
Wiceminister poinformował, że po pierwszym zgłoszeniu pojawił się kolejny telefon dotyczący tego samego adresu.
Drugie zgłoszenie miało dotyczyć zatrzymania krążenia u dzieci przebywających w mieszkaniu.
- W szczególności po otrzymaniu drugiego zgłoszenia 15 minut później, mówiącego o zatrzymaniu krążenia tych dzieci, które tam się znajdowały, kierujący działaniami ratowniczymi podjął decyzję o wejściu do lokalu – ujawnił Mroczek.
Przed siłowym wejściem służby próbowały nawiązać kontakt z osobami znajdującymi się rzekomo w środku.
Strażacy sprawdzali mieszkanie także od strony balkonu
Komendant Państwowej Straży Pożarnej gen. Wojciech Kruczek przekazał, że pierwsze zastępy pojawiły się na miejscu dziewięć minut po zgłoszeniu.
Strażacy początkowo nie zauważyli oznak pożaru. Nie było również kontaktu z mieszkańcami przez domofon.
- Zweryfikowaliśmy następujące elementy: po pierwsze: przez domofon nie było kontaktu z osobami wewnątrz, po drugie: nie było żadnych oznak pożaru – relacjonował gen. Wojciech Kruczek.
Strażacy weszli także po drabinie na balkon, aby sprawdzić, czy w mieszkaniu nie ma zadymienia.
Jak wyjaśniono, jedno z okien pozwalało zajrzeć do środka, natomiast drugie było zaklejone od wewnątrz folią, co utrudniało ocenę sytuacji.
Decyzja o wejściu do mieszkania zapadła po otrzymaniu kolejnego zgłoszenia dotyczącego zatrzymania funkcji życiowych dzieci.
W mieszkaniu nikogo nie było
Po wejściu do lokalu okazało się, że w środku nikogo nie ma. Interwencja została zakończona, a alarm uznano za fałszywy.
Czesław Mroczek podkreślił, że służby muszą reagować na każde potencjalne zagrożenie życia.
- Chcę pokazać, że nasze formacje: straż pożarna, policja, ratownictwo medyczne muszą reagować na tego typu zagrożenie i tak było też z tą sytuacją, którą opisujemy w Gdańsku – zaznaczył.
Wiceszef MSWiA poinformował również, że mieszkanie nie było objęte ochroną Służby Ochrony Państwa.
Donald Tusk mówi o „spektakularnych prowokacjach”
Do sprawy odniósł się także premier Donald Tusk. Podczas odprawy mówił o „spektakularnych prowokacjach” oraz apelował o szybkie wykrycie sprawców fałszywych alarmów.
Śledztwo w sprawie prowadzą obecnie policja oraz prokuratura. W działania zaangażowane są także służby zajmujące się cyberbezpieczeństwem.
Władze zapowiadają, że osoby odpowiedzialne za fałszywe zgłoszenia mają zostać jak najszybciej ustalone i ukarane.
